
WHO ogłosiło epidemię Eboli w Kongu i Ugandzie globalnym zagrożeniem. No i co z tego? Panika w internetach, a ja mówię: chwila. Słuchajcie, sytuacja wygląda tak: jest sobie wirus Ebola, ten sam, który kiedyś narobił sporo zamieszania. Teraz
WHO ogłosiło epidemię Eboli w Kongu i Ugandzie globalnym zagrożeniem. No i co z tego? Panika w internetach, a ja mówię: chwila.
Słuchajcie, sytuacja wygląda tak: jest sobie wirus Ebola, ten sam, który kiedyś narobił sporo zamieszania. Teraz znowu daje o sobie znać w Afryce. WHO mówi, że to "zagrożenie zdrowia publicznego o zasięgu międzynarodowym". Brzmi groźnie, prawda? Ale zaraz, zaraz.
Powiedzmy sobie szczerze, to nie jest tak, że jutro wszyscy będziemy umierać na Ebolę. Mówimy o Demokratycznej Republice Konga i Ugandzie. Tam sytuacja jest trudna, dostęp do opieki medycznej ograniczony. WHO ma rację, ostrzegając, bo lepiej dmuchać na zimne. Ale bez paniki. To NIE JEST pandemia. Na razie.
Co więcej, to nie jest "ta sama" Ebola, co kiedyś. Teraz mamy do czynienia ze szczepem Bundibugyo. I tu zaczynają się schody, bo na niego nie ma szczepionki. Kurde, no to jest problem. Ale z drugiej strony, Afrykańskie Centra Kontroli i Zapobiegania Chorobom już działają, koordynują pomoc. To dobrze.
Podsumowując: sytuacja jest poważna, ale nie tragiczna. Trzeba monitorować, pomagać, ale bez siania paniki. Świat jest pełen wirusów i zagrożeń, ale nie dajmy się zwariować. Na razie skupmy się na tym, żeby ta epidemia nie rozprzestrzeniła się poza Afrykę. A jak to zrobi? No to wtedy pogadamy.
Na podst. materiałów źródłowych