
Są takie sytuacje, że człowieka bierze tzw. kurwica i postanawia wziąć sprawy w swoje ręce. Wieczorem w czwartek 25 czerwca najechałem na grys i kamyczki zalegające beztrosko akurat na zakręcie drogi nr 143 w Pierwoszewie. Ciekawe jak długo tam leżały? Podobno kilka dni. Ciekawe, czy ktoś pozostawił je tam świadomie, gdy mu się usypało ze skrzyni ładunkowej? Owszem, droga jest jeszcze w remoncie, ale takich niespodzianek już się na niej nie trafiało. Przy zaledwie 50 km/h mój samochód „poleciał” na grysie prawie jak człowiek na cukierkach-kuleczkach rozsypanych na podłodze. Na moment włączyły mu się pomarańczowe achtungi , gdy zainterweniował układ stabilizujący ESP. Pomyślałem zaraz o bezimiennym skuterzyście, który będzie tędy wracać po dziesiątej wieczorem, zmęczony po szychcie w fabryce, a więc łatwiej dający się zaskoczyć na zakręcie. On nie ma do obrony ESP i czterech kół. A jeśli na tym dziadostwie się wywróci? A może wpadnie pod samochód z naprzeciwka? Wróciłem do domu po miotłę. Grysu na zakręcie już nie ma. Zasnąłem spokojnie. Komu mam wystawić fakturę za sprzątanie? RB