1. RAK
  2. ›
  3. Warmińsko-mazurskie

Sekcje i wydania

  • rak muzgu
  • Polska (kraj)
  • Polska
  • Świat
  • Wojsko
  • InfluShit
  • Biznes
  • Rolnictwo
  • Black Mirror
  • Sport
  • Zdrowie
  • Dom i Kuchnia
  • Motoryzacja
  • Kultura
  • Rozrywka
  • Kuchnia
  • Prawo
  • Podroze
  • Pogoda
  • Dolnośląskie
  • Kujawsko-pomorskie
  • Lubelskie
  • Lubuskie
  • Łódzkie
  • Małopolskie
  • Mazowieckie
  • Opolskie
  • Podkarpackie
  • Podlaskie
  • Pomorskie
  • Śląskie
  • Świętokrzyskie
  • Warmińsko-mazurskie
  • Wielkopolskie
  • Zachodniopomorskie
    RAKGURUGURU
    Po maturze założyłem firmę

    Po maturze założyłem firmę

    RAK0RAK0przeszczepów
    1378 odsłon
    Po maturze założyłem firmę

    Jakub Pająk z Działdowa ma dopiero 21 lat, a już może pochwalić się ogromnym sukcesem. Jego firma SpiderMath działa w dziedzinie edukacji w całej Polsce. Mężczyzna wraz z zespołem nauczycieli udziela internetowo korepetycji z matematyki w niestandardowy sposób. Jak udało mu się to osiągnąć i czy prowadzenie firmy w tak młodym wieku jest wyzwaniem?

    — Jest pan młody, ma dopiero 21 lat, a już prowadzi pan własną firmę SpiderMath świadczącą usługi z zakresu korepetycji z matematyki. Czy jest to proste w tak młodym wieku? — Wszystko zaczęło się od tego, że matematyka zawsze była moją mocną stroną. Często brałem udział w konkursach. Już w czwartej klasie szkoły podstawowej udało mi się nawet wyjechać za granicę na konkurs organizowany w liceum. W pewnym momencie mama zaproponowała, żebym zaczął pomagać kolegom. Oczywiście wtedy jeszcze zupełnie bezpłatnie. Po prostu zauważyła, że część osób w klasie ma problemy z matematyką i skoro mnie idzie dobrze, mógłbym spróbować im coś wytłumaczyć. Okazało się, że koledzy nie tylko zaczęli lepiej rozumieć matematykę, ale również polecali mnie innym uczniom. Z czasem zaczęliśmy spotykać się nawet w większych grupach. Wtedy po raz pierwszy pojawił się pomysł założenia własnej firmy. Po maturze, kiedy miałem 19 lat, zacząłem intensywnie myśleć o własnym biznesie. W grudniu tego samego roku założyłem firmę. Od początku szukałem uczniów już nie tylko lokalnie, ale w całej Polsce. Jednocześnie rozpocząłem rekrutację korepetytorów. Przygotowałem bardzo dokładny plan działania — zarówno pod kątem rekrutacji, jak i marketingu. Pierwszych uczniów udało mi się pozyskać właściwie już w pierwszych dniach działalności. Pamiętam też pierwsze opinie. Od początku były bardzo pozytywne i to utwierdziło mnie w przekonaniu, że warto ten pomysł rozwijać.

    — Każdy uczeń jest inny, ma inne potrzeby oraz oczekiwania. Jak dotrzeć do każdego z nich? — Myślę, że kluczem jest zrozumienie, że uczeń potrzebuje podczas zajęć dużej swobody. Powinien mieć możliwość zadawania pytań bez obawy, że zostanie za to skrytykowany. Bardzo często słyszę od uczniów, że w szkołach niestety bywa z tym różnie. Nie mówię oczywiście o wszystkich szkołach i nauczycielach, ale regularnie trafiają do mnie osoby, które opowiadają, że kiedy o coś pytają, słyszą, że powinny już to wiedzieć albo że nie ma czasu na dodatkowe wyjaśnienia, bo trzeba realizować kolejny materiał. W efekcie uczniowie zaczynają bać się pytać. Moim zdaniem powinniśmy robić dokładnie odwrotnie — wręcz zachęcać ich do zadawania pytań. Uczeń nie jest alfą i omegą i nie musi wiedzieć wszystkiego. Przychodzi na korepetycje właśnie po to, żeby otrzymać pomoc. Potrzebne są cierpliwość, szczera chęć pomocy i pewność w tym, czego się naucza. My jesteśmy od tego, żeby tłumaczyć. Jeśli uczeń czegoś nie rozumie, próbujemy kolejny raz, czasem w zupełnie inny sposób. I robimy to tak długo, aż naprawdę zrozumie.

    — Matematyka w ogóle jest zmorą wielu uczniów. Jak można ich zachęcić do tego, żeby chętnie zaczęli się uczyć tego przedmiotu? — Myślę, że taka swoboda podczas zajęć zdecydowanie pomaga. Może nie sprawi od razu, że każdy pokocha matematykę, ale przynajmniej uczeń nie będzie się do niej zniechęcał. U nas bardzo dobrze sprawdza się podejście „kolega z kolegą”. Staramy się tłumaczyć prostym językiem i nie używać trudnych pojęć, dopóki nie są naprawdę potrzebne. Często odwołujemy się do przykładów z codziennego życia, nawet jeśli na pierwszy rzut oka nie mają wiele wspólnego z matematyką. Jeżeli ktoś kompletnie nie rozumie ułamków, nie zaczynamy od definicji licznika i mianownika. Najpierw tłumaczymy najprościej: licznik jest na górze, mianownik na dole, pomiędzy nimi mamy kreskę ułamkową. Dopiero później wprowadzamy kolejne pojęcia. Takie podejście naprawdę się sprawdza. Ważne jest też, żeby podczas lekcji nie rozmawiać wyłącznie o matematyce. Czterdzieści pięć czy sześćdziesiąt minut ciągłego wysiłku umysłowego to bardzo dużo. Dlatego czasem pytamy ucznia o hobby, zainteresowania czy po prostu o to, co u niego słychać. Takie krótkie przerwy co 15–20 minut pozwalają na chwilę odpocząć i później wrócić do nauki z większym skupieniem.

    — To może jeszcze kilka słów o firmie. Działa pan na terenie całej Polski. Czy łatwo było w woj. warmińsko-mazurskim rozkręcić taką firmę? — Na początku było mi bardzo trudno, bo miałem zaledwie 19 lat. Większość osób, które zakładają własną firmę, ma około 30 lat, często dziesięć lat doświadczenia zawodowego i trochę większą wiedzę o tym, jak funkcjonuje biznes. Ja w wieku 19 lat nie wiedziałem właściwie nic. Pamiętam, że pytałem kolegów, czym jest faktura. Nie wiedziałem, jak działa podatek dochodowy. Musiałem się tego wszystkiego nauczyć, bo wcześniej nie miałem praktycznie żadnej styczności z pracą. Jeśli chodzi o rozwój samej firmy, ogromne możliwości daje internet. Dzięki niemu dotarcie do dużej liczby uczniów nie było aż tak trudne, ponieważ możemy publikować ogłoszenia w całej Polsce. To jest właśnie piękne w internecie — może łączyć ludzi i daje możliwość pomocy niezależnie od tego, czy ktoś mieszka na Warmii i Mazurach, Podhalu czy w niewielkiej miejscowości.

    — Czy osoba z Warmii i Mazur może liczyć na lekcje stacjonarne, czy działacie wyłącznie online? — Prowadzimy wyłącznie lekcje online. Uważam, że podczas zajęć zdalnych jesteśmy w stanie więcej pokazać i wytłumaczyć. Pracowałem stacjonarnie z uczniami jeszcze wtedy, gdy sam chodziłem do szkoły. Problem polegał na tym, że pracowaliśmy na jednym zeszycie, patrzyliśmy sobie przez rękę i zwyczajnie nie było to wygodne. U nas lekcja wygląda inaczej. Łączymy się z uczniem i korzystamy ze wspólnej interaktywnej tablicy. Możemy wkleić zadanie, które oboje widzimy na swoich monitorach, wspólnie po nim pisać, dodawać wykresy, skreślać, podkreślać i rysować. Moim zdaniem takie zajęcia są bardziej efektywne. Wiele osób ma złe skojarzenia z nauką zdalną po pandemii. Wtedy jednak problem polegał głównie na tym, że lekcje często przypominały wykłady i brakowało interakcji z uczniami. My pracujemy zupełnie inaczej.

    — Czy zdarzają się uczniowie, którzy mimo wszystko nie potrafią zrozumieć matematyki? — Zdarzają się osoby, które mają duże trudności, ale nigdy nie spotkałem ucznia, którego można byłoby z góry skreślić. Ktoś może potrzebować więcej czasu, może wolniej „łapać”, a wytłumaczenie jednego zagadnienia zajmie mu dwa razy dłużej niż innej osobie. Nie oznacza to jednak, że nie jest w stanie zrozumieć matematyki. Wiele zależy od podejścia i sposobu tłumaczenia.

    — Wielu uczniów nie lubi chodzić do szkoły. Czy pana zdaniem problem leży w systemie edukacji? — Myślę, że częściowo problemem jest podejście oparte na straszeniu. Nie mówię oczywiście, że dzieje się tak w każdej szkole, ale sam od podstawówki słyszałem: „zaraz będzie czwarta klasa, to zobaczycie”, później: „zaraz będzie siódma klasa, to dopiero zobaczycie”. Druga kwestia to duże obciążenie uczniów. Moim zdaniem najlepsze, co możemy zrobić, to wspierać młodego człowieka i mówić mu, że da radę. Straszenie kolejnym etapem edukacji raczej nie zachęca do nauki.

    — Czy brak prac domowych może wpływać na poziom wiedzy uczniów? — Prace domowe czasami są potrzebne, ale wszystko zależy od ucznia. Jeżeli przez 45 minut jest aktywny, skupiony i rzeczywiście słucha, dodatkowa praca w domu często nie jest konieczna. Są jednak osoby, które potrzebują więcej czasu i większej liczby powtórzeń. W ich przypadku zadania domowe mogą być bardzo pomocne. Nie podchodziłbym więc do tego zero-jedynkowo.

    — Czy pana zdaniem potrzebne są zmiany w programie nauczania matematyki? Zakres materiału jest odpowiedni? — To dobre pytanie. Mam wrażenie, że za mało mówi się o tym, jak bardzo matematyka rozwija mózg. Jest świetnym narzędziem do trenowania logicznego myślenia i właśnie dlatego uważam, że powinna pozostać przedmiotem obowiązkowym na maturze. Jeżeli chodzi o sam zakres materiału, myślę, że w niektórych działach jest on trochę zbyt szeroki. Być może warto byłoby zastanowić się, czy wszystkie zagadnienia muszą być omawiane aż tak szczegółowo.

    Monika Smolik

    Obserwuj nas na Google News

    Stanosky odwala robotę

    Zrób z tego przeszczep

    Ten artykuł to guz. Jeden klik i Stanosky robi z niego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek. Cena w żetonach stoi na kaflu.