
Człowiek nie jest zegarem. Nie idzie ciągle tylko naprzód.
Rozwój, rozwój, rozwój. Duchowy oczywiście, bo jesteśmy na portalu, w którym ten właśnie jest mocniej zauważany. Często zakładamy, że jeśli staramy się kroczyć Bożymi drogami, ciągle się rozwijamy. I coś w tym na pewno jest. Niedzielna msza, albo nawet częściej, różaniec, majowe, wielkopostne postanowienia... Ba, nawet rekolekcje. Historia naszego życia jest ścieżka prowadzącą – jak ufamy – ku szczęśliwej wieczności. Problem w tym, że ścieżka nieraz krętą. A to znaczy, że nie zawsze do Boga i szczęśliwej wieczności się zbliżamy. Jak dobrze zakręci... To może się nawet okazać, że zbłądziliśmy; zeszliśmy z tej właściwej. Bóg zapewne sobie poradzi, wie jak nas sprowadzić z powrotem na właściwą, ale co człowiek się przy tym będzie musiał naprzedzierać przez błota czy chaszcze...
Coś więc w tym myśleniu, że ciągle się rozwijamy, jest. Bóg na pewno chce nas doprowadzić do szczęśliwej wieczności. Pytanie tylko, czy faktycznie zawsze ku niej zmierzamy. Bo może być i tak, że niby rozwijając się duchowo, cofamy się, karlejemy albo i schodzimy na drogi zła. Regres – nie bójmy się tego słowa. Niemożliwe? Myślą, mową, uczynkiem, zaniedbaniem. Zwłaszcza to ostatnie, bezczynność gdy trzeba by coś zrobić, łatwo sobie wytłumaczyć. Zamykam oczy, odwracam głowę, udaję że nie widzę. A i złą mowę czy złe czyny tłumaczyć rzekomym dobrem. Biję żonę, żeby ją wychować, córkę nazywam śmieciem, żeby ją zmotywować, pracownika zwalniam dla dobra firmy, a urzędnika pozbawiam jego stanowiska, bo znalazłem lepszego (czytaj: częściej mi schlebiającego) kandydata... Bardzo łatwo znajdujemy takie tłumaczenia, zaś stosowania zasad Ewangelii odkładamy na bliżej nieokreśloną przyszłość, gdy okoliczności będą bardziej korzystne (czytaj: gdy wierność jej zasadom nie będzie nic kosztować)... Łudzimy wtedy samych siebie. A przecież nie każdy, kto powtarza „Panie, Panie” wejdzie do królestwa niebieskiego. Jak mówił nasz Mistrz i Pan, raczej ten, kto pełni wolę Boga. Bo bywa, że człowiek podobny jest do budującego na piasku (Mt 7, 21-28)...
Ziarno padło. I co dalej?
Jest taka piękna przypowieść Jezusa o siewcy. To nie tylko przypowieść o tym, że słowo Boga można odrzucić – wtedy nie wyda plonu – albo przyjąć – wtedy plon będzie. To także „przypowieść o możliwym regresie”. Że można przyjąć Boże słowo, ba, ciągle je przyjmować, ale ciągle nie dawać plonu. Ciągle nie stawać się chrześcijaninem, ale pozostawać tylko słuchaczem... Ludzie tacy są w tej przypowieści symbolizowani zarówno przez tych, w których ziarno Bożego słowa padło na ziemię kamienistą, jak i tych, w których padło miedzy ciernie. Spróbujmy zobaczyć, jak może to wyglądać w konkrecie chrześcijańskiego życia. Nie tylko tych, którzy wiarę porzucają albo mocno zaniedbują. To dość oczywiste. Raczej przede wszystkim tych, którzy przyjmują ziarno Bożego słowa, ale plonu z tego nie ma.
Niestałość poszukiwacza duchowych doznań
„Oto siewca wyszedł siać (...) Inne (ziarna) padły na miejsca skaliste, gdzie niewiele miały ziemi; i wnet powschodziły, bo gleba nie była głęboka. Lecz gdy słońce wzeszło, przypaliły się i uschły, bo nie miały korzenia. (...) Posiane na miejsce skaliste oznacza tego, kto słucha słowa i natychmiast z radością je przyjmuje; ale nie ma w sobie korzenia, lecz jest niestały. Gdy przyjdzie ucisk lub prześladowanie z powodu słowa, zaraz się załamuje (Mt 13)
„Gdy przyjdzie ucisk lub prześladowanie z powodu słowa, zaraz się załamuje” – tłumaczył Jezus. Albo przynajmniej tak rozumieli wskazania Jezusa Jego uczniowie, gdy ów ucisk i prześladowania z powodu ewangelii juz nastały. Gdy wyrzucano ich ze wspólnoty – żydowskiej synagogi z powodu przyjęcia Chrystusa, pogańskiego cechu rzemieślniczego z powodu odmowy udziału w bałwochwalczym kulcie bóstw opiekuńczych albo i wtedy, gdy już wprost uznano ich za winnych wszystkich nieszczęść, jakie spadały na Imperium. I dziś ów „ucisk i prześladowanie z powodu słowa” może mieć charakter zewnętrzny – nacisk odrzucającego Chrystusa otoczenia, wyśmiewanie, wyszydzanie, obawa o karierę albo tylko chęć, by zostać w grupie zaakceptowanym.
Ale można chyba też w owym braku korzenia i szybkim uschnięciu widzieć szybkie, pełne entuzjazmu przyjmowanie wiary, ale bez potrzebnego jej pogłębienia; budowanie jej na uczuciach, na miłych doznaniach. Na pociesze jaką przynosi modlitwa albo przynależności do wspólnoty, w której człowiek czuje się akceptowany i kochany. Gdy znika owo poczucie duchowej pociechy, przychodzi zwyczajność, mylona z duchową jałowością, człowiek się zniechęca. I wraca do starego. Albo szuka gdzie indziej nowych podniet, nowych doznań, nowych duchowych ekstaz. Niekoniecznie w innych religiach czy obcych chrześcijaństwu prądach duchowych. Także w chrześcijaństwie, ale na jego peryferiach. Szukając albo cudowności podejrzanych prywatnych objawień albo uniesień charyzmatycznych modlitw czy podniosłego niby nastroju liturgii albo mieszającego w głowach chrześcijańskiego guru, najlepiej (także suspendowanego czy byłego) księdza. Byle były te przeżycia, byle było to unoszenie się dwa centymetry nad ziemią, to poczucie bycia wyjątkowym, wybranym. A plon dobrego, chrześcijańskiego życia? Często nieważny, bo przecież wołamy „Panie, Panie” i to ma wystarczyć...
Wiara nie może być budowana na uczuciach. Jest raczej aktem woli. Jest powiedzeniem „tak” objawiającemu się Bogu. A to oznacza wierność temu, czego przez swojego Syna uczył. To zaś oznacza też wierność Kościołowi i jego zdrowej nauce. Wola, której decyzje wsparte są przez rozum. Nie uczucia. Które dziś są, a jutro ich nie będzie. Zjawisko „nocy ciemnej” czy, inaczej „nocy zmysłów” to nic nadzwyczajnego. Dotyka chyba każdego, kto stara się iść po Bożych ścieżkach. I wtedy okazuje się, czy staram się iść za Chrystusem czy za doznaniami, jakie pójście za Nim człowiekowi nieraz daje...
Cel nie uświęca środków
Oto siewca wyszedł siać. (...) Inne (ziarna) znowu padły między ciernie, a ciernie wybujały i zagłuszyły je. (...) Posiane między ciernie oznacza tego, kto słucha słowa, lecz troski doczesne i ułuda bogactwa zagłuszają słowo, tak że zostaje bezowocne.
Troski doczesne i ułuda bogactwa... Zakładam rodzinę. Więc mieszkanie, najlepiej dom, więc samochód, a więc i kredyty, które trzeba spłacać. Potem potrzebne pieniądze na lepszą, prywatną szkołę dla dzieci, na ich przyszłe studia. I tak bez końca: ciągle jakaś potrzeba Albo mam firmę. Maksymalizuję zysk, a więc tnę koszty. Człowiek? Najważniejsza jest firma, bo... I tłumaczę sobie, że bez firmy inni pracownicy pracy mieć nie będą. Jakbym zapomniał, że nie o nich mi chodzi, ale maksymalizację zysku...
Do dostatku czy bogactwa wiele dróg na skróty. Nieuczciwość, korupcja, ordynarne oszustwa, polityczne układy... A sumienie? A Ewangelia? Może potem... Duchowy regres.
Duchowy regres nieraz i wtedy, gdy ktoś wchodzi w politykę. Choćby tylko na szczeblu samorządowym. Chce oczywiście, żeby było lepiej. Ale żeby było lepiej, musi jakoś zdobyć władzę. I wszystko zaczyna koncentrować się nie na tym, by faktycznie było dobrze, ewangelicznie, ale by władzę zdobyć albo zdobytą utrzymać. Polityk musi być skuteczny – tłumaczy sobie zaczynając brać udział w niezbyt uczciwych gierkach. Słowo, lekceważąc ósme przykazanie, staje się bronią. Drugi człowiek – przeciwnikiem, którego pod żadnym pozorem nie wolno dopuścić do władzy. W imię dobra oczywiście...
A „kościelne” dzieła? Budynki, budowle i inne? Zbudujmy, zróbmy, o środki nikt nie będzie pytał. Zapyta. Bóg na sądzie ostatecznym. Bo nie największe nawet dzieła chwalą Boga, ale wierność prawu Ewangelii. „Cóż (...) za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł?” – pytał retorycznie Jezus. A wielu ciągle się wydaje, że dzieła ważniejsze od Ewangelii; że dzieła ważniejsze niż szkoda na duszy....
Można pięknie zacząć, ale źle skończyć. To, że zaczęliśmy budować z Bogiem nie znaczy, że dalej z nim budujemy. To, że poszliśmy Jego drogą nie znaczy, że dalej nią idziemy. Po osiągnięciu najwyższego stopnia doskonałości można upaść na samo dno. Dość łatwo: przez pychę. Dlatego ciągle trzeba pytać o fundamenty. Jeśli ich nie ma, jeśli zaniedbane uszkodził czas, trzeba koniecznie wrócić do ich umacniania. Myśl, że można budować bez nich, to pójście za złudzeniem.
aktualna ocena | | głosujących | | Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |
Tydzień z Wiara.pl
Czytaj cały artykuł u źródła — Gość Niedzielny – edycja sandomierska
Wybierz formę na pasku. Stanosky otwiera się z boku, pokazuje cenę i robi z tego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek.