Handel na nowomiejskim targowisku był elementem codziennego życia mieszkańców, a także drobnych rzemieślników i kupców — zarówno w średniowieczu, jak i w czasach nowożytnych, aż po dzień dzisiejszy. Na terenie Nowego Miasta handlowano w różnych miejscach, a „rynek” dawniej i dziś, szczególnie we wtorki i piątki, jest dla mieszkańców prawdziwą celebrą. Z handlem na nowomiejskim targowisku przez kilkanaście lat związany był Bogdan Smukała, który dobrze pamięta klimat tych charakterystycznych miejsc.
Już u zarania swoich dziejów, w 1325 roku, dzisiejsze Nowe Miasto Lubawskie nosiło nazwy Nuwenmarkt, Novum Forum i Nowy Targ, co wskazuje na jego handlową funkcję jako „nowego targu”. Od początku miasto posiadało przywilej targowy, który umożliwiał organizowanie targów i jarmarków, określał liczbę dni targowych oraz miejsca sprzedaży. Obejmował handel takimi produktami jak mięso, chleb czy obuwie. Dawał również prawo do warzenia piwa i prowadzenia karczmy, jak pisze w swoich publikacjach Dariusz Andrzejewski, nowomiejski regionalista. Stragany, kramy i handel odbywały się przede wszystkim na rynku miejskim, bezpośrednio przy ratuszu, w centrum urbanistycznym miasta. Tradycyjnie targi odbywały się we wtorki i piątki, co potwierdzają źródła historyczne z XIX i XX wieku.
Targowano na uporządkowanej, spalonej przestrzeni W latach powojennych plac targowy funkcjonował w miejscu tzw. spalonki, na północnej pierzei rynku. Plac po zniszczonych przez „wyzwolicieli” budynkach był sporą, niezabudowaną przestrzenią w samym centrum miasta. W wielu polskich miastach podobne miejsca po zniszczonych budynkach wykorzystywano tymczasowo jako parkingi lub targowiska. Handlowano wówczas głównie produktami pochodzącymi z gospodarstw rolnych i ogrodnictw. Po likwidacji targowiska handel przeniesiono na pobliski teren przy ul. Kazimierza Wielkiego. Jak wyglądała wówczas przestrzeń targowiska? Był to duży, otwarty plac o utwardzonej nawierzchni, z rzędami prostych drewnianych i metalowych stołów. Stragany miały prowizoryczne zadaszenia z plandek, natomiast samochody dostawcze i ciągniki ustawiano wzdłuż obrzeży. W przestrzeni targowiska funkcjonowały pojedyncze kioski lub niewielkie pawilony. Dawni klienci pamiętają także kioski z mięsem i wędlinami. — Mogę wymienić stoiska małych, rodzinnych masarni Dreszlerów i Suchockich. Smaku tamtej pasztetowej czy czarnego salcesonu nie można zapomnieć — wzdycha nowomieszczanin Marian Piotrowicz.
Od wczesnego rana zaczynały zjeżdżać wozy konne Jak wspominają mieszkańcy, dominował handel produktami oferowanymi przez rolników z okolicznych wsi. Warzywa i owoce sprzedawali również lokalni ogrodnicy, których towary były szczególnie doceniane przez klientów. Na ich stołach królowały sezonowe warzywa i owoce, a także sadzonki i nasiona. Jak wyglądały wtorki i piątki targowe na placu przy ulicy Kazimierza Wielkiego? Pan Bogdan Smukała — emeryt, który przez kilkanaście lat handlował na targu — opowiada, że największy ruch panował od wczesnego rana. — Jeszcze przed świtem zaczynały zjeżdżać wozy konne, a później samochody dostawcze. Około godziny 6–7 plac był już prawie pełny. Rolnicy rozkładali worki z ziemniakami i skrzynki z warzywami bezpośrednio na ziemi lub na prostych stołach. Największy ruch klientów obserwowałem około godziny 9. Około południa handel stopniowo zamierał, a wczesnym popołudniem plac niemal pustoszał. — Osobiście zimą sprzedawałem ryby. Zawsze były świeże, bo pochodziły z pobliskich wód. Potem, wiosną, kiedy pojawiały się nowalijki, przerzucałem się na handel warzywami, a następnie owocami. W mojej ofercie miałem także kwiaty — dodaje nowomieszczanin.
Wyjazd na targ był cotygodniowym wydarzeniem Starsi mieszkańcy wspominają, że targ był nie tylko miejscem zakupów, ale również spotkań i wymiany informacji. Wśród licznie przybywających rolników rozmawiano o zbiorach, a także o bieżących sprawach. Pojawiały się oferty dotyczące pracy sezonowej w okolicznych gospodarstwach, a z miejscowymi rzemieślnikami można było umawiać się na wykonanie różnych usług i zakup ich wyrobów. Dla mieszkańców okolicznych wsi wyjazd „na targ do Nowego Miasta” był często cotygodniowym wydarzeniem. W latach 80. pojawiły się również stoiska z odzieżą, butami, tkaninami, naczyniami emaliowanymi, narzędziami, częściami do rowerów i artykułami gospodarstwa domowego. Pod koniec PRL coraz częściej można było spotkać towary sprowadzane z Turcji czy NRD. Były to m.in. dżinsy, kurtki ortalionowe, kasety magnetofonowe i zabawki. Po przemianach gospodarczych zaczęły powstawać prywatne sklepy i hurtownie, a coraz większą rolę odgrywały pawilony handlowe. Plac przy ul. Kazimierza Wielkiego, znajdujący się w miejscu dawnej synagogi, z czasem stawał się zbyt mały. Brakowało miejsc parkingowych, a dojazd furmanek i samochodów dostawczych był utrudniony. Także sąsiedztwo ścisłego centrum ograniczało możliwości rozbudowy targowiska.
Były narzekania na dokuczliwe przewiewy W połowie lat 90. targowisko w centrum miasta zostało zlikwidowane. Handel stopniowo przeniósł się na obecne targowisko przy ul. Targowej, które z czasem stało się głównym miejskim placem handlowym. Aby stworzyć bardziej komfortowe warunki do handlu, w 1995 roku, staraniem samorządu miejskiego, utwardzony plac został zadaszony. Zadaszenie chroniło przed opadami oraz słońcem w upalne dni, jednak zewsząd słychać było narzekania na dokuczliwe przewiewy. Około 2010 roku zadaszenie zdemontowano i handel odbywał się już na terenie całego placu przy ulicy Targowej. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że w latach 2020–2021 przeprowadzono dużą przebudowę okolicy targowiska, obejmującą modernizację samego placu, budowę parkingu oraz przebudowę samej ul. Targowej. Kilka lat temu gruntową nawierzchnię targowiska, która po opadach deszczu zamieniała się w prawdziwą topiel, wyłożono betonowymi płytami pochodzącymi z rozbiórki. Nie jest to rozwiązanie w pełni komfortowe ani dla właścicieli straganów, ani dla kupujących, ale należy mieć nadzieję, że jest to sytuacja tymczasowa.
Pan Bogdan często wraca na targowisko Dziś z sentymentem zaglądam na nowomiejskie targowisko i obserwuję, jak ono funkcjonuje. Ludzie nadal robią zakupy — ja również. Mam wśród dzisiejszych kupców sporo znajomych, z którymi zawsze zamienię kilka słów. Historia targowania w Nowym Mieście jest również historią moją osobistą — podsumowuje Bogdan Smukała.
Stanisław R. Ulatowski
Obserwuj nas na Google News
Wybierz formę na pasku. Stanosky otwiera się z boku, pokazuje cenę i robi z tego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek.