
Na początku czerwca trafiło do Polski z KPO ponad 30 miliardów złotych. Do końca roku ma to być to już ponad 100 miliardów złotych. Na co je wydamy?
W tym roku mamy rekordowy napływ pieniędzy z KPO. Równocześnie kończymy inwestycje, więc się buduje, buduje, buduje. Co? Powstają żłobki, docelowo ma być ponad 40 tys. nowych miejsc w żłobkach, z czego blisko połowa już funkcjonuje. Doprowadzamy szybki internet do 2 tysięcy szkół i kilkuset tysięcy gospodarstw domowych. Kupujemy nowe autobusy, pociągi i powstają nowe trasy kolejowe. Na rozwój kolei przeznaczyliśmy z KPO ponad 18 mld zł. Dzięki m.in. KPO wybudowano obwodnice w 15 mniejszych miastach, powołano do życia ponad 120 Branżowych Centrów Umiejętności. Inwestycje idą bardzo szeroko. Mają jednak część wspólną. Jak dostałam KPO, to zdecydowałam, że jak najwięcej pieniędzy musi iść na Polskę lokalną. I to się udało. Prawie 10 miliardów więcej idzie na średnie miasta, na miejsca, które bardzo potrzebują inwestycji, żeby się nie wyludniać i mieć perspektywy na rozwój. Metropolie mają swoją energię rozwojową. Natomiast miasta takie jak na przykład Piła muszą dostać parasol inwestycyjny, dodatkowe wsparcie na żłobek czy społeczne budownictwo. Bez tego młodzi wyjadą..
Jednym z punktów poniedziałkowej wizyty są Kaczory, gdzie w ramach Społecznej Inicjatywy Mieszkaniowej zostanie niedługo oddany blok z 23 mieszkaniami.
Nowe mieszkania w najwyższym standardzie budują się w Warszawie, Gdańsku czy w Poznaniu. W Kaczorach bez wsparcia publicznego taki blok by nie powstał. A możliwość bezpiecznego i długookresowego wynajmu mieszkania to szansa na to, że młodzi ludzie w Kaczorach – czy innych podobnych miejscach - zostaną. Dzięki temu, że ludzie mają gdzie mieszkać, wzrastają szanse na dzieci. A skoro tak, to muszą być też żłobki lub kluby dziecięce. I w gminie Miasteczko Krajeńskie, w Grabionnej taki klub dziecięcy z KPO powstał. To bardzo potrzebne inwestycje, bo w mniejszych miejscowościach takich miejsc opieki nigdy nie było. I teraz – także dzięki KPO - to się zmienia.
Poprzedni rząd nie udźwignął tematu. Program budowy tanich mieszkań na wynajem Mieszkanie Plus okazał się niewypałem. Czy SIM-y mają większe szanse powodzenia?
Kiedy dwa i pół roku temu obejmowałam Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej, w ramach SIM było zbudowanych 40 mieszkań. Dzięki zmianom i bardzo dobrej współpracy z Krajowym Zasobem Nieruchomości i samorządowcami budowy w całej Polsce nieprawdopodobnie przyspieszyły. Tylko w tych miesiącach wiosenno-letnich oddamy do użytku kilka tysięcy mieszkań, a do końca dekady ta liczba dojdzie do 30 tysięcy.
Co dają SIM-y w porównaniu z budownictwem deweloperskim? Po pierwsze te mieszkania są na tani wynajem. Czyli ludzie mogą w nich zamieszkać w bardzo dobrym standardzie płacąc czynsz poniżej komercyjnego. Mają też możliwość dojścia do własności, jeżeli za 15-20 lat zechcą lokal wykupić. I przede wszystkim te domy powstają tam, gdzie często deweloperów nie ma. Gdyby więc nie było SIM-u, nie byłoby żadnych nowych mieszkań. A bez nowych mieszkań nie ma młodych ludzi. Dlatego ten program jest bardzo ważny dla Polski lokalnej.
Afera w Szpitalu Południowym obnażyła jak bardzo jest chory polski system ochrony zdrowia. Jak pomóc temu „pacjentowi” ?
