Przedstawiciele władz województwa przekonują, że protest związany z dalszymi losami Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Olsztynie ma polityczny podtekst. Sami protestujący mówią o próbie odebrania szpitalowi samodzielności. Kto ma rację? Czy perła warmińsko-mazurskiej służby zdrowia jest zagrożona?
W środę przed Urzędem Marszałkowskim w Olsztynie było głośno. W środku trwała sesja Sejmiku Województwa Warmińsko-Mazurskiego. Na zewnątrz protestowali pracownicy służby zdrowia, pielęgniarki, położne, związkowcy i mieszkańcy.
Byli też radni PiS. Zorganizowali konferencję prasową. Próbowali pomóc protestującym wejść do środka, na obrady Sejmiku. Nie udało się. Według relacji uczestników protestu na salę nie wpuściła ich ochrona.
Dla jednych wyglądało to jak polityczna akcja opozycji, dla drugich — jak ostatni dzwonek alarmowy.
A chodzi o przyszłość trzech olsztyńskich szpitali: Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Olsztynie, Miejskiego Szpitala Zespolonego i Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego. Na stole jest pomysł konsolidacji, który w praktyce oznacza budowę nowego szpitala klinicznego.
Brzmi dobrze: nowy szpital, lepsze leczenie, silne zaplecze dla UWM, mniej dublowania świadczeń, więcej specjalistyki w regionie. Ale jest jedno „ale”, największe.
Wojewódzki Szpital Specjalistyczny nie jest placówką w zapaści. Nie stoi pod ścianą. I nie prosi o ratunek. To najmocniejszy szpital w tej układance. Ma majątek, kadrę, procedury, pozycję i stabilność finansową. Dlatego właśnie się broni.
Strona społeczna stawia sprawę ostro. W liście otwartym do dyrektora warmińsko-mazurskiego NFZ Andrzeja Zakrzewskiego pisze o „likwidacji suwerenności strukturalnej oraz samodzielności strategicznej” WSS pod pretekstem konsolidacji. Pada też sformułowanie o „mechanicznej fuzji trzech rażąco odmiennych struktur szpitalnych”.
Związkowcy twierdzą, że sprawny szpital może zostać włączony do jednego organizmu z placówkami, które mają zupełnie inną sytuację finansową i organizacyjną. Ich zdaniem WSS wniósłby do nowej struktury największy potencjał, ale nie ma jasnych gwarancji, że nie zapłaci za problemy innych.
W liście padają mocne zarzuty. Autorzy piszą o ryzyku paraliżu świadczeń, likwidacji unikalnych procedur wysokospecjalistycznych i odpływu kadry. Przypominają, że WSS jest szpitalem odwoławczym dla całego województwa. Trafiają tam najtrudniejsze przypadki: kardiologiczne, neurologiczne czy urazowe.
To jest sedno sporu. Nie chodzi o to, czy Olsztyn potrzebuje nowoczesnego szpitala klinicznego. Potrzebuje. Chodzi o to, czy wolno go budować kosztem najlepiej działającej placówki w regionie.
Marszałek Marcin Kuchciński na środowej sesji odpowiadał, że żadnej uchwały o konsolidacji w tej chwili nie ma.
— Mówienie o jakiejkolwiek uchwale konsolidacyjnej, która rzekomo miała dzisiaj stanąć, jest mitem — przekonywał.
Podkreślał, że Zarząd Województwa Warmińsko-Mazurskiego prowadzi analizy. I że musi je prowadzić.
— Musimy odpowiadać na wyzwania związane z demografią czy depopulacją — mówił. — Być może za jakiś czas okaże się, że konsolidacja będzie jedną z opcji. Na tę chwilę tego nie wiemy.
Marszałek zapowiadał też, że jeśli powstanie dokument pokazujący kierunek zmian, zostanie przedstawiony i skonsultowany.
Tyle że opozycja zdecydowanie twierdzi, że te dokumenty już są. Radni zestawiają fakty. I według nich, ale także i według protestujących, trwa właśnie faza przygotowania wielkiej fuzji, i to w atmosferze protestów, które trwają od miesięcy.
Radna Bożena Ulewicz z PiS podczas środowej sesji przekonywała, że emocji mogłoby nie być, gdyby władze działały z otwartą przyłbicą.
— Wielokrotnie wnioskowałam do pana marszałka, żeby przeprowadzić merytoryczną debatę z udziałem stron, a także wszystkich radnych — mówiła.
Przypominała, że materiały wypracował zespół, w którym byli przedstawiciele urzędu, NFZ i innych instytucji. Wskazywała też, że uwagi zgłaszała dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego Irena Kierzkowska.
— Pielęgniarki już od grudnia bardzo energicznie i jednoznacznie przedstawiają nam swoje stanowisko — mówiła Ulewicz. — Proszę nie unikać tej debaty. To jest ważny społeczny problem.
Z twardą linią zwolenników konsolidacji kojarzona jest wicemarszałek Sylwia Jaskulska z PSL, odpowiedzialna w Zarządzie Województwa za ochronę zdrowia. Jeszcze przed czerwcową sesją Sejmiku publicznie przekonywała, że łączenie szpitali to nie tylko konieczność, ale też szansa na lepszą jakość leczenia. Samorządowcy oglądali nawet w Łodzi placówkę po takim procesie.
— Inwestycje w zdrowie muszą iść w parze z racjonalizacją systemu, a nie tylko z jego finansowym dokarmianiem — przekonywała podczas czerwcowej sesji wicemarszałek.
Związkowcy zarzucają wicemarszałek lekceważący język. Elżbieta Butkiewicz podczas protestu przypomniała, że wicemarszałek Jaskulska określiła ich działania jako „pudrowanie trupa”. — To skandal. Nie pozwolimy na to i będziemy bronić tego szpitala do końca — odpowiadała przewodnicząca OZZPiP.
Jednym z najostrzejszych krytyków ewentualnej konsolidacji jest radny Paweł Warot z PiS. W mediach społecznościowych pisze o „konsolidacji — czytaj likwidacji”. Równie ostro wypowiada się podczas kolejnych sesji Sejmiku. To on próbował pomóc protestującym przed Urzędem Marszałkowskim dostać się na czerwcową sesję.
Warto także pamiętać, że pomysł stworzenia nowego szpitala klinicznego przez konsolidację istniejących placówek nie narodził się dziś. I nie jest wyłącznie pomysłem obecnej koalicji rządzącej regionem. W 2017 r. prof. Wojciech Maksymowicz, wtedy związany z obozem Zjednoczonej Prawicy, a następnie z partią Szymona Hołowni, przekonywał, że Olsztyn powinien zbudować nowy szpital. Mowa była o połączeniu szpitala miejskiego z uniwersyteckim. Padały kwoty 300-350 mln zł z rządowego programu. Maksymowicz mówił, że trzeba „wypełnić kupon”, żeby sięgnąć po pieniądze.
Tamten pomysł też budził kontrowersje. Ówczesna dyrekcja szpitala miejskiego ostrzegała, że nowy szpital uniwersytecki nie może powstać kosztem miejskiej placówki. Miasto bało się utraty wpływu na politykę zdrowotną. Już wtedy pojawiała się sugestia, by rozmowę poszerzyć także o szpitale podlegające marszałkowi, w tym wojewódzki.
Jan Berdycki
Obserwuj nas na Google News