
Ojciec, który przewija niemowlę, bierze urlop rodzicielski, chodzi na wywiadówki i rozmawia z dzieckiem o emocjach, przestał być wyjątkiem. Choć droga do pełnego partnerstwa w rodzinie wciąż jest daleka, wiele wskazuje na to, że w Polsce dokonuje się cicha, ale znacząca zmiana sposobu przeżywania ojcostwa.
Jeszcze kilkadziesiąt lat temu ojciec z dzieckiem na placu zabaw był widokiem raczej rzadkim. Dziś nikogo już nie dziwi tata odprowadzający córkę do szkoły, bawiący się z synem na boisku czy korzystający z urlopu rodzicielskiego. Czy oznacza to, że rodzi się nowe pokolenie ojców?
Zdaniem osób od lat pracujących z mężczyznami odpowiedź brzmi: tak. Jednocześnie podkreślają one, że najważniejsza zmiana nie polega na nowych modach wychowawczych, ale na rosnącej świadomości, że dziecko potrzebuje nie tylko zapewnionego bytu materialnego, ale przede wszystkim ojcowskiej obecności. – Wielu ojców chce być innym ojcem niż był ich własny tata – mówi Marek Zator, koordynator projektu Wrocławskiego Klubu Ojca. – Chodzi przede wszystkim o obecność psychiczną, żeby wiedzieć, co się u dziecka dzieje, próbować przeżywać z nim to, co ono przeżywa. Drugą sprawą jest obecność fizyczna, czyli po prostu wspólny czas. To są filary, na których ojcowie chcą dziś budować swoje relacje z dziećmi.
Jak zauważa, dla wielu mężczyzn nie jest to jednak coś oczywistego i muszą siętego uczyć. – Wielu ojców przychodzi i mówi, że sami nie nauczyli się budować bliskich relacji jako dzieci. Teraz próbują robić to inaczej ze swoimi dziećmi.
Trudna sztuka równowagi
W klubach ojca rozmowy rzadko dotyczą wielkich teorii wychowawczych. Znacznie częściej pojawiają się problemy bardzo konkretne: brak czasu, zmęczenie i próba pogodzenia wielu życiowych ról. – Jednym z głównych wyzwań jest znalezienie balansu między pracą a życiem rodzinnym – mówi Marek Zator. – Ojcowie pytają, jak realizować się zawodowo, a jednocześnie być obecnym w domu, mieć czas dla dzieci i budować dobrą relację z żoną czy partnerką.
Drugim wyzwaniem okazuje się sama umiejętność budowania relacji. – Mężczyźni często mówią, że dokładnie wiedzą, co mają robić w pracy, ale kiedy wracają do domu, wszystko robi się bardziej skomplikowane. Są obowiązki, są potrzeby dzieci, są emocje. To nie zawsze jest łatwe.
Coraz częściej pojawia się także jeszcze jeden temat: troska o samego siebie. – Ojcowie chcą znaleźć czas również dla siebie, nie porzucać wszystkich swoich pasji i zainteresowań. To też jest ważne, żeby zachować własną tożsamość.
Ojcowie są bardziej obecni
Choć często mówi się o kryzysie rodziny czy kryzysie ojcostwa, obserwacje praktyków pokazują bardziej optymistyczny obraz. – Ja myślę, że to się naprawdę dzieje – przekonuje Marek Zator, odnosząc się do rosnącego zaangażowania ojców. – Prowadzimy warsztaty dla ojców z dziećmi i widzimy, jak chętnie przychodzą. Widzę też ojców na placach zabaw, rozmawiających z dziećmi, bawiących się z nimi. Są coraz bardziej świadomi i coraz bardziej zaangażowani.
Podobne obserwacje ma Szymon Wytykowski, ojciec siedmiorga dzieci i organizator warsztatów ojciec–córka w Czmońcu koło Poznania. – Prawie trzydzieści lat temu byłem trochę osamotniony jako ojciec. Bardzo lubiłem spędzać czas z dziećmi i kiedy spotykałem na spacerze innego ojca z wózkiem, to była dla mnie radość, bo nagle okazywało się, że nie jestem sam. Dziś tych ojców jest zdecydowanie więcej.
Jednocześnie zwraca uwagę, że do organizowanych przez niego warsztatów trafiają przede wszystkim mężczyźni już świadomi swojej roli. – To są ojcowie, którzy chcą coś zrobić dla swoich dzieci. Czasem mam wrażenie, że mógłbym tych warsztatów prawie nie prowadzić, bo oni doskonale wiedzą, jak rozmawiać ze swoimi dziećmi i jak z nimi być.
Dziecko potrzebuje czasu
Sz. Wytykowski podkreśla, że w relacji z dzieckiem nie zawsze potrzebne są skomplikowane metody wychowawcze. – Są ojcowie, którzy przyjeżdżają na warsztaty, bo namówiła ich córka albo wysłała żona. Nie mają wielkich umiejętności budowania relacji, ale wszystkiego można się nauczyć – zaznacza. Jego zdaniem szczególnie dobrze widać to podczas warsztatów ojciec-córka. – O tę relację bardzo często zabiega sama córka. Tata nie musi zrobić wiele. Wystarczy, że zauważy, że jest potrzebny, że da córce swój czas i siebie. To potrafi bardzo dużo zmienić.
Inaczej wygląda relacja ojca z synem. – Młody mężczyzna dojrzewa przy innych mężczyznach i przy wspólnej pracy. Dlatego warsztaty ojciec-syn opierają się bardziej na wspólnym działaniu, wyprawach i pracy wykonywanej razem.
Nie tylko pieniądze
Obaj rozmówcy podkreślają, że zapewnienie rodzinie bezpieczeństwa finansowego pozostaje ważnym zadaniem ojca. Problem zaczyna się wtedy, gdy staje się ono jedynym celem. – Oczywiście zapewnienie bytu materialnego jest ważne – mówi Marek Zator. – Ale z badań i doświadczenia wiemy, że dla ludzi najważniejsze są relacje. Same pieniądze nie budują szczęśliwego domu.
Jak dodaje, współcześni ojcowie są tego świadomi. – Rzadko spotykam mężczyzn, którzy mówią, że wystarczy zarabiać pieniądze. Znacznie częściej słyszę: „moja praca jest bardzo angażująca, mam kredyt, mam zobowiązania, ale chcę mimo wszystko być zaangażowanym tatą”. Świadomość jest. Trudniej przełożyć ją na codzienność.
Skąd zatem bierze się potrzeba budowania nowych relacji z dziećmi? Zdaniem Szymona Wytykowskiego odpowiedź często kryje się w historii własnej rodziny. – Zawsze sięgamy do swoich doświadczeń. Jeżeli relacje z naszymi ojcami były dobre, chcemy je powtarzać. Jeżeli były trudne, próbujemy ich unikać. Tak jesteśmy skonstruowani – wyjaśnia.
Być może właśnie dlatego współczesne ojcostwo nie jest rewolucją przeciw poprzednim pokoleniom, ale próbą twórczego wykorzystania własnych doświadczeń. Jedni chcą powtórzyć to, co otrzymali od swoich ojców. Inni starają się dać swoim dzieciom to, czego sami nie dostali.
Łączy ich jedno: przekonanie, że ojcostwo nie kończy się na zapewnieniu rodzinie środków do życia. Zaczyna się tam, gdzie pojawia się czas, uwaga i obecność.
Karol Białkowski Dziennikarz, redaktor portalu „Gościa Niedzielnego”. Z wykształcenia teolog o specjalności Katolicka Nauka Społeczna, absolwent Papieskiego Wydziału Teologicznego we Wrocławiu. Wieloletni prezenter i redaktor wrocławskiego Katolickiego Radia Rodzina, korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej, a od 2011 roku dziennikarz „Gościa”. Przez prawie 10 lat kierował wrocławską redakcją GN.
Czytaj cały artykuł u źródła — Gość Niedzielny – edycja sandomierska