
Od siedemnastu lat otwiera swój dom dla dzieci, które z różnych powodów nie mogą wychowywać się w rodzinach biologicznych. Anna z miejscowości Mingajny (gmina Orneta), samotnie prowadząca dziś rodzinę zastępczą, wychowała już wiele dzieci, dając im nie tylko dach nad głową, ale przede wszystkim poczucie bezpieczeństwa, miłość i rodzinne ciepło. W rozmowie opowiada o codzienności rodziny zastępczej, budowaniu zaufania oraz o tym, dlaczego każde dziecko zasługuje na prawdziwy dom.
Nie planowała, że pomoc dzieciom stanie się jej życiową drogą. Wszystko zaczęło się od kontaktu z pogotowiem opiekuńczym prowadzonym przez rodzinę jej męża. To właśnie wtedy po raz pierwszy zobaczyła, jak wygląda codzienność dzieci pozbawionych rodzinnego domu.
— Poznaliśmy chłopca i to nas skłoniło do tego, żeby zostać rodziną zastępczą — wspomina Anna z Mingajn.
Decyzja zapadła szybko. Jak sama przyznaje, wraz z przyszłym mężem byli wtedy bardzo młodzi. Mieli niespełna 23 lata. Jeszcze przed ślubem ukończyli kurs dla rodzin zastępczych i postanowili otworzyć swój dom dla potrzebujących dzieci.
Pierwszym podopiecznym był dwuipółletni chłopiec, który trafił do nich zaledwie tydzień przed ślubem.
— Uczyliśmy się bycia z tym dzieckiem. Ja miałam trochę łatwiej, bo
Czytaj cały artykuł u źródła — Gazeta Olsztyńska / GazetaOlsztynska.pl