
Na ławie oskarżonych zasiedli Artur Z. i Krzysztof A.
W kwietniu ruszył proces dwóch mieszkańców Turku oskarżonych o pedofilię. Już przed jego rozpoczęciem Artur Z. i Krzysztof K. od ponad roku przebywali w areszcie. Wbrew temu co podkreślane było na pierwszej rozprawie, Sąd Rejonowy w Turku zadecydował o zwolnieniu ich z aresztu. 19 czerwca oskarżeni wyszli na wolność. Tą decyzją zbulwersowani są nie tylko mieszkańcy, ale i prokurator Aleksandra Marańda.
Nie będą utrudniać postępowania
Z odczytywanego w kwietniu aktu oskarżenia wynika, że mężczyźni wielokrotnie wykorzystywali seksualnie nieletnich. Artur Z., 48-letni mieszkaniec Turku, były ordynator onkologii w konińskim szpitalu, od lat działał w kościele św. Barbary w Turku jako lektor i opiekun ministrantów. Wykorzystując swoją przewagę wynikającą z wieku, wykształcenia, doświadczenia życiowego, sytuacji materialnej, pozycji społecznej i autorytetu lekarza, miał wielokrotnie doprowadzać do „innych czynności seksualnych” nieletnich, nawiązywać kontakty z małoletnimi w aplikacji messenger oraz posiadać treści pornograficzne z udziałem małoletnich. Z aktu oskarżenia wynika, że Artur Z. popełniał przestępstwa w 2013 roku.
Z kolei były organista, również 48-letni, Krzysztof A., oskarżony jest o wielokrotne doprowadzenie małoletnich do „innych czynności seksualnych” w Turku w latach 2011-2013. W toku postępowania mężczyzna miał przyznać się do zarzucanych mu czynów.
Jeszcze w kwietniu Sąd Rejonowy w Turku podkreślał, że obaj oskarżeni w sprawie w dalszym ciągu mają pozostać w areszcie. Teraz, jak podaje poznańska Gazeta Wyborcza, sędzia Beata Szumińska uznała, że areszt nie jest już potrzebny. Zamiast aresztu zastosowano tzw. środki wolnościowe : dozór policji trzy razy w tygodniu, zakaz opuszczania kraju, zakaz kontaktu i zbliżania się do pokrzywdzonych oraz świadków oraz zakaz przebywania w miejscach, gdzie mogą znajdować się osoby nieletnie. Wobec Artura Z. sędzia orzekła dodatkowo poręczenie majątkowe w wysokości 150 tys. zł. Nie zakazała jednak oskarżonym kontaktowania się między sobą.
Spotkał go na osiedlu
Jak informuje GW, mieszkańcy Turku nie mieli pojęcia o zniesieniu aresztu , bo proces toczy się za zamkniętymi drzwiami, a dziennikarze nie mogą relacjonować jego przebiegu. Tymczasem jeden z czytelników GW spotkał Artura Z. na ulicy . „Widziałem go dziś na osiedlu. Chodził uśmiechnięty. Nie potrafię zrozumieć, jak przy takich zarzutach można uchylić areszt" – pisze, dodając, że oskarżony mieszka w bloku, w otoczeniu rodzin z dziećmi.
Jak informuje GW, Marańda , prowadząca sprawę od początku, zaskarżyła decyzję sądu. – Nadal istnieją przesłanki stosowania aresztu – mówi. – Chodzi o grożącą surową karę oraz ryzyko utrudniania postępowania.
W ocenie prokuratury wypuszczenie oskarżonych na wolność i zakaz kontaktów między nimi zwiększa ryzyko wpływania na przebieg procesu.
Decyzją sądu jest też zdziwiona adwokat Ewelina Maciejewska reprezentująca jednego z pokrzywdzonych. Według GW “Chłopiec od początku bardzo przeżywa proces i dopytuje o jego przebieg”. Po informacji o uchyleniu aresztu miał ponownie trafić do psychologa i psychiatry.
źródło: Gazeta Wyborcza Poznań
Anna Wiśniewska-Kocik Dziennikarka Turek.net.pl FB