
To miał być zwykły punkt usługowy. Skończyło się na aferze, o której mówiło całe miasto
W czerwcu 2025 roku do mieszkańców Obornik zaczęły docierać pierwsze sygnały, że coś jest nie tak w jednym z punktów usługowych, w którym mieszkańcy mogli opłacić swoje sprawunki. Najpierw pojawiły się ostrzeżenia dotyczące nieopłaconych rachunków. Potem kolejne osoby zaczęły mówić o pieniądzach powierzanych na lokaty, wymianę walut, pośrednictwo przy zakupie samochodów czy organizację wyjazdów. Zamiast zysków i obiecanych usług zostały straty, niedowierzanie i wstyd.
To dochodzenie od początku było inne, niż anonimowe oszustwa internetowe. Nie chodziło o telefon z obcego numeru, fałszywy link, czy oszustwo metodą na wnuczka, której dopuścił się ktoś obcy. To przestępstwo bazowało od początku na znajomości, bliskości i zaufaniu.
Kolejne szokujące fakty ws. afery finansowej. Niektórzy stracili dorobek życia!
Straty liczone w milionach złotych, kredyty zaciągnięte bez wiedzy i zgody klientów, fikcyjne lokaty, nieopłacone rachunki i podrabiane dokumenty bankowe. W Obornikach ruszyło jedno z największych śle...
Młode osoby, samotne matki, emeryci, całe rodziny. Rok później skutki tej sprawy wciąż są realne
Przez ostatnie miesiące do opinii publicznej docierały kolejne historie pokrzywdzonych . Były wśród nich osoby starsze, które odkładały na spokojną starość. Były kobiety i mężczyźni, którzy powierzali oszczędności życia, bo wierzyli, że trafiają do bezpiecznego miejsca. Były też osoby, które podejmowały ważne życiowe decyzje, licząc na pomoc i uczciwe pośrednictwo.
W tej sprawie od początku najmocniej wybrzmiewał nie sam mechanizm oszustwa, ale jego skala społeczna. Obornicka afera finansowa nie uderzyła w jedną grupę. Uderzyła szeroko: w rodziny, seniorów, ludzi po przejściach, osoby w trudnej sytuacji życiowej i tych, którzy po prostu chcieli lepiej ulokować swoje pieniądze. Rok po wybuchu sprawy wiele z tych osób nadal próbuje odbudować swoją codzienność.
Prokuratura po roku: gigabajty danych, kolejne przesłuchania i rozszerzenie zarzutów
Po roku od wybuchu afery śledztwo nadal trwa. Jak przekazała prokuratura, podejrzana nadal przebywa w areszcie. Wcześniejsza decyzja sądu przewidywała możliwość jego opuszczenia po wpłaceniu 500 tys. zł poręczenia majątkowego, jednak wyznaczony termin minął, a kwota nie została wpłacona. Oznacza to, że warunkowe uchylenie aresztu nie doszło do skutku.
Prokuratura mówi obecnie o około 250 pokrzywdzonych i szkodzie szacowanej na około 4 mln złotych. Liczby te od wielu miesięcy praktycznie się nie zmieniają. Wcześniej w przestrzeni publicznej pojawiała się również informacja o ponad 400 osobach, które miały zgłaszać się w związku ze sprawą. Jak jednak wynika z najnowszych informacji prokuratury, dokładne ustalenie liczby pokrzywdzonych i wysokości strat wymaga dalszej, szczegółowej analizy.
– Cały czas trwają przesłuchania pokrzywdzonych, oględziny skrzynek e-mail oraz opinii informatycznych. Mówimy o gigabajtach danych – przekazał 28 lipca 2026 roku prok. Łukasz Wawrzyniak, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Poznaniu. Szczególnie trudne jest ustalenie strat osób, które nie posiadają umów, pokwitowań ani potwierdzeń przelewów.
– Odbywa się to poprzez analizę ujawnionych u podejrzanej plików, dokumentów oraz historii rachunków bankowych – wyjaśnił prokurator. Kolejnym ważnym terminem dla pokrzywdzonych będzie 17 sierpnia. Tego dnia prokurator ma ponownie przesłuchać Katarzynę B., wcześniej rozszerzając przedstawione jej zarzuty. Po przesłuchaniu zapadnie również decyzja, czy prokuratura wystąpi do sądu z kolejnym wnioskiem o przedłużenie tymczasowego aresztowania.
Mec. Bartosz Bednarek: "nadal nie wiadomo, gdzie są pieniądze"
Prokuratura podkreśla, że śledztwo wymaga analizy ogromnej ilości danych, przesłuchiwania kolejnych osób i odtwarzania transakcji, które nie zawsze były dokumentowane. Z perspektywy pokrzywdzonych najważniejsze pytania nadal jednak pozostają bez odpowiedzi.
– Z moich informacji wynika, że nadal nie ustalono, gdzie są pieniądze przekazane Katarzynie B. Nie zabezpieczono także majątku, który mógłby posłużyć chociaż częściowemu zaspokojeniu roszczeń pokrzywdzonych, ani nie ujawniono ewentualnych innych osób współpracujących z podejrzaną. – wylicza mec. Bednarek reprezentujący część osób, które przekazały Katarzynie B. pieniądze na rzekome lokaty w Nest Banku, wskazuje również, że śledztwo jest obszerne i może potrwać jeszcze wiele miesięcy. – Prokuratura kontynuuje postępowanie dowodowe (przesłuchiwanie pokrzywdzonych oraz inne czynności) i przyjmuję, że taki stan rzeczy będzie trwał jeszcze wiele miesięcy. Śledztwo jest bardzo obszerne i jak na razie nie przyniosło rezultatów, w tym tych najbardziej oczekiwanych przez pokrzywdzonych – przekazał adwokat. Jak wygląda sytuacja pokrzywdzonych po roku od wszczęcia dochodzenia?
Udało mi się skontaktować z częścią osób oszukanych przez oskarżoną Katarzynę B. To z nimi rozmawiałam w ubiegłym roku, poznając kulisy sprawy. Ich opinia pozostawia wiele do namysłu.
Nasza sytuacja od ponad roku pozostaje bez zmian, mimo że zostałam przesłuchana już rok temu. Do tej pory nie otrzymaliśmy żadnej rekompensaty finansowej ani jakiegokolwiek realnego wsparcia. Każde dalsze działanie z naszej strony wiąże się natomiast z koniecznością ponoszenia kolejnych kosztów, jak chociażby w przypadku postępowania cywilnego - opowiada jedna z pokrzywdzonych. Bank nadal nie poczuwa się do odpowiedzialności, choć w mojej ocenie istnieją ku temu wyraźne przesłanki. Mam na myśli między innymi brak usunięcia logotypów czy dalsze otrzymywanie materiałów i gadżetów oznaczonych logo banku - kontynuuje. Pokrzywdzona nie kryje również zawodu, jeśli chodzi o samo śledztwo.
Odnoszę wrażenie, że na początku sprawa miała charakter rozwojowy i budziła nadzieję na wyjaśnienie oraz konkretne działania, natomiast obecnie nie dzieje się właściwie nic. W wyniku całej sytuacji straciłam majątek, ale także zaufanie do instytucji zaufania publicznego oraz do banków - dodaje na koniec. Niestety nie jest to odosobniony przypadek. Kolejna z osób również nie pozostawia złudzeń:
Od roku nie zmieniło się nic! Do mnie dwa miesiące temu, czyli po roku czasu, zadzwonił policjant z Poznania żeby umówić się na przesłuchanie, ponieważ twierdził że my, czyli ja, moja mama i siostra, nie byłyśmy w ogóle przesłuchiwane jeszcze… tak współpracują ze sobą Obornicka policja i Poznań… żenada! Przez rok czasu to był jedyny telefon wykonany do mnie związany z tą sprawą… mam wrażenie, że gdyby nie nasz prawnik, to my nic kompletnie byśmy nie wiedzieli o sprawie - opowiada z przejęciem kolejna pokrzywdzona. Przez miesiąc przesłuchali wtedy więcej ludzi niż przez kolejne 11 miesięcy - podkreśla inny zainteresowany. Chociaż jak wskazują, są również świadkowie, którzy do tej pory nie złożyli swoich zeznań.
Razem z mężem, przesłuchiwani byliśmy na samym początku, tylko dlatego że zadzwoniłam i bardzo prosiłam, podkreślając, że chce mieć to już za sobą. Siedziałam na policji ponad 4 godziny, przekazałam setki dokumentów w czterech różnych sprawach, miałam nadzieję że przy takich dowodach to ruszy ...no niestety. Mam wrażenie, że tempo zwolniło w naszej sprawie. Z naszej wiedzy wynika, że nie zostali przesłuchani nawet wszyscy pracownicy oszustki. Najgorsze że czas działa na naszą niekorzyść - słyszymy kolejną pokrzywdzoną osobę.Ponadto śledczy nie wykazują jakiegokolwiek zainteresowania osobami trzecim, które dostawały pieniądze za milczenie albo za bliskie relacje, gdzie otrzymywali pieniądze za nic - opowiada z przejęciem jeszcze ktoś inny. Za tymi słowami stoją ludzie, którzy czekają nie tylko na finał śledztwa, ale przede wszystkim na poczucie, że państwo, wymiar sprawiedliwości i instytucje są w stanie tę historię naprawdę domknąć.
Rok później to wciąż nie jest zamknięty rozdział
Choć od czerwca 2025 roku minął już rok, ta historia nie należy jeszcze do przeszłości. Dla pokrzywdzonych to nadal otwarta rana, a dla śledczych mocno skomplikowane postępowanie, do którego będziemy wracać.
Źródło: Oborniki Nasze Miasto
Wybierz formę na pasku. Stanosky otwiera się z boku, pokazuje cenę i robi z tego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek.