Nidzica była wtedy mniejsza, spokojniejsza, a jej mieszkańcy częściej spotykali się i pomagali sobie nawzajem. Pani Mirosława opowiada o pracy w miejscowej mleczarni, kolejkach w sklepach, zabawach tanecznych i relacjach, których – jak przyznaje – dziś często jej brakuje.
— Jak wyglądała Nidzica w latach 70.? — Była znacznie mniejsza i spokojniejsza niż dziś. Nie jeździło po niej tyle samochodów, a większość mieszkańców znała się przynajmniej z widzenia. Wszędzie można było dojść pieszo. Ludzie częściej spotykali się, rozmawiali i mieli dla siebie więcej czasu.
— Jak trafiła pani do pracy w mleczarni? — Po ukończeniu szkoły szukałam stałego zatrudnienia. Mleczarnia była wówczas jednym z ważniejszych zakładów pracy w okolicy, dlatego postanowiłam spróbować. Udało się i zostałam tam na wiele lat. Pamiętam swój pierwszy dzień pracy, bardzo się stresowałam. Wszystko było dla mnie nowe: obowiązki, ludzie i tempo pracy. Na szczęście starsi pracownicy byli pomocni i cierpliwie tłumaczyli mi, co i jak należy robić.
— Na czym polegały pani obowiązki? — Zajmowałam się przygotowywaniem produktów do pakowania oraz kontrolowaniem ich jakości. Każdy pracownik miał określone zadania, dlatego bardzo ważne były dokładność, odpowiedzialność i dobra współpraca.
— Praca w mleczarni była ciężka? — Tak, zwłaszcza że wiele czynności wykonywało się ręcznie. Zmiany zaczynały się wcześnie rano, a po kilku godzinach człowiek naprawdę czuł zmęczenie. Mimo