RAK
    RED BOX w Poznaniu: wszystkiego w sam raz! [RELACJA]

    RED BOX w Poznaniu: wszystkiego w sam raz! [RELACJA]

    1736 odsłon
    RED BOX w Poznaniu: wszystkiego w sam raz! [RELACJA]

    Czwartek, 2 lipca 2026R. IMIENINY: Jagody, Urbana

    15.6°C

    Fot. Red Box Facebook Zapytał mnie nawet – czy Polacy zawsze są tacy lojalni? Czy to wasza narodowa cecha? Chyba bardzo jest tym zdziwiony, i to już od ponad czterech dekad. Lubi przypominać, że to właściwie jedna piosenka „Chenko” wywołała tę wielką polską miłość do jego zespołu, którą w czerwcu 2026 w Poznaniu nadal można było odczuwać z wielką mocą.

    Od pierwszych dźwięków liczny zespół, z udziałem nawet córki Simona Katie, wspierany był przez polskich fanów, których w klubie Tama zgromadziło się bardzo dużo. Podobało nam się wszystko, nie tylko największe przeboje Brytyjczyków , ale też np. solowa piosenka wspomnianej córki (Simon właśnie produkuje jej debiutancki album, bardzo ładny głos!) czy długie opowieści o członkach zespołu, chyba najdłuższe w historii przestawiania muzyków, ale były tak ciepłe, ciekawe i zabawne, że nikomu nie przeszkadzało. Zresztą, kulturalny lider zespołu zapytał nas najpierw, czy rozumiemy po angielsku.

    A także, a może przede wszystkim – mocne, solidne brzmienie, dzięki któremu czuliśmy się jak na spotkaniu ze światową gwiazdą, a nie trochę zapomnianymi twórcami międzynarodowego hitu „For America”. Słychać było kunszt muzyków i ogranie, a głos Simona brzmiał naprawdę imponująco. Punktem kulminacyjnym było oczywiście legendarne „Chenko”, i to nawet dwa razy –raz bez udziału zespołu. Poznańska publiczność bowiem nie dość, że znakomicie pełniła rolę chóru podczas grania tej piosenki, ale też właśnie tym słynnym zaśpiewem wywołała muzyków na bis, co musiało być dla nich wzruszającym doświadczeniem.

    Świetnie wypadło na koniec „Train”, a wcześniej m.in. „Lean On Me” (z zabawną opowieścią o spotkaniu przebranych muzyków z groźnie wyglądającymi skinheadami), skoczne „This is What We Came For” czy nostalgiczne „The Sign”, w którym znów słyszeliśmy tak lubiane u nas echa śpiewu rdzennych Amerykanów... Zespół czuł się jak u siebie, podobnie zresztą jak publiczność, żywo reagując zarówno na wielkie hity lat 80., jak i nagrania z ostatnich lat, bez względu na to, czy miały charakter skoczny i popowy czy bliższe były rockowym balladom (z Gilmourowymi solówkami). Plus niespodzianka na bis w postaci „California Dreamin’” i kilka dawno (albo nigdy) nie granych piosenek, częściowo zamówionych przez polskich fanów. Krótko pisząc wszystkiego w sam raz!

    SERWIS INFORMACYJNY

    Czytaj cały artykuł u źródła — Radio Poznań (d. Radio Merkury)

    Co o tym sądzisz?

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era