Polska 2050 od początku powtarza, że jest potrzebna duża reforma systemowa. Nie ma jednej magicznej recepty. Do tej pory nie było woli politycznej, ale dziś chyba każdy już zrozumiał, że nie da się od tego uciec. Co musi zostać zrobione? Po pierwsze musi być większa dostępność studiów i specjalizacji dla lekarzy. Potrzebujemy ich więcej, bo tam gdzie jest ich za mało, zaczyna się chora konkurencja i zarobki szybują w kosmos. Po drugie trzeba zmienić wycenę świadczeń, która w przeszłości często była ustawiana pod różnych lobbystów. W efekcie częściowo mamy świadczenia bardzo korzystne dla szpitali i lekarzy oraz inne - głodowe, które placówkom się nie opłacają. A koszty ponosi pacjent. Należy też w większym stopniu postawić na leczenie w opiece ambulatoryjnej i podstawowej opiece zdrowotnej, bo w szpitalach jest ono znacznie droższe. Trzeba zmienić system tak, żeby konkurował o pacjenta, bo dzisiaj konkuruje najbardziej o lekarza. I to jest chore.
System ochrony zdrowia choruje nie od wczoraj.
Nic nie zostało zrobione za rządów PiS-u, który teraz najgłośniej krzyczy. Grzech zaniechania mają na sumieniu zresztą wszystkie poprzednie rządy, bo wszyscy chowali głowę w piasek, a tymczasem pacjent jest w coraz gorszym stanie. Trzeba leczyć system ochrony zdrowia, trzeba leczyć system podatkowy, trzeba leczyć nadzór nad spółkami samorządowymi i spółkami Skarbu Państwa, bo przecież szpitale to też są spółki samorządowe. O kolesiostwie w spółkach Skarbu Państwa i samorządowych grzmiała cała opozycja w czasie rządu PiS. Jak doszliśmy do władzy, to Polska 2050 przygotowała ustawę, która miała sprofesjonalizować zarządzanie spółkami państwowymi i samorządowymi. Niestety, koalicja z opozycją wspólnie to utrącili.
Pilnej terapii potrzebuje również system podatkowy. Przez zbyt niski próg podatkowy bardzo dużo ludzi średnio zarabiających płaci 32 proc., a ten lekarz, milioner, ze zdolnością bilokacji, bo zarabiał jednocześnie w kilku miejscach, płaci 14 proc. I to jest bardzo niesprawiedliwe. Te raje podatkowe trzeba zamknąć po to, żeby zwykli ludzie nie musieli płacić 32 proc. Od zmian nie da się już uciec, bo ich brak nas dogania. Samochód pędzi na ścianę. Mam nadzieję, że w porę zahamujemy, a już najlepiej będzie jak skręcimy i pojedziemy lepszą trasą.
Skoro już jesteśmy przy trasie, to skąd właśnie ten pomysł by ruszyć w Polskę?
Zza biurka nie da się niczego zrozumieć. Zwłaszcza o Polsce lokalnej. Po 2,5 latach rządów, na półtora roku przed kolejnymi wyborami, nie jeździ się po głosy, jeździ się do ludzi. Zapraszam wszystkich do rozmowy o ważnych rzeczach. O ochronie zdrowia, o podatkach, o emeryturach. Oczywiście o KPO, o inwestycjach publicznych. O tych, które już zrobiliśmy i o tych, które będą robione. To spotkania otwarte dla każdego. Przychodzą seniorzy, uczniowie, zwolennicy najróżniejszych partii. Ostatnio miałam spotkanie w Tychach, gorącą dyskusję z konfederatami. To są dobre, merytoryczne, często emocjonalne, ale spotkania o rzeczach ważnych, gdzie naprawdę ludzie rozmawiają. Jak słucha się tylko polityków, to powstaje wrażenie, że już nikt z nikim nie umie rozmawiać. A to nieprawda. Polacy wciąż potrafią ze sobą rozmawiać.
Obserwuj nas na Google News