
To opowieść o potężnej determinacji. Bartłomiej Kubkowski, specjalista od długich dystansów, dopiął swego i za piątym podejściem przepłynął Bałtyk. Zajęło mu to 55 godzin nadludzkiego wysiłku, a swój sukces zadedykował chorym dzieciom.
Niedzielny wieczór w Dziwnowie przyniósł historyczny finał. Tuż przed godziną 20:00, po 55 godzinach morderczego wysiłku, na brzeg wyszedł Bartłomiej Kubkowski. Pływak wyruszył ze szwedzkiego wybrzeża w piątek, realizując wreszcie swój plan pokonania Bałtyku wpław. Na miejscu powitał go tłum kibiców. Zgodnie z zasadami wyzwania, sportowiec musiał samodzielnie opuścić wodę, by jego wynik został oficjalnie uznany. Gdy padło pytanie o jego samopoczucie tuż po tym niesamowitym wyczynie, przyznał jedynie, że jest tak wyczerpany, że sam do końca nie wie, co czuje.
Pokonanie dystansu ponad 160 kilometrów na otwartym morzu to gigantyczne obciążenie nie tylko dla ciała, ale i dla psychiki. Bartłomiej Kubkowski płynął nieustannie, bez snu i ani razu nie dotknął łodzi, która go asekurowała przez ponad dwie doby. Członkowie jego ekipy przyznają, że takie przedsięwzięcie to pasmo poważnych kryzysów.
- Przez ten czas nie dotknął ani razu łodzi, nie odpoczywał, nie spał, płynął ruch za ruchem cały dzień
- relacjonował Marcin Cieślak z Purely Athletic. Największym problemem w trakcie takiej trasy jest skrajne niewyspanie.
- W takim wyzwaniu kryzysy są nieuniknione. Szczególnie te związane z brakiem snu. Druga nieprzespana noc, w głowie kumulują się toksyny, często występują halucynacje i to właśnie one były powodem tego, że Bartek czasami tracił świadomość i kontakt z rzeczywistością. Natomiast ekipa tak profesjonalnie podeszła do całego wyzwania pod kątem diety, wcześniejszego przygotowania, treningu, że zostało to ograniczone do minimum
- tłumaczy Cieślak.
Zmagania Kubkowskiego z Bałtykiem trwały od 2022 roku. Każde kolejne podejście dawało mu nowe doświadczenie i przybliżało do końcowego triumfu. Bardzo blisko był już podczas jednej z wcześniejszych prób, gdy po 53 godzinach w wodzie i przepłynięciu 159 kilometrów stracił świadomość. Musiał wtedy przerwać wyścig zaledwie 11 kilometrów od wybrzeża Polski. Tym razem scenariusz okazał się pomyślny.
Polecany artykuł:
- Przed startem Bartek był wyjątkowo skupiony w porównaniu do wcześniejszych prób. To było też widać jak płynął. Było widać pewność, spokój, profesjonalizm, doświadczenie. To była piąta próba, a on za każdym razem uczył się czegoś nowego. W tej próbie całe doświadczenie zebrał w jedną pulę skupienia i wykorzystał ją skutecznie
- ocenił przedstawiciel Purely Athletic.
To osiągnięcie wymagało miesięcy morderczych treningów. Bartłomiej Kubkowski, który jest już posiadaczem rekordu świata w pływaniu na dystansie 24 godzin, podporządkował swój cały kalendarz temu jednemu celowi.
- Bartek zdecydował się płynąć na początku roku i od tamtego czasu zaangażował się w brutalne treningi, które trwały czasami przez półtora dnia. Zarywał noce, pływał po nocach, chodził na basen na kilkadziesiąt kilometrów. A to tylko część tych przygotowań, bo były też treningi na lądzie, mentalne itp. Ogrom przygotowań, by być tutaj dzisiaj
- dodaje Marcin Cieślak. Od samego początku pływak zaznaczał, że podejmuje ten ogromny wysiłek dla podopiecznych Fundacji Cancer Fighters. Z myślą o nich uruchomiono zbiórkę funduszy trwającą przez całą trasę.
Co ciekawe, w zbliżonym terminie ze Szwecji do polskiego wybrzeża wyruszyła Karolina Szczepaniak. Polska pływaczka, znana ze startów na igrzyskach w Pekinie i Londynie, podjęła swoją drugą próbę przepłynięcia Morza Bałtyckiego. Jej metą ma być plaża w Pobierowie. Podobnie jak Kubkowski, płynie z konkretną intencją - zbiera pieniądze na rehabilitację 14-letniego Piotra Małolepszego.
Wybierz formę na pasku. Stanosky otwiera się z boku, pokazuje cenę i robi z tego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek.