
Przed Sądem Rejonowym w Żywcu zapadł wyrok w sprawie 36-letniej mieszkanki Bielska-Białej, która przez niemal rok bezprawnie wykonywała zawód psychologa klinicznego w lokalnym szpitalu. O procederze tym informowaliśmy na naszych łamach już w 2025 roku, kiedy śledztwo prokuratorskie nabierało tempa. Dziś sprawa znalazła swój finał na sali sądowej, obnażając kulisy procederu, który nigdy nie powinien mieć miejsca w placówce medycznej.
Magdalena K. została uznana za winną oszustwa i świadomego działania w celu osiągnięcia nienależnych zysków finansowych. Sąd wymierzył jej karę 10 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata, grzywnę w wysokości 5000 złotych oraz nakazał pełne naprawienie szkody – kobieta musi zwrócić Szpitalowi Żywiec ponad 63 200 złotych pobranego wynagrodzenia. Wyrok nie jest jeszcze prawomocny.
Rok oszustwa na wrażliwych oddziałach
Proceder trwał od września 2023 roku do sierpnia 2024 roku. Magdalena K. trafiła do Szpitala Żywiec z polecenia i podczas rozmowy kwalifikacyjnej zapewniła kierownictwo, że posiada wymagany dyplom psychologa. Na tej podstawie podpisano z nią umowę cywilnoprawną, ustalając stawkę na 60 złotych za godzinę.
Przez kolejne miesiące kobieta prowadziła konsultacje z pacjentami, w tym z osobami w najtrudniejszych momentach życia:
chorymi onkologicznie,
pacjentkami oddziału ginekologiczno-położniczego, zmagającymi się m.in. z depresją poporodową,
w razie potrzeby – również z personelem medycznym.
Co istotne, Prokuratura Rejonowa w Żywcu w toku śledztwa ustaliła, że choć oskarżona nie miała do tego żadnych uprawnień, jej działania nie naraziły pacjentów na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.
Gra na zwłokę i brak dyplomu
W uzasadnieniu wyroku sąd szczegółowo opisał, jak wyglądała weryfikacja pracownicy. Dyrekcja szpitala od samego początku domagała się od 36-latki dostarczenia oryginału dyplomu ukończenia studiów wyższych.
Mimo permanentnych ponagleń, oficjalnych pism i dziesiątek wiadomości SMS wysyłanych przez kadrę menedżerską, Magdalena K. stale zwodziła pracodawcę. Zamiast dokumentu ukończenia uniwersytetu, dosyłała jedynie certyfikaty z pomniejszych szkoleń kursowych. Gdy sprawa wyszła na jaw, kontrakt natychmiast rozwiązano, a sprawą zajęły się organy ścigania.
Ta bulwersująca sprawa, którą szczegółowo analizowaliśmy w 2025 roku, pokazuje systemową lukę i przypomina, jak kluczowa w sektorze ochrony zdrowia jest zasada ograniczonego zaufania oraz natychmiastowa, rygorystyczna weryfikacja dokumentów aplikacyjnych zanim ktokolwiek zostanie dopuszczony do opieki nad pacjentem.