Miejski Zakład Komunikacyjny w Bielsku-Białej odniósł się do informacji krążących po głośnej słownej napaści na nastolatki z Ukrainy. Przewoźnik stanowczo zaprzecza, by dziewczynki prowokowały agresywnego pasażera i apel
zdjęcie poglądowe 3
Miejski Zakład Komunikacyjny w Bielsku-Białej odniósł się do informacji krążących po głośnej słownej napaści na nastolatki z Ukrainy. Przewoźnik stanowczo zaprzecza, by dziewczynki prowokowały agresywnego pasażera i apeluje o niepowielanie niezweryfikowanych doniesień.
Po słownej napaści w autobusie w Bielsku-Białej w sieci wybuchła dyskusja podgrzewana przez wpisy z podejrzanych kont. Nagrana telefonem sytuacja, w której mężczyzna wulgarnie wyzywa nastolatki z Ukrainy, wywołuje duże emocje. Doszło do tego w weekend, a wczoraj mężczyzna został zatrzymany. Okazało się, że agresywnym pasażerem jest kierowca Miejskiego Zakładu Komunikacyjnego w Bielsku-Białej, który od dłuższego czasu przebywa na zwolnieniu lekarskim. Spółka zapowiedziała wyciągnięcie konsekwencji w związku z jego zachowaniem.
Wiele osób potępiło zachowanie kierowcy. Jednak ostrej krytyce towarzyszy także poparcie dla agresora, który obrażał dziewczynki z powodu ich narodowości. Pod naszym tekstem pojawiło się kilkaset komentarzy. Wśród nich pojawiały się także wpisy publikowane przez konta sprawiające wrażenie nowych lub mało aktywnych. Powielały one niepotwierdzone informacje o rzekomej prowokacji ze strony nastolatek.
Jednak wiele kont należących prawdopodobnie do realnych użytkowników przekazywało dalej doniesienia o tym, że nastolatki miały pluć na mężczyznę, puszczać ukraiński hymn, odtwarzać nagrania wychwalające UPA. Wersji było kilka. Jednak żadnej z nich nie potwierdziła policja ani lokalne media. Nie wynikało to także z oficjalnych oświadczeń MZK.
Poniżej kilka przykładów komentarzy opublikowanych przez prawdopodobnie realne osób.
Dzisiaj miejska spółka odniosła się do informacji krążących w serwisach społecznościowych. MZK stanowczo zaprzecza, jakoby ze strony młodych pasażerek doszło do jakiejkolwiek prowokacji.
Wszelkie pojawiające się w sieci komentarze powołujące się na rzekomych świadków, wskazujące, iż poszkodowane miały być prowokujące, są niezgodne z wydarzeniami zaobserwowanymi na nagraniach, a ich rozpowszechnianie godzi w wizerunek spółki - oświadcza MZK. Wiele osób domagało się opublikowania nagrania pokazującego to, co działo się przed słowną napaścią na dziewczynki. Spółka wyjaśnia, że zapis z kamer znajdujących się w autobusie stanowi teraz materiał dowodowy w prowadzonym postępowaniu i nie może zostać udostępniony.
Jednak Miejski Zakład Komunikacyjny w Bielsku-Białej opisał wydarzenia sprzed rozpowszechnionego w sieci nagrania. Zanim mężczyzna zaczął krzyczeć na nastolatki, jedna z dziewczynek wyłożyła nogi w kierunku swojej koleżanki, siedzącej na fotelu poniżej, który był skierowany w stronę jazdy. „ Sytuacja ta – jakkolwiek odstępująca od przyjętych standardów – w ocenie spółki nie odbiegała od zachowań, które na co dzień można obserwować wśród młodzieży podróżującej naszymi autobusami ” - komentuje bielska spółka.
Dziewczynki miały być zajęte telefonami, a w pewnym momencie pasażer podszedł do nich i najprawdopodobniej zwrócił im uwagę. Po tym dziewczynka opuściła od razu nogi na podłogę, a jej koleżanka przesiadła się na siedzenie obok. Przez dłuższą chwilę nic się nie działo. Mężczyzna przyglądał się Ukrainkom i po chwili zaczął bez powodu na nie krzyczeć. „ Sekwencja zdarzeń w naszej ocenie, wskazuje ponadto, iż pomiędzy jedną a drugą sytuacją nie było bezpośredniego powiązania przyczynowo skutkowego” - ocenia MZK.
Spółka jeszcze raz potępiła zachowanie swojego pracownika: „ Niezależnie od okoliczności poprzedzających zdarzenie, nic nie usprawiedliwia agresji słownej ani zachowań noszących znamiona dyskryminacji ”. MZK zaapelował, żeby nie powielać niezweryfikowanych informacji.
Obserwuj nas na Google News