Przez ponad trzy dekady miał wpłacić miastu przeszło 2 mln zł. Dziś za parking przy ul. Nowowiejskiego płaci podwójnie, czeka na wyrok i od ponad 500 dni — na rozmowę z prezydentem Olsztyna. Robert Szewczyk odpowiedział
6
Przez ponad trzy dekady miał wpłacić miastu przeszło 2 mln zł. Dziś za parking przy ul. Nowowiejskiego płaci podwójnie, czeka na wyrok i od ponad 500 dni — na rozmowę z prezydentem Olsztyna. Robert Szewczyk odpowiedział przedsiębiorcy filmem nagranym przy banerze, z którym ten jeździ po mieście.
Przy ulicy Nowowiejskiego, tuż pod Wysoką Bramą, od miesięcy pracują drogowcy. Wygrodzenia przypominają, że miasto przebudowuje kanalizację deszczową i porządkuje jedną z najważniejszych przestrzeni przy wejściu na Stare Miasto. Na samym dole ulicy wciąż działa jednak miejsce, które według planów ratusza miało zniknąć już ponad rok temu. To strzeżony parking Wojciecha Kozioła. Prace przy Nowowiejskiego rozpoczęły się w sierpniu ubiegłego roku i objęły również sąsiednie ulice. Samochody wjeżdżają za szlaban, kamery pracują, a telefon z rezerwacjami nie milknie. Sporu nie rozwiązały jednak ani uchwała rady miasta, ani urzędowe pisma, ani pierwsza rozprawa sądowa.
Prezydent na banerze
Od końca czerwca po Olsztynie jeździ przyczepa z banerem. Jest na nim twarz prezydenta Roberta Szewczyka i licznik dni, przez które Wojciech Kozioł bezskutecznie czeka na spotkanie. Baner stawał w ważnych punktach miasta. W końcu pojawił się na placu przy dawnym Pomniku Wdzięczności Armii Czerwonej, nazywanym przez mieszkańców „szubienicami”. — Prośbę o spotkanie wysłałem mailem w grudniu 2024 roku — mówi „Gazecie Olsztyńskiej” Wojciech Kozioł. — Następnego dnia zadzwoniła pani z sekretariatu i zapytała, czego dotyczy sprawa. Odpowiedziałem, że parkingu przy Nowowiejskiego. Od tamtej pory nikt nie wyznaczył mi terminu. Minęło ponad 500 dni. Prezydent z przedsiębiorcą się nie spotkał. Stanął natomiast przy jego banerze i nagrał film do mediów społecznościowych. Robert Szewczyk zapewnił w nim, że nie ma problemu z krytyką, lubi rozmowy z mieszkańcami i uważa miejską debatę za coś naturalnego. Potem przeszedł do sprawy parkingu. Jego zdaniem ogrodzony plac, stara siatka i prowizoryczne wyposażenie nie przystają do sąsiedztwa Starego Miasta. Ratusz chce uporządkować trzy place ciągnące się wzdłuż ulicy Nowowiejskiego. Mają otrzymać nawierzchnię uzgodnioną z konserwatorem zabytków i zostać włączone do Strefy Płatnego Parkowania. Prezydent w swoim nagraniu podkreśla, że miejsca będą wtedy dostępne dla wszystkich, a w soboty i niedziele będzie można parkować bezpłatnie. Przypomina też, że umowa dzierżawy wygasła, a były dzierżawca nadal zajmuje miejski grunt i blokuje rozpoczęcie prac.
Film zamiast spotkania?
Film nie odpowiedział jednak wprost na pytanie zapisane na banerze: dlaczego prezydent nie spotkał się z Wojciechem Koziołem? Zauważyli to również internauci. Pod nagraniem pojawiły się setki komentarzy. Jedni chwalili prezydenta za zamiar uporządkowania terenu, który ich zdaniem od dawna nie pasuje do reprezentacyjnego sąsiedztwa. Inni pytali, dlaczego zamiast rozmowy z przedsiębiorcą powstała kolejna rolka w mediach społecznościowych. Padł też postulat, by przed wydaniem oceny poznać argumenty obu stron. Aby zrozumieć spór, trzeba cofnąć się do stycznia 2025 roku. Rada Miasta zdecydowała wtedy o zmianie przeznaczenia terenu zajmowanego przez parking. Umowa z Koziołem obowiązywała do końca czerwca. Rok temu, 1 lipca, urzędnik przyszedł przejąć plac. Przedsiębiorca odmówił jego wydania. Parking działa od tamtej pory bez umowy, a miasto wystąpiło do sądu o zwrot nieruchomości. Kozioł nie twierdzi, że korzysta dziś z działki bezpłatnie. Przeciwnie — co miesiąc dostaje fakturę za bezumowne zajmowanie terenu. Opłata jest dwukrotnie wyższa niż przed wygaśnięciem dzierżawy.
Ponad 2 mln zł przez 35 lat
— Wcześniej płaciłem około 3800 zł brutto miesięcznie. Teraz płacę 7600 zł. I tak jest od jedenastu miesięcy — wylicza. Obecnie do miejskiej kasy trafia z parkingu ponad 91 tys. zł rocznie. Kozioł dodaje jeszcze jedną liczbę, która w tym sporze działa na wyobraźnię. Jak wylicza, przez około 35 lat prowadzenia parkingu wpłacił miastu łącznie ponad 2 mln zł. — Przez te wszystkie lata nie byłem kimś, kto po prostu zajął plac. Płaciłem miastu, prowadziłem usługę i obsługiwałem ludzi. Dzisiaj płacę dwa razy więcej, ale na rozmowę z prezydentem nadal nie mogę się doczekać — mówi. Z parkingu korzystają mieszkańcy okolicznych kamienic, lekarze, pracownicy Starego Miasta i turyści. Stałymi klientami są motocykliści i osoby przyjeżdżające na Warmię z rowerami zamocowanymi na dachach samochodów. Niektórzy zostawiają auta na noc albo na kilka dni. — Nie ma dnia bez rezerwacji — podkreśla Kozioł. — Ludzie dzwonią wcześniej, bo chcą wiedzieć, że będą mieli miejsce i że samochód zostanie na zamkniętym, monitorowanym terenie.
Zemsta za pomnik?
Przedsiębiorca zestawia także ceny. Godzina postoju kosztuje u niego 5 zł, a trzy godziny — 15 zł. W czerwonej podstrefie miejskiej SPP trzy pierwsze godziny kosztują łącznie 16,30 zł. Sam parkomat nie zapewnia jednak dozoru. Z drugiej strony miejska strefa pozwala zmieniać miejsce parkowania w jej obrębie, a w weekendy nie pobiera opłat. I jeszcze jedno. Prezydent w swoim filmiku mówi o zardzewiałej siatce i o placu, który nie przystoi centrum miasta. Kozioł odpowiada, że od około jedenastu lat żyje z perspektywą zakończenia działalności. Pierwsza próba nieprzedłużenia mu umowy miała miejsce jeszcze za prezydentury Piotra Grzymowicza. — Nie dają mi pewności, że będę tu dalej działał. Nie mam szansy zaplanować większego remontu czy rozwoju, a później pokazują siatkę i mówią, że parking źle wygląda — odpowiada. Spór ma też wydźwięk polityczny. Kozioł jest w Olsztynie znany nie tylko z parkingu. Od lat domaga się usunięcia dawnego Pomnika Wdzięczności Armii Czerwonej. Wieszał na nim banery, malował hasła, stawał przed sądami. Jego zwolennicy podejrzewają, że stanowczość miasta może być formą odwetu za tę działalność. Prezydent od początku temu zaprzecza i przekonuje, że chodzi wyłącznie o miejski grunt oraz przyszłe zagospodarowanie placów.
Zdecyduje sąd
O tym, kto ma prawo dysponować parkingiem, zdecyduje sąd. Pierwsza rozprawa odbyła się 15 lipca. Kozioł nie był na niej obecny z powodu choroby. Twierdzi, że wcześniej dostarczył zaświadczenie lekarskie. Kolejnego terminu jeszcze nie zna. Ratusz zapewnia, że nie zamierza przejmować placu siłą. Prezydent sam przyznał w dyskusji z internautami, że miasto musi czekać na orzeczenie sądu, a następnie — jeśli będzie to konieczne — na nakaz komorniczy.
Jan Berdycki
Obserwuj nas na Google News
Ten artykuł to guz. Jeden klik i Stanosky robi z niego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek. Cena w żetonach stoi na kaflu.