RAK
    Dokąd zmierza dziś Kościół?

    Dokąd zmierza dziś Kościół?

    856 odsłon
    Dokąd zmierza dziś Kościół?

    Parę myśli ze świeceniami biskupimi u lefebrystów w tle.

    Jak skończy się afera wokół zaplanowanych na dziś święceń biskupich u lefebrystów? Gdy piszę ten komentarz nie ma jeszcze doniesień, że do nich doszło. Sprawa nie jest więc jeszcze stuprocentowo pewna (godz 11:30 - już doszło). Myślę jednak, że paroma refleksjami na ten temat, bardziej ogólnymi, mogę się z Czytelnikami podzielić.

    Zauważmy przede wszystkim, że lefebryści są przekonani, że bronią kościelnej ortodoksji; bronią czystości wiary. Przed modernizmem, który opanował katolicyzm, kolejnych papieży z tego nie wyłączając. Przy takim założeniu święcenie biskupie dla bractwa to krok oczywisty; krok, który zapewnić ma mu dalsze trwanie bez obaw, że pozbawiony szafarzy w randze biskupów, skazany zostanie na naturalną śmierć. A więc i sprawa, o która walczą, umrze. Jeśli lefebryści chcą przetrwać, nie zdradzając oczywiście nauki Kościoła dotyczącej świeceń, ten krok czy dziś, czy w najbliższym czasie, jest nieuchronny. Nie zmienią tego jakieś ustępstwa na ich rzecz. Nie zgadzam się z założeniem, które przyjęli – szerzej o tym za chwilę – ale działanie, które dziś chcą podjąć, jest przy tym założeniu racjonalne.

    Założenie to uważam rzecz jasna za niesłuszne. Pojawia się oczywiście w Kościele sporo „nieortodoksyjności”, ale wydaje mi się, że sprzeciw wobec takich zjawisk nie musiał i nie musi przyjmować tak drastycznych form. Bo, tak mi się wydaje, problem owego „modernizmu” współczesnego Kościoła jest mocno przejaskrawiony. Zwróćmy uwagę: chodzi zasadniczo o liturgię, o wolność religijną, ekumenizm i dialog międzyreligijny. Pierwsze to coś, czego konkretne formy nie są dogmatami, a najlepszym tego dowodem jest istnienie w samym Kościele katolickim różnych liturgii. Drugie, wolność religijna, to w zasadzie podstawowa prawda o tym, jak Bóg, patrzy na odrzucających orędzie Chrystusa. Skoro On tak patrzy, podobnie powinni patrzyć „reprezentujący Go” na ziemi chrześcijanie. Ekumenizm to z kolei próba przezwyciężenia czegoś, co jest zgorszeniem. A dialog miedzyreligijny, to budowanie braterstwa na podstawie tego, co podstawowe: na godności każdego człowieka. Zdarzają się oczywiście we wszystkich tych dziedzinach jakieś wypaczenia, ale doktryna, zwłaszcza gdy sięgamy do dokumentów soborowych, nie wynurzeń tego czy innego teologa albo hierarchy, jest jak najbardziej zgodna z tym, jak na sprawy zapatrywał się przez wieki Kościół (niekoniecznie oznacza do zgodność z konkretnym kościelnym dokumentem).

    No właśnie: przez wieki. Lefebryści – i szerzej, chyba wszyscy tradycjonaliści – popełniają w patrzeniu na Kościół pewien podstawowy błąd: odwołują się do tego, co było niedawno. Nie chcę przyjąć, że to, co „było niedawno” niekoniecznie wolne było od pewnych przerysowań, źle rozłożonych akcentów, mało szczęśliwych naleciałości itp. To trochę jak swego czasu w mojej parafii: procesja rezurekcyjna ma być rano, bo zawsze tak było; bo rano Chrystus zmartwychwstał. Nie dociera, że rano kobiety odkryły pusty grób, a Jezus zmartwychwstał wcześniej; nie dociera, że głosi zmartwychwstanie Jezusa już sprawowana nocą Liturgia Wigilii Paschalnej i wkładanie Jezusa w Najświętszym Sakramencie z powrotem do grobu, by za chwilę Go z niego triumfalnie wyciągnąć, a już zwłaszcza urządzane jeszcze gdzieniegdzie nocne czuwania przy tym grobie, to niekonsekwencja... Takich „bo zawsze tak było”, nie zastanawiających się nad sensem jest i dziś całkiem sporo... Lefebryści – w moim przekonaniu – ignorują tradycje i nauczanie starsze niż... No właśnie: nawet Sobór Trydencki czy Watykański I niekoniecznie są dla nich autorytetami. Ma być, jak było w 1962 roku...

    Przyznam jednak, że trochę te obawy lefebrystów o zwyciężający w Kościele modernizm jednak rozumiem. Nie od dziś pojawiają się w nim poglądy, pomysły, nie do pogodzenia z tym, czego przez wieki nauczał Kościół, a czasem i z tym, co bardzo wyraźnie wyjaśniono na kartach Nowego Testamentu – czy to w nauczania św. Pawła, czy samego nawet Jezusa. I nie są to pomysły prezentowane jedynie przez akademików, ale przez przewodzących Kościołowi na różnych poziomach biskupów. Niemiecka „droga synodalna” nie jest tu odosobnionym przykładem. Zawsze zastanawiam się jak to jest, że z człowieka, powołanego między innymi do strzeżenia depozytu wiary, ktoś staje człowiekiem, który chce go po swojemu przemeblować, ale to inny problem. W każdym razie trochę jednak lefebrystów i innych tradycjonalistów w tym względzie rozumiem. Reakcja Kościoła na takie „modernistyczne” działania wydaje się mocno pobłażliwa. W przeciwieństwie do reakcji owych pasterzy na tych, którym ta „teologiczna samowola” się nie podoba....

    Jak będzie z tymi świeceniami u lefebrystów? Niebawem wszystko się wyjaśni. Zobaczymy też jaka będzie na ten krok reakcja Kościoła. A co z „modernizmem” w Kościele? Da się jakoś jego harce sensownie ograniczyć? Przypatrując się już ponad rok temu, jak działa papież Leon, jestem w tym względzie dobrej myśli.

    aktualna ocena | | głosujących | | Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

    Tydzień z Wiara.pl

    Przeczytaj jeszcze

    Galerie

    Andrzej Macura

    Katarzyna Solecka

    Piotr Drzyzga

    Autoreklama

    Czytaj cały artykuł u źródła — Gość Niedzielny – edycja sandomierska

    Co o tym sądzisz?

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era