Goethe i Mickiewicz jako piewcy piękna, dwa języki, dwa narody
J. W. von Goethe uważał, że aby prawdziwie zrozumieć tworzącego poetę trzeba poznać jego kraj, odwiedzić jego Ojczyznę, pochodził z Frankfurtu nad Menem w Hesji, większość dorosłego życia spędził jednak w Weimarze w Turyngii. Niewątpliwie w niemieckiej kulturze stanowi pewien symbol, i podobnie jak nasz Adam Mickiewicz w kraju za Odrą uznawany jest narodowym wieszczem, a żeby dziedzictwo łatwiej przekazywać młodym pokoleniom, które niestety mówią już trochę innym językiem, niekoniecznie wypielęgnowanym i kinematografia postarała się by, w sposób nieco kontrowersyjny przybliżyć dwóch wieszczów, symbole narodowych kultur.
W Niemczech film” Fack ju Göhte” powstał już w 2013 roku, nawet cała trylogia, którą wyreżyserował doskonale wykształcony niemiecko-turecki 48 letni Bora Dagtekin, syn Niemki, nauczycielki i tureckiego lekarza. Pielęgnowanie rodzimego dziedzictwa w kraju za Odrą jest o wiele trudniejsze niż w Polsce, bo około 25% populacji) ma pochodzenie migracyjne.
W Polsce w 2024 roku powstał film ”Pieprzyć Mickiewicza”, w którym młoda 34 letnia Sara Bustamante mówi językiem swojego pokolenia, językiem, niestroniącym od wulgaryzmów, a główny bohater, wyrzucony z uczelni pisarz jako polonista w liuceum zmaga się z uczniami najgorszej klasy w szkole. To wprawdzie komedia, odsłania jednak w sposób brutalny kondycję narodu, kondycję młodego pokolenia Polaków.
Goethe i Mickiewicz to autorytety, punkty odniesienia, poprzez które reżyserzy pokazują , jak język buduje tożsamość , wyraża myśli, kulturę. uświadamiając jednocześnie , jak obecny stan języka daleki jest od tych ideałów, pokazując , ile „brudu na ustach” młodych Polaków, ale i młodych Niemców. Ten „brud na ustach” wyraża kondycję umysłową pokolenia, pokazując jej całkowity rozpad.
Heilsberg też miał swojego trubadura
Był nim Theodor Bornowski ( 1829-1892) absolwent braniewskiego gimnazjum i uniwersytetów w Bonn i Monachium. Filolog, nauczyciel i poeta, syn kościelnego katedry fromborskiej. To właśnie on podczas swoich wakacyjnych wędrówek poWarmii zbierał legendy i opowieści ludowe, zasłyszane od Warmiaków. W 1860 roku wydał zbiór swoich „Legend”. To on wyraził też swój zachwyt na wzniesieniu w Dolinie Symsarny, które przedwojenni mieszkańcy nazwali na jego cześć „Wzgórzem Poety”. To jego strofy widniały na pocztówkach z wizerunkiem miasta i na nieistniejącym już kamieniu w Dolinie Symsarny. To Bornowski nazwał ówczesny Heilsberg koroną Warmii :
Da liegt s sie schön umschlungen von grüner Berge Kranz voll blumenreicher Täler die Krone Ermelands/ Leży tam pięknie otulona jak wieniec z zielonych gór i bogatych w kwiaty dolin, korona Warmii.
Tak. Jestem z Heilsberga
Pani Elwira Szczebiot zapytała mnie w mediach społecznościowych, gdzie mieszkam, czy mieszkam w Heilsbergu, bo ona w Lidzbarku Warmińskim, no właśnie i odpowiedziałam jej, że ciągle mieszkam w Heilsbergu. Ktoś pomyśli sobie, co ta kobieta wygaduje, od 1945 roku nie ma Heilsberga, jest nowa rzeczywistość. To prawda, ale ja lubię „grzebać” w przeszłości miasta, ze świadomością, że właśnie stamtąd można wydobywać skarby, uruchamiając markę miasta. Nazwa o tak silnym znaczeniu jest wielkim atutem. Heilsberg zawiera w swoim imieniu sylabę Heil i ma ona swoje zastosowanie w uzdrawianiu. Tym uzdrawianiem jest odbudowywanie, przywracanie dawnego blasku, ożywianie historii, wyjaśnianie poprzez „przywracanie czasu”, szukanie świadków czasu, by podomykać sprawy, by poukładać je w całośći. W religijności Heil znaczy też dużo, Bóg pojmowany jest przecież jako Heil er/ uzdrowiciel. Dla Goethe Heil / zbawienie to odwaga wyruszenia w świat, to potrzeba eksploracji świata, potrzeba nowego początku, optymizm i działanie i właśnie poprzez niestrudzone wędrowanie tego zbawienia można dostąpić.
Tak brzmią jego strofy: Bleibe nicht am Boden heften,Frisch gewagt und frisch hinaus! Kopf und Arm mit heitern Kräften, Überall sind sie zu Haus; Wo wir uns der Sonne freuen, Sind wir jede Stunde theil; Wandert, wandert, unermüdet, So gelangt ihr zu dem Heil
Goethe napisał swoją „Pieśń wędrowca” w Weimarze i włączył do „Lat wędrówek Wilhelma Meistra”w 1821 roku. W polskim tłumaczeniu strofy tej pieśni brzmią następująco: Nie stój przy ziemi, Odważ się wyruszyć! Głowa i ramię z radosną siłą, Wszędzie są jak w domu; Gdzie radujemy się słońcem, Dzielimy każdą jego godzinę; Wędruj, wędruj, niestrudzenie, Tak osiągniesz zbawienie.
Warmia i Turyngia, paralelne krainy
Odnajduję wiele podobieństw Warmii z Turyngią. U nas zielono i tam też bardzo zielono, Turyngia nazywana jest w Niemczech ”zielonym sercem” kraju. Tak samo widział i Paul Dudeck. to on przecież pisząc swoje prospekty o Dolinie Symsarny porównywał piękne widoki w Dolinie z krajobrazem Turyngii, którą z pewnością kiedyś widział, dużo przecież podróżował. Oczywiście były to lata trzydzieste, ale czy aż tak wiele się zmieniło. Kwestia dbania o przyrodę, o środowisko naturalne jest ważnym zadaniem współczesnych. Dla młodzieży powojennej Dolina Symsarny nie była miejscem spacerów, nikt jej dobrze nie znał, nie uprawiał sportów zimowych, trzeba było lat, by ją uznać za swoją, odczytać dobrodziejstwa, które ze sobą niesie, by wreszcie prawdziwie pokochać. Dzisiaj Dolina Symsarny ma Park Zdrojowy i narzędzia do kinezyterapii,
Są jeszcze inne paralele
Dolinę Symsarny lidzbarczanie znają doskonale, dlatego przedstawię inną Dolinę, jakże podobną do naszej. Leży za Odrą, postanowiłam o niej napisać, bo stanowi absolutną paralelę do Doliny Symsarny i być może zainspiruje samorząd do nowego jej zagospodarowania przestrzennego.
Rauda przepływa przez Turyngię, ma ponad 20 km, swój początek bierze w Hermsdorf, meandruje przez malowniczą Dolinę Młynów, a potem przechodzi w lewy dopływ Weiße Elster. W szczególnosci chodzi tu właśnie o turyńską zalesioną dolinę rzeki Rauda i ok.12 km szlak pętlowy ścieżek pieszych i rowerowych, wśród 8 zabytkowych młynów wodnych z tradycyjnymi restauracjami i lokalną kuchnią. Historyczne młyny swego czasu wykorzystywały siłę wody rzeki Rauda, a ludzie mieli pracę. Przykładem niech będzie Waldgasthaus Walkmühle, zabytkowy z 1661 roku folusz, niegdyś też garbarnia do obróbki skór, dzisiaj restauracja i hotel, popularny cel wycieczek.
Zacisze Leśnie/ Waldkurhaus
Pojęcia „Waldhaus” i „Waldkurhaus” odnoszą się do dawnych sanatoriów położonych w lasach lub w pobliżu leśnych uzdrowisk. Leśniczówki, pensjonaty i apartamenty wakacyjne w całym niemieckojęzycznym świecie noszą nazwę „Waldhaus” lub „Waldkurhaus”.Tak samo było z naszym Zaciszem Leśnym. W latach 20. i 30. XX wieku było popularnym uzdrowiskiem leśnym i miejscem wycieczek dla lokalnych klubów i stowarzyszeń. Z książki adresowej Mertensena (1938-1945) wiem, że w latach 40 i 50-tych w łaścicielem Zacisza Leśnego był pan Ruhnau, mieszkał przy Langgasse, w pięknym, zabytkowym domu ze szczytem, z datą 1739.
Erwin Eberlein wspominał „spacery z rodzicami i rodzeństwem, gdzie w ówczesnym Waldhaus jego ojciec kupował piwo, mama kawę,”dzieci chciały lemoniadę malinową, czasem też lody.”.
Młyn wodny z kuchnią regionalną, marzenie „ściętej głowy”?
Czyż nie można u nas na trasie Nowej Drogi Symsarny stworzyć choćby dwa wodne młyny, przy młynie knajpkę z kuchnią regionalną, a jeśli zbyt trudno byłoby pozyskać fundusze, wykorzystać to, co już jest, a jest już Młyn Dębowy, włączony do granic miasta w 1929 roku.
Brodzić w wodzie
Pisałam wcześniej na łamach Gazety Olsztyńskiej o tym, że woda w lidzbarskim uzdrowisku ciągle jest bezimienna. Artykuł wzbudził poruszenie, zwłaszcza u pana Andrzeja. Krenoterapia jak najbardziej mogłaby mieć przecież u nas swoje zastosowanie.
Jest już przyrodolecznictwo, Środki przyrodolecznicze to przecież kąpiele słoneczne, powietrzne, odpoczynek nocny przy otwartych oknach, chodzenie boso, gimnastyka ruchowa i oddechowa, hydropatia. Jest w Lidzbarku Mirka Gajocha, która uczy, jak się „kąpać w lesie”. Warto sięgnąć do metod wodoleczniczych, orędownikiem których był bawarski ksiądz Sebastian Kneipp.W Niemczech nawet na zwykłych osiedlach mieszkalnych pobudowane są niewysokie brodziki z wodą, gdzie ludzie ad hoc mogą „kneippen”( zażywać terapii wodoleczniczej), poprzez którą udrażnają np. naczynia krwionośne.
Przywrócić Wzgórze Poety
Goethe miał swój Kickelhahn (861,1 m n.p.m.) w Lesie Turyńskim, tam lubił siadywać i pisać, Lidzbark Warmiński ma Górę Krzyżową (135,1 m n.p.m.), a Dolina Symsarny niegdyś miała „ Wzgórze Poety Bornowskiego”. Czas robi swoje, żywe krzewy rozrastają się i przekształcają w naturalny sposób, zapewne po II wojnie światowej zabrakło też rąk do dbania o to miejsce, nikt nie przycinał, nikt nie karczował i wszystko pozarastało, nic dziwnego, że Ewa Maria Ludwig kilkakrotnie próbowała odnależć Wzgórze Poety i zwyczajnie nie mogła go rozpoznać,
Kim była i jak trafiła do Heilsberga?
Ewa -Maria Ludwig po skończonej wojnie w 1945 roku uciekła do Hamburga, pochodziła z Królewca,11 lat spędziła w Heilsbergu, od 1934 roku, a znalazła się w nim, kiedy jej ojciec jako nauczyciel karnie został przeniesiony z Królewca do Heilsberga, uczęszczała do Agnes Miegel (dzisiejszy ZSO im. Kazimierza Jagiellończyka). Już nie żyje, ale pozostały jej drogocenne wspomnienia, z nich możemy dowiedzieć się, jak prawdziwie przebiegała trasa w Dolinie Symsarny (Hbf Nr 13, str. 137) i że najpiękniejszy widok w Dolinie nad Symsarną na wieże miasta był z najwyższego wzniesienia w dolinie, z tzw.”Dichtershöhe”, ze Wzgórza Poety, gdzie stał głaz z wtopioną płytą z brązu, na której widniały pierwsze wersy z wiersza o Heilsbergu autorstwa Theodora Bornowski. Przed głazem zaś stała ławka z odwróconymi plecami, siedząc z jednej strony widziało się miasto, po przeciwnej stronie rozciągał się widok na pola i pastwiska w kierunku Medyn.
To właśnie Ewa Maria Ludwig nie pozwoliła wymazać tego miejsca z pamięci, po dwóch nieudanych próbach dopiero w 2005 roku z mniejszością niemiecką i jej prezesem Aloys Steffen wędrując Nowym Szlakiem, z 1926 roku, utworzonym przez Towarzystwo Turystyczne z Paulem Dudeck na czele, idąc od dołu doliny, przedzierając się w górę przez zarośla znalazła polanę zwieńczoną pniami brzóz,z gęstą niebiesko-żółtą pszenicą z kamieniem pośrodku.
Czyż nie warto upamiętnić to miejsce, postawić tam ławkę , obróconą do siebie plecami wraz z kamieniem z inskrypcją pierwszych strof, które znamy z historycznych kartek pocztowych, a może ławkę z tabliczką z grawerem, zostawiając jakikolwiek ślad ukochania piękna tego miejsca.
Piękno miejsca i miasta potrafi też wielbić w swoich strofach Teresa Lipska
Nie trzeba tej postaci chyba aż tak dokładnie przedstawiać, gdyż jest już znana miastu. Nazwisko panieńskie Teresy Lipskiej brzmi Młyńska,urodziła się już w powojennym Lidzbarku Warmińskim. ale jej rodzinny dom był poniemieckim, opuszczonym domem, który zasiedlili rodzice, przesiedleni z Wileńszczyzny. przy ulicy Kalinowskiego, w pobliżu jednostek wojskowych. Ulica, przy której teraz mieszka znana lidzbarska poetka to Powstańców Warszawy, do 1945 roku nazywała się Langasse i było tętniącym życiem sercem ówczesnego miasta. Ową Langasse o piewał w swoich wspomnieniach Erwin Eberlein porównując ją do Pól Elizejskich w Paryżu i do słynnej berlińskiej alei Kurfürstendamm (Ku'damm), tętniącego życiem serca Berlina Zachodniego.
Na dzisiejszej ulicy Powstańców Warszawy ciągnął się przedwojenny, reprezentacyjny, długi spacerowy trakt z pięknymi kamienicami, kawiarenkami z zamontowanymi markizami, z miejscem do delektowania się kawą, smacznym ciastem, ze sklepami z witrynami wystawowymi, apteką, drogerią, kilkoma historycznymi domami, była miejscem, gdzie umawiano się na randki i gdzie kazdy chciał być widziany.
A gdzie dziś tętni życiem serce Lidzbarka Warmińskiego i dlaczego Rynek został zdeprecjonowany, urokliwe miejsce, gdzie powinny stać stragany. Ok, dzieje się to wszystko na deptaku i super, poprzez różnego rodzaju wydarzenia, które odbywają się właśnie w centrum miasta to serce miasta sprzed lat odzyskuje swoją funkcje „pompowania krwi”. Krew jest życiem. Przed nami DNI LIDZBARKA i kolejne świętowanie, więc deptak znów ożyje.
Czy wiecie, że w tym centrum miasta mieszka od kilkudziesięciu lat wspólczesna lidzbarska poetka warmińska.
Prawdziwie ukochała swoje miejsce na ziemi, zarówno Lidzbark jak i swoją „osobistą przestrzeń”, swój blok z płyty betonowej z lat 70-tych, widząc w nim jeden z barwnych kwiatów z bukietu różnych kolorów ścian bloków przy ulicy Powstańców Warszawy, te „bloki, kwiaty” są dla niej jak japońska ikebana. Na Powstańców Warszawy w Lidzbarku mieszkania przydzielano swego czasu wojskowym, otrzymał je i śp. mąż Teresy, rodem z Wrocławia i młoda rodzina Lipskich właśnie tam zamieszkała. Z wdzięcznosci, z serca Teresy popłynęło całe mnóstwo strof, a w głowie rodzą się kolejne utwory, autorka reprezentuje też Wojsko Polskie, i zupełnie bez przesady można ją nazwać Pierwszą Damą 9 Warmińskiego Pułku Rozpoznawczego im płk. Zygmunta Szendzielarza ps.„Łupaszka” w Lidzbarku Warmińskim, to ona na świątecznych spotkaniach jak prawdziwa gospodyni domu roznosi opłatek i dzieli się jajkiem wielkanocnym z pozostałymi członkami „wojskowej rodziny” i to ona reprezentuje Wojsko Polskie na różnych konkursach, to ona uwielbia wojskowe piosenki, no i ciągle pisze. Dała imiona pracownikom straży pożarnej, poczty lidzbarskiej, właścicielom sklepów, Znają ją też mali mieszkańcy miasta, gdyż dla dzieci prezentowała także swoje wiersze w Miejskiej Bibliotece Publicznej im. M. Kromera, zna ją lidzbarski zamek.
Nie tylko POETKA. O dar ze kreowania konfekcji damskiej
Ale, czy ktoś dostrzegł jeszcze inny talent Teresy, talent, który ujawnił się znacznie wcześniej, jeszcze przed pisaniem wierszy.mianowicie dar kreowania konfekcji damskiej. To przecież wyjątkowa umiejętność łączenia sztuki, wyczucia piękna i praktycznej wiedzy o ubiorze. A czyż Teresa nie projektowała form, nie dokonywała wyboru materiałów, no i wreszcie czyż nie rozumie potrzeb kobiet. Mnie także obdarzała kobiecymi podarkami, zazwyczaj były to szale, ale nie tylko, czasem bluzka, korale itp. Osobiście widziałam też, jak projektowała wykrój sukienki, opowiadała mi też, że już jako mała dziewczynka była inna niż jej dwie pozostałe siostry, mając swój własny styl i wrodzoną kreatywność,
Ta sama Teresa, jeszcze jako panna z nazwiskiem Młyńska jeździła pociągiem z Lidzbarka do „odzieżówki” w Bartoszycach i tam pobierała nauki, w latach 60-tych w tej bartoszyckiej Zasadniczej Szkołe Odzieżowej uczono młodzież krawiectwa.
W wierszu, z dedykacją swojej MAMIE napisała: „... Słowa nawinięte na krosna życia/ Wplatają się myśli/ Malują kolory tworząc wzory marzeń/ Promyk słońca tkany na krosnach/ Wielo rodna tkanina i...ja/ Jako wątek zdarzeń”.
Cała kwintesencja zawarta w tych kilku wersach, gdyż osnowa i wątek to dwa główne układy nitek, tworzących tkaninę: osnowa biegnie wzdłuż materiału, a wątek w poprzek.Wielo rodna tkanina powstała z przecięcia się Teresy (wątku) z jej „myślami ubranymi w słowa”(osnową).Tess jako wątek ”się zdarza”wzdłuż biegnącego układu myśli, które jako poetka sama „powołuje do życia”.Teresa nieustannie włącza się w ten splot, niemniej w tej wielorodnej tkaninie oprócz Teresy jest też jej Mama, śp.pani Jadwiga Młyńska, to ród kobiecy i jasna dedykacja utworu, właśnie MAMIE. Tak działa krosno tkackie, a dar kreowania konfekcji odzieżowej to Teresy pierwszy dar od kołyski, do dzisiaj jest rozpoznawalna, także własnie poprzez ubiór, kolorowe szale, jest zawsze elegancka. Znam mieszkanie Teresy i zawartość jej szafy z sukienkami, odpowiednio na każdą okoliczność, dopasowane buty, biżuteria, oczywiście nienaganna fryzura.
Pisanie wierszy przyszło później, ale tak naprawdę od zawsze w niej było, po śmierci męża być może dopiero mogło się „wyzwolić”,bo zaczęła mieć czas dla siebie,
Tess pielęgnuje kwiat swojego życia do dzisiaj. a krosnom z promykiem słońca, które jest jak uśmiech na jej twarzy wciąż pozwala tkać, projektując samą siebie.
Beata Błażejewicz-Holzhey
Obserwuj nas na Google News
Ten artykuł to guz. Jeden klik i Stanosky robi z niego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek. Cena w żetonach stoi na kaflu.