RAK
    Z innej perspektywy

    Z innej perspektywy

    2285 odsłon
    Z innej perspektywy

    Cóż, tak to właśnie często jest: żeby rozwiązać problem trzeba zmienić perspektywę.

    Ósmy dzień lipca. Znów zaognienie sytuacji na linii USA – Iran. W Turcji wielkie spotkanie przedstawicieli państw NATO. W Polsce, prócz przepychanek na linii rząd – opozycja w sprawie tego, kto ile i dlaczego przekazał pomocy wojskowej Ukrainie, afery związane z nieprawidłowościami w służbie.. tfu! OCHRONIE zdrowia. Tak, to ważne rozróżnienie: chodzi o to, byśmy nie zachorowali. A jak już zachorujemy, to.. no właśnie, jak pokazują owe afery, martwić musimy się sami. Znajdziemy pomoc, nie znajdziemy – zależy od układów, pieniędzy albo/i odrobiny szczęścia w znalezieniu dobrego lekarza z powołania. Ta OCHRONA nie po to jest, żeby zajmować się chorymi...

    Przyznaję, że te coraz to nowe doniesienia o kolejnych wątkach afery w warszawskim Szpitalu Południowym, ale i podobne z innych szpitali w naszym kraju, niespecjalnie mnie zaskakują. I szczerze mówiąc dziwię się, że ktoś się dziwi. Że tak ten system funkcjonuje wiadomo przecież nie od dziś. Że te patologie zdają się być większe niż parę lat temu? Cóż, nic dziwnego, z czasem ludzie uczą się wykorzystywać system. I kiedy nikt tego sensownie nie kontroluje... Na szczęście wiem, że są też lekarze całym sercem oddani chorym. Którzy potrafią np. z własnej inicjatywy zadzwonić do swoich starszych, niedołężnych już pacjentów i zapytać o zdrowie. Nie licząc straconego na taką rozmowę czasu...

    Tak, jak zwykle się rozgadałem (rozpisałem), a chciałem o czym innym... O tym, jak widzi sprawy Kościoła we Francji metropolita Reims , do niedawna przewodniczący tamtejszego episkopatu, abp Éric de Moulins-Beaufort. Dwie rzeczy w jego wypowiedzi zwróciły moją szczególną uwagę. Najpierw coś, czego chyba nie wolno nam nie widzieć w kontekście wieści o odradzaniu się życia religijnego we Francji, o wielu młodych przyjmujących chrzest czy powracających do wiary. „Nie znaleźliśmy cudownego rozwiązania. Wierzę, że ci katechumeni są darem, jaki daje nam Bóg, aby zachęcić nas do pracy na przemianą duszpasterską”. Nie wolno nam nie widzieć, że to przebudzenie nie jest wynikiem działania ludzkiego, jakichś działań ewangelizacyjnych czy duszpasterskich, ale działaniem samego Boga. Myślę, że warto w podobny sposób patrzyć na Kościół w Polsce.

    Jest jak jest i sytuacji nie zmienią duszpasterskie programy. To Bóg, Duch Święty, który działa kiedy chce i jak chce, może dać Kościołowi w Polsce nowy impuls wzrostu. Naszym zadaniem jest i będzie rozpoznawać Jego działanie i odpowiadać na nie wspieraniem tego, co On zdziała. A nie zastępowanie Go, patrzenie, jakby był w naszych ewangelizacyjnych i duszpasterskich działaniach co najwyżej tym, który nam pomaga. Bo przecież podkreślmy to raz jeszcze – jest dokładnie odwrotnie: to my mamy wspierać Jego działanie. A to nasze myślenie... Cóż, gdybyśmy jeszcze pokładali nadzieję w programach. Chyba jednak stanowczo zbyt często wydaje nam się, że wiara wzrasta dzięki kolejnym budynkom, kolejnym instytucjom, kolejnym dziełom.... Czyli uważamy – złośliwie upraszczając – że bez Mamony się nie obejdzie.

    Jest w refleksji abp de Moulins-Beaufort i drugi wątek, który, wydaje mi się, trzeba koniecznie zauważyć. To odpowiedź na pytanie, jak Kościół ma radzić sobie w obliczu niedostatku kapłanów. Jego zdaniem trzeba nauczyć się z tym żyć i skoncentrować się na dobrym wykorzystaniu kapłańskich powołań. „Należy upraszczać zarządzanie naszym majątkiem i strukturą organizacyjną, abyśmy byli bardziej otwarci na Słowo, sakramenty i spotkania, podczas których wspólnie wzrastamy” – powiedział. No właśnie: niech księża koncentrują się na tym, co jest istotą ich powołania, na tym, w czym nikt ich nie zastąpi. Wtedy może okazać się, że te braki księży są mniejsze, niż nam się wydawało.

    W tym kontekście warto zauważyć diakonów stałych. Wydaje mi się, przynajmniej tak chyba jest w Polsce, że są takimi „półksiężmi”, zastępują ich czy wyręczają w duszpasterstwie. A może, o czym już parę razy pisałem, powinniśmy spojrzeć na ich posługę inaczej? Może powinni zostawać diakonami przede wszystkim ci, którzy będą umieli wziąć na swoje barki sprawy organizacyjne i biurokratyczne związane z działaniem parafii czy innych kościelnych instytucji, i odciążą w ten sposób księży? Wszak po to w czasach apostolskich pierwsi diakoni zostali ustanowieni: dla obsługiwania stołów – jak czytamy w Dziejach Apostolskich. Fakt, ze szybko przynajmniej niektórzy z nich stali się tez głosicielami Chrystusa (Szczepan, Filip) nie powinien chyba przyćmiewać prawdy, że ich podstawowe zadanie było jednak inne.

    Tak, ciekawe przed nami czasy. Ciekawe także w kontekście przemian, do jakich zapewne dojdzie w Kościele. Możemy być dobrej myśli: ostatecznie nie człowiek, ale Bóg tym wszystkim zawiaduje.

    aktualna ocena | | głosujących | | Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

    Tydzień z Wiara.pl

    Przeczytaj jeszcze

    Galerie

    Andrzej Macura

    Katarzyna Solecka

    Piotr Drzyzga

    Autoreklama

    Czytaj cały artykuł u źródła — Gość Niedzielny – edycja sandomierska

    Co o tym sądzisz?

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era