
25 czerwca 2026 Historia Kościoła (16) 04/2026
Jedności nie osiąga się sporządzeniem protokołu rozbieżności i licytacją krzywd. Rozłamy w Kościele trzeba wspólnie przepłakać. To nie tani sentymentalizm. To otwieranie drzwi.
Ależ wymyślili numer na wakacje… Okładka prawie jak z horroru, we wstępniaku coś o płaczu…Lato, słońce i beztroska, a redakcja „Historii Kościoła” nie odpuszcza z ciężkimi tematami...
Być może takie myśli pojawiają się u części Czytelników, sięgających po lipcowo-sierpniowe wydanie naszego magazynu. Ośmielę się jednak postawić tezę, że dla większości z nas właśnie czas urlopów i wypoczynku jest dopiero okazją do sięgnięcia po tematy… mrożące krew w żyłach. Nie bez powodu wszystkie księgarnie właśnie latem notują największy wzrost sprzedaży wszelkiej maści thrillerów i kryminałów. Naturalnie, jest zasadnicza różnica między literaturą z dreszczykiem, pisaną i czytaną głównie dla rozrywki, a literaturą faktu, w której krew leje się naprawdę, cierpienie jest prawdziwe, a ludzkie, społeczne, polityczne i kościelne dramaty mają swoje konsekwencje odczuwane przez pokolenia w kolejnych wiekach.
Tak właśnie jest z tematem numeru. Tu wszystko jest prawdziwe: pycha władcy, która prowadzi do zerwania jedności z Rzymem, i systemowe, krwawe prześladowania tych, którzy chcą pozostać lojalni wobec papieża. Prawdziwe są też pytania o wszystkie motywy i okoliczności – np. o to, czy angielski król, żądając „unieważnienia” jego małżeństwa, podważał nauczanie Kościoła, czy tylko chciał skorzystać z istniejącej wówczas niejednoznaczności w prawie kościelnym. Poślubienie wdowy (w tym wypadku Katarzyny Aragońskiej) po zmarłym bracie było zabronione, więc – podpowiadali Henrykowi nadworni prawnicy – jest podstawa do uznania, że małżeństwo nie zostało zawarte w sposób ważny.
Temat rzeka dla historyków i kanonistów. Jednak dla ludzi Kościoła ważne jest nie tylko pytanie o to, „jak było naprawdę?”, ale jeszcze bardziej pytanie: „co dalej z tym robimy?” Bo jedność chrześcijan nie jest opcją fakultatywną dla zainteresowanych. Jest warunkiem koniecznym wiarygodnej misji ewangelizacyjnej. Kiedyś zastanawiałem się nad tym, co konkretnie miał na myśli Jan Paweł II, gdy mówił, że „pojednanie nie może być mniej głębokie niż rozłam”. Intuicyjnie czujemy, że chodzi o wspólne nazwanie prawdy o tym, co doprowadziło do podziału. I z pewnością nie jest możliwe pojednanie, które byłoby oparte na fałszu i wypieraniu faktów. Ale „głębokie” pojednanie jest możliwe dopiero wtedy, gdy podzielni są w stanie wspólnie nad tym podziałem zapłakać. Nad ranami, ofiarami, krzywdami, ale też nad ciągnącym się, mimo upływu wieków, brakiem widzialnej jedności. I tu nie chodzi tylko o emocje czy tani sentymentalizm.
Trzy lata temu w Royal Albert Hall w Londynie byłem świadkiem, jak na prośbę jednego z pastorów ponad 5 tysięcy liderów chrześcijańskich różnych denominacji, klęcząc, w milczeniu, pokutowało za grzech podziałów w Kościele. Rok później, w tym samym miejscu, inny z pastorów mówił: „Były straszne okresy w historii, gdy chrześcijanie zabijali siebie nawzajem. Teraz nadchodzą czasy, gdy będziemy za siebie nawzajem przelewać krew”. Parę lat temu słuchałem opowieści siostry Mary Paul Friemel, współpracowniczki nieżyjącego już ks. Petera Hockena, proroka jedności Kościoła. Wspominała, jak pracując z protestantami w jednym z krajów afrykańskich, wyczuwane początkowo napięcie przełamało dopiero wspólne przeproszenie się za grzechy poprzednich pokoleń. I wspólny płacz nad rozłamem. Mówiła: „To paradoks, że Duch Pocieszyciel przychodzi do Kościoła z darem łez. Bez przepłakania swoich podziałów i grzechów nie będzie gotowy na powtórne przyjście Pana”.
Te łzy to nie tylko psychologia. To otwieranie drzwi. Jedności nie osiąga się sporządzeniem protokołu rozbieżności i licytacją krzywd. Być może dlatego ciągle nie widać po nas, chrześcijanach, że jesteśmy jedno, bo nie umiemy zapłakać nad sobą i naszymi podziałami. Częściej wywołujemy kolejne rozłamy i zadajemy nowe rany. Bracia braciom...
Jacek Dziedzina W „Gościu” od 2006 roku. Z wykształcenia socjolog. Twórca i redaktor naczelny magazynu popularnonaukowego „Historia Kościoła”. Kierownik Działu „Świat” w GN. Wcześniej odpowiedzialny m.in. za rozwój portalu gosc.pl. Autor kilku tysięcy artykułów, w tym reportaży z całego świata, wywiadów i analiz. Specjalizuje się w tematyce międzynarodowej i sprawach związanych z nową ewangelizacją i życiem Kościoła. Członek Zarządu Alpha Polska. Laureat nagrody Grand Press 2011 w kategorii „Publicystyka”. Wydawca, producent i autor książek.
Czytaj cały artykuł u źródła — Gość Niedzielny – edycja sandomierska