RAK
    Przemoc duchowa

    Przemoc duchowa

    1547 odsłon
    Przemoc duchowa

    Gdyby chcieć ją zdefiniować jak najprościej, jest pozbawieniem człowieka wewnętrznej wolności i odebraniem mu samodzielności w relacji z Bogiem.

    Później elementy tej definicji można mnożyć. Można mówić o liderze, który kosztem innych realizuje własne potrzeby; o odgórnych, ale i oddolnych mechanizmach budowania struktur przemocy, gdy grupa ma potrzebę zaufania komuś bezgranicznie i sama tworzy oraz karmi swojego guru. Można mówić o skutkach: o infantylizacji wiary, lęku przed wzięciem odpowiedzialności za własne życie, o budowaniu fałszywego obrazu Boga.

    Zanim jednak do tego przejdziemy, musimy zrozumieć, że duchowa przemoc w swojej istocie jest niezwykle trudna zarówno do nazwania, jak i do wychwycenia. Tak wiele w niej wydaje się subiektywne, tak wiele wydaje się „zbyt małe”, tak wiele dzieje się w delikatnej przestrzeni sumienia – i tego zranienia nie da się zmierzyć.

    Przemoc duchowa często na przemoc wcale nie wygląda: łatwo ją wziąć za czyjąś lekkomyślność, brak uważności, przejaw trudnego charakteru. Niezwykle łatwo jest powiedzieć, że wszystko tylko się komuś wydawało.

    Rozpoznawania duchowej przemocy nie ułatwia to, że jej ofiary częściej mają poczucie winy niż krzywdy. To one biorą na siebie ciężar tego, co się stało. Wierzą w to, co im powiedziano: że okazały się za słabe, że dały z siebie zbyt mało. Obwiniają się za brak wystarczającego rozeznania, za brak dojrzałości, za obciążenia i głody z dzieciństwa.

    Owe obciążenia i głody często są prawdziwe i w pewien sposób rzeczywiście zwiększają ich podatność na skrzywdzenie. Czy mamy jednak prawo oczekiwać, że w Kościele będą wyłącznie ludzie dorośli, emocjonalnie dojrzali, bez trudnych doświadczeń i traum? Czy możemy nie zadbać o bezpieczeństwo tych, którzy tych warunków nigdy nie spełnią?

    Zdaję sobie sprawę, że przy niektórych (…) historiach Czytelnikom mogła przemknąć myśl: bez przesady… „To się zdarza każdemu z nas”, „gdzie tu przemoc”, „była nadwrażliwa”, „przecież sama tego chciała”, „była dorosła”, ewentualnie „gdzie tu jest wina Kościoła?” – to dość naturalne reakcje dla osób nieobeznanych z tematem, bo nadużycia duchowe nie mają ostrych ram. Nie sposób sporządzić listy, która zbierze wszystkie nieprawidłowe zachowania.

    Przemoc duchowa – w odróżnieniu od seksualnej – nie polega na jednym wyraźnym akcie przekroczenia cudzej granicy. Jest całym systemem, wzorcem zachowań. Jest zbiorem pozornie drobnych gestów, niewinnych słów, czasem również spojrzeń, milczenia, oczekiwań, które powoli składają się na podporządkowanie sobie drugiej osoby w imię Boga. To właśnie z tego powodu przemoc duchowa jest tak trudna do opowiedzenia i jeszcze trudniejsza do procesowego udowodnienia.

    Ktoś, kto będzie przyglądał się jej sprawcy, prawdopodobnie nie zauważy ani jednego działania, którym mógłby zainteresować się prokurator. Nie znajdzie jednego przełomowego aktu jednoznacznej agresji. Przemoc duchowa to proces i stan, który trwa, wyniszcza sumienie i serce człowieka, a dla obserwatorów z zewnątrz pozostaje niewidzialny. Wielki system, obezwładniający człowieka, rośnie powoli. Na ten system składa się wiele elementów…

    Powyższy tekst jest fragmentem książki " Z woli Bożej. Historie duchowej przemocy ". Autorka: Monika Białkowska. Wydawnictwo ZNAK

    Informacje

    Czytaj cały artykuł u źródła — Gość Niedzielny – edycja sandomierska

    Co o tym sądzisz?

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era