
Burmistrz Pisza nie przedłużył umowę Alicji Rymszewicz. Katarzyna Dunaj-Sawicka pełniącą obowiązki dyrektora MGOSIR
6
Jeszcze pod koniec czerwca informowaliśmy o ciężkim sprzęcie, który wjechał na teren plaży miejskiej w Piszu. Dyrektor MGOSiR, Alicja Rymszewicz, tłumaczyła wówczas, że opóźnienie prac u progu sezonu wakacyjnego wynikało z przedłużających się procedur urzędowych oraz niskiego stanu wody w jeziorze. Zapewniano, że oczyszczanie dna potrwa zaledwie kilka dni, co pozwoli na bezpieczne korzystanie z kąpieliska przez cały lipiec i sierpień. Jak te obietnice wyglądają w zderzeniu z rzeczywistością? Plażę miejską 30 czerwca odwiedził z kamerą „Piszanin”. Wnioski z wizyty niosą za sobą dość słodko-gorzki obraz.
Zapach mułu i błotnisty piasek
Choć zgodnie z wcześniejszymi deklaracjami urzędników prace miały błyskawicznie dobiegać końca, na miejscu wciąż widać i czuć, że przed wykonawcą jeszcze sporo roboty. Rozczarowanie budzi przede wszystkim zapach – na terenie kąpieliska nadal mocno doskwiera nieprzyjemny smród pochodzący z odmulania dna.
Kolejną kwestią jest estetyka nowej plaży. Zarządca obiektu planował maksymalnie wykorzystać naturalny, szary piasek jeziorny wydobyty z dna. Efekt? Rozplantowany materiał ma brzydki, błotnisty kolor, który mało komu kojarzy się z wakacyjnym wypoczynkiem. Mieszkańcy zgodnie podkreślają, że aby plaża odzyskała swój urok, niezbędne jest nawiezienie świeżego, czystego, żółtego piasku. Ponadto zalegające na brzegu wielkie hałdy pokazują, że do pełnego zakończenia robót ziemnych i uporządkowania terenu potrzeba jeszcze około 3 do 5 dni.
Kąpiele w „Gangesie” i umiarkowane opinie
Mimo trwających prac, hałasu maszyn i mało zachęcających warunków, najmłodsi piszanie nie zamierzają marnować letnich dni. Dzieci już teraz wchodzą do wody i kąpią się na terenie powstającego brodzika. Stan i wygląd wody pozostawia jednak na ten moment wiele do życzenia – jak zauważa autor wideorelacji, woda wygląda wręcz fatalnie i swoim mętnym kolorem przypomina raczej indyjski Ganges niż czyste, mazurskie jezioro.
Sami mieszkańcy, których „Piszanin z kamerą” spotkał na pomoście, do całej sytuacji podchodzą z dużym dystansem i spokojem. Ich opinie są umiarkowane – z jednej strony widzą niedociągnięcia i chaos w szczycie sezonu, z drugiej strony przeważa pragmatyczne podejście. Wśród komentujących dominuje jedno hasło: mimo wszystko lepiej późno niż wcale. Dobrze, że dno zostało pogłębione, a podwodne uskoki wyrównane, co docelowo poprawi bezpieczeństwo.
Wniosek na przyszłość: Konserwacja co roku
Tegoroczne zamieszanie wokół piskiego kąpieliska powinno być cenną lekcją na przyszłość. Plaża miejska to jedna z najważniejszych i największych letnich atrakcji Pisza, z której dumni są mieszkańcy i z której chętnie korzystają turyści.
Prace nad przywróceniem jej użyteczności nie mogą być realizowane na ostatnią chwilę i uzależnione od urzędniczych formalności przeciągających się do połowy lata. Aby uniknąć podobnych sytuacji, plaża oraz jej dno powinny być konserwowane regularnie – każdego roku, na długo przed rozpoczęciem sezonu urlopowego. Tylko systematyczne dbanie o ten obiekt zagwarantuje, że Pisz przywita wakacje z czystą wodą i pięknym, bezpiecznym brzegiem.
Do tematu wrócimy za kilka dni.