
Pasja to coś więcej niż zwykłe hobby — to siła, która napędza, inspiruje i pozwala realizować marzenia. To stan, w którym czas przestaje mieć znaczenie, a codzienność nabiera barw. Zaczyna się niewinnie — od małej iskierki zainteresowania, która z czasem przeradza się w ogień płonący w głębi duszy. Ten ogień daje energię, radość i poczucie sensu, jak wiatr w żagle, który popycha nas w wybranym kierunku.
Rozmawiając z ludźmi z pasją, nietrudno dostrzec tę charakterystyczną iskierkę w ich oczach. Wystarczy, że zaczną mówić o tym, co kochają, a na ich twarzy pojawia się uśmiech — szczery, ciepły, pełen entuzjazmu. Pasja ich nie nuży, przeciwnie — uskrzydla, motywuje i daje siłę do działania. A jeśli uda się ją połączyć z życiem zawodowym, wówczas pojawia się prawdziwe spełnienie: robisz to, co lubisz, i jeszcze otrzymujesz za to wynagrodzenie.
O takim właśnie spełnieniu i miłości do miejsca, z którego pochodzi, opowiada w rozmowie Kazimierz Kowalski — rodowity mieszkaniec Dłutowa, obecnie żyjący w Działdowie. Pasjonat lokalnej historii, założyciel facebookowego portalu „Dłutowo z dziejów wsi i okolicy”, który z niezwykłą energią i zaangażowaniem odkrywa i pielęgnuje pamięć o swoich rodzinnych stronach.
— Mówisz, że kochasz Dłutowo, więc dlaczego wyprowadziłeś się do Działdowa i kiedy to nastąpiło?
— Zadecydowała o tym normalna proza życia - moja i mojej żony praca oraz otrzymanie długo oczekiwanego, spółdzielczego M-4. Moja żona pochodzi z Działdowa, ale po ślubie zamieszkaliśmy w Dłutowie. Mieszkaliśmy tam osiem lat. Dopiero w 1988 roku przeprowadziliśmy się do Działdowa. Gdy się przeprowadzaliśmy nasze dzieci miały 4 i 7 lat.
— Ciągle jednak wracasz do Dłutowa. Co Cię tam przyciąga? Co jest tak wyjątkowego w tej miejscowości?
— Powiem słowami Broniewskiego: „Mnie ta ziemia od innych droższa”. Tam są moje korzenie, tam są moi bliscy i znajomi, tam każde miejsce przywołuje jakieś wspomnienie. W Dłutowie moja rodzina mieszka od wieków. Na dłutowskim cmentarzu spoczywają moi rodzice, brat, dziadkowie i inne bliskie mi osoby. Tam każda piędź ziemi ma swoją bogatą historię, którą chcę i lubię odkrywać. Tam wreszcie jest mój dom rodzinny, który na szczęście wciąż jest w posiadaniu mojej rodziny, dzięki czemu mam gdzie wracać. Mam jeszcze i to szczęście, że do Dłutowa lubią też jeździć moja żona i moje dzieci ze swoimi rodzinami.
— Dlaczego założyłeś portal „Dłutowo- z dziejów wsi i okolicy”?
— Aby pokazać jak bardzo ciekawy jest to region i jak wiele tu się działo. Żeby pokazać jak wspaniali ludzie tu mieszkali i utrwalić pamięć o nich. Żeby dowieść mieszkańcom Dłutowa i okolic, że mają prawo być dumni ze swoich przodków. Żeby rozbudzić w nich miłość do naszej Małej Ojczyzny, do jej historii i tradycji. Dłutowo i okoliczne wsie, położone po południowej stronie Wkry-Działdówki, to skrawek Mazowsza, którego dzieje różnią się od pozostałej części gminy Lidzbark, co można i powinno się traktować jako dodatkowy walor tych terenów.
— Cóż je wyróżnia?
— Głównie to, że Dłutowo i okolica były zawsze polskie, a gdy znalazły się pod rosyjskim zaborem, były miejscem ciągłej walki mieszkańców o zachowanie polskości, w tym również miejscem zrywów narodowowyzwoleńczych, takich jak powstanie listopadowe i powstanie styczniowe. Dłutowo to prastara miejscowość. Już na początku XI wieku istniał tu gródek obronny, z położoną przy nim osadą, a w XIII wieku wzniesiono tu kościół. Przez ponad 100 lat, w okresie od 1432 do 1577 roku, Dłutowo było miastem. Jego herb nawiązywał do herbu rodu Dłutowskich („Wąż”), ówczesnych właścicieli Dłutowa.
— Dlaczego jesteście dumni z dziedziców, czym zasłużyli na waszą pamięć?
— Może nie ze wszystkich jesteśmy dumni, bo o niektórych z nich mamy zbyt małą wiedzę, by móc ich oceniać. Ale większość naszych dziedziców była wielkimi patriotami i dobrymi gospodarzami. Jednak chyba największe zasługi dla Ojczyzny i dla tego regionu oddał ród Tabęckich.
— Dlaczego właśnie ten ród jest tak zasłużony?
— Głowa tego rodu, Konstanty Tabęcki, były powstaniec listopadowy, odnowił i unowocześnił przejęty po swoim teściu majątek, a efekt wielu jego inwestycji można podziwiać do dziś. W 1851 roku, na miejscu starego, drewnianego dworu, wybudował murowany pałac. Mniej więcej w tym samym czasie zmodernizował park, który ogrodził murem z kamienia i cegły. W 1853 roku wybudował na dłutowskim cmentarzu kaplicę grobową. Na przełomie lat 50-tych i 60-tych XIX wieku, w miejsce drewnianych, pobudował murowane budynki obór, chlewni, owczarni i stajni. Pobudował też murowany spichlerz. Również córka Konstantego Tabęckiego, Maria, która odziedziczyła po nim dłutowskie dobra, oraz jej mąż i synowie, to także bardzo zasłużone dla tego regionu osoby.
— Czy jest jeszcze jakiś wątek związany z tym rodem, który warto przywołać?
— To ród o bardzo bogatej historii i nie sposób w kilku słowach scharakteryzować jego członków oaz opisać ich dzieje i osiągnięcia. Wspomnę tylko, że po wybuchu Powstania Styczniowego synowie Konstantego Tabęckiego bez wahania wstąpili w powstańcze szeregi. Najmłodszy, dziewiętnastoletni Franciszek, poległ niedaleko rodzinnego domu, w bitwie pod Lubowidzem. Zrozpaczony ojciec, chcąc uniknąć carskich represji, potajemnie pochował ciało syna w bezimiennej mogile na terenie przypałacowego parku. Skoro już mówimy o powstaniach przeciwko rosyjskiemu zaborcy, należy też zaznaczyć, że w Dłutowie pochowanych jest ponad trzydziestu Powstańców Listopadowych i Styczniowych oraz innych bohaterów walk o niepodległość w okresie zaborów. Niestety, zachowały się jedynie ich cztery groby: - krypta wspomnianej już kaplicy cmentarnej, gdzie pochowany jest: Konstanty Tabęcki - ojciec (powstaniec listopadowy), Konstanty Tabęcki – syn (powstaniec styczniowy), Franciszek Krępski (żołnierz wojsk napoleońskich); - mogiła Franciszka Tabęckiego (powstańca styczniowego) w podworskim parku; grób Lucjana Brochockiego (powstańca styczniowego); - grób Gorgoniusz Trzcińskiego (powstańca listopadowego i styczniowego).
— A kim była „Dobra Pani”, o której słyszałem w legendach?
— To córka Konstantego Tabęckiego, Maria, która po jego śmierci odziedziczyła dobra dłutowskie, żona warszawskiego adwokata, redaktora i wydawcy prasowego,mecenasa i kolekcjonera dzieł sztuki, wiceprezesa Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych i działacza społecznego. Maria była znaną filantropką nie tylko w kręgach warszawskich, ale też w swoich dobrach. Tu opiekowała się ludnością wiejską, dbając o jej zdrowie i o oświatę. W Dłutowie, w byłym domku dworskiego ogrodnika, otworzyła ochronkę dla dzieci i bibliotekę, a także udzielała mieszkańcom bezpłatnej opieki medycznej. Miejscowa ludność nazwała ją „Dobrą Panią”, a dom ten do dziś jest zwany „Ochronką” lub „Apteczką”. Razem ze swoim mężem wybudowali i wyposażyli budynek szkolny oraz w znacznym stopniu sfinansowali budowę obecnego kościoła. Obydwoje Wrotnowscy są pochowani w kaplicy na dłutowskim cmentarzu.
— Posiadacie w Dłutowie piękny kościół z czerwonej cegły, niesamowita budowla.
— Obecny kościół, już prawdopodobnie piąty w tym miejscu, został wzniesiony w latach 1892-1897, według projektu wybitnego architekta, Stefana Szyllera. Wybudowano go na miejscu poprzedniej, drewnianej świątyni, którą obwiedziono murami nowego kościoła, a rozebrano i „wyniesiono dużymi drzwiami” dopiero w1895 roku, tuż przed przystąpieniem do wykonania sklepienia. Jest to budowla w stylu neogotyckim, z elementami „narodowymi”. Styl ten określa się również mianem „gotyku wiślano-bałtyckiego”. Ten kościół, to pierwszy projekt budowli sakralnej Stefana Szyllera i uznawany za wzorcowy dla twórczości tego architekta, gdyż zastosowane tu rozwiązania były przez niego powtarzane w innych projektach: dwuwieżowa, niesymetryczna fasada, wzorowana na kościele Mariackim w Krakowie, hełmy wież, nawiązujące do przekrycia wyższej wieży tego kościoła, czy oprawy okien, wzorowane na portalu południowym kościoła św. Katarzyny w Krakowie. Stefan Szyller zaprojektował też trzy ołtarze i ambonę w tym kościele. Budową tej świątyni kierował ówczesny proboszcz ks. Wiktor Mieczkowski, a znaczny wkład w koszty budowy wnieśli dłutowscy dziedzice, Maria i Lucjan Wrotnowscy.
— Niesamowici dziedzice i wspaniałe historie związane z Dłutowem. Czy jeszcze chciałbyś coś dopowiedzieć?
— Trudno wymienić wszystkie zasłużone dla Kraju i regionu osoby związane z Dłutowem. Ale z nowszej historii należy wspomnieć Pawła Nowakowskiego, który tu się urodził i mieszkał, a w czasie II wojny światowej był komendantem działdowskiego obwodu Armii Krajowej. Po wyzwoleniu objął dowództwo nad poakowskimi oddziałami o charakterze samoobronnym oraz pozostałościami sieci konspiracyjnej AK. Zorganizowane przez niego struktury konspiracyjne tworzyły Batalion ROAK o kryptonimie „Znicz”. Podlegała mu m.in. kompania partyzancka Stanisława Balli „Sokoła Leśnego” oraz kilkanaście mniejszych jednostek partyzanckich.
— Ojczyzna była i jest dla mieszkańców Dłutowa priorytetową sprawą czyż nie tak?
—Tak. Jeszcze wielu innych mieszkańców Dłutowa i okolicy walczyło, cierpiało i ginęło za Ojczyznę. Lokalna społeczność o nich pamięta. W ostatnich latach, z inicjatywy naszej Grupy FB, wzniesiono na cześć wszystkich naszych Bohaterów pomnik przed kościołem, a Powstańców Listopadowych i Styczniowych dodatkowo upamiętniono tablicą ustawioną przed dłutowskim cmentarzem. Księdza Wiktora Mieczkowskiego, wielkiego patriotę i budowniczego kościoła upamiętniliśmy tablicą na kościelnym murze. Czyni się też starania o renowację zachowanych grobów bohaterów walczących za Ojczyznę w okresie zaborów. Doprowadziliśmy też do oświetlenia fasady naszego kościoła, aby jego piękno było widoczne także w nocy. Oczywiście, wszystkie te przedsięwzięcia są realizowane przy ogromnym wsparciu Gminy Lidzbark i Powiatu Działdowskiego.
— Co jeszcze udało Ci się zrobić w sprawie promowania historii Dłutowa i okolic oraz jakie masz jeszcze pomysły i plany z tym związane?
— Z ciekawszych postów, jakie pojawiają się na naszej stronce „Dłutowo – z dziejów wsi i okolicy”, redaguję książkę, która zostanie najpierw opublikowana w formie elektronicznej, a może kiedyś, w bardziej okrojonej wersji, także uda się ją wydać drukiem. Opublikowałem już dwie części tej książki, a teraz pracuję nad częścią trzecią. Być może będzie też część czwarta. Udało mi się też przekonać mieszkańców Dłutowa do wykorzystania faktu powstania ronda za kościołem dla upamiętnienia jego nazwą jakiejś zasłużonej osoby lub historycznego wydarzenia. Stanęło ostatecznie na nazwaniu go „Poświętne”, dla utrwalenia dawnej nazwy tej części wsi, którą my starsi jeszcze pamiętamy, a młodsze pokolenia już nie znają. Jeśli chodzi o plany, to mam ich jeszcze sporo, ale nie chcę na razie o nich mówić, bo najpierw musimy uratować nasze niszczejące zabytki cmentarne, tj. kaplicę grobową i grób powstańca styczniowego, Lucjana Brochockiego, z piękną rzeźbą anioła. Musimy też przenieść na cmentarz grób innego powstańca styczniowego, Franciszka Tabęckiego, który znajduje się w podworskim parku, będącym obecnie terenem prywatnym, co uniemożliwia mieszkańcom dostęp do niego, dla oddania należnej czci spoczywającemu tam Bohaterowi. W tych przedsięwzięciach jak zwykle bardzo aktywnie uczestniczy Gmina Lidzbark, bez której nie bylibyśmy w stanie ich zrealizować. Również Powiat Działdowski zobowiązał się do udzielenia nam finansowego wsparcia. Co prawda jesteśmy z tymi działaniami dopiero na początku drogi, ale głęboko wierzę, że przy takim zaangażowaniu władz samorządowych uda się je w przeciągu dwóch-trzech lat doprowadzić do końca.
— Mogę śmiało powiedzieć, że jesteś wielkim lokalnym patriotą. Przypominasz o historii, utrwalasz tradycje i wiedzę o tym co było i jak powinniśmy się zachowywać i być dumni z tego, że żyjemy wolni na polskiej ziemi. Kiedy zaczęła się twoja przygoda z lokalną historią i jakie masz jeszcze inne zajęcia i zainteresowania?
— Historią Dłutowa i okolic interesowałem się od dawna, ale dopiero od czterech lat, gdy przeszedłem na emeryturę, mogę poświęcić na to więcej czasu. Oczywiście, choć już nie pracuję zawodowo, mam sporo innych obowiązków. Mam też i inne zainteresowania, jak choćby wędkarstwo spinningowe, ale od czasu utworzenia grupy FB o naszej lokalnej historii większość wolnego czasu zajmują mi sprawy z tym związane.
Obserwuj nas na Google News
Ten artykuł to guz. Jeden klik i Stanosky robi z niego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek. Cena w żetonach stoi na kaflu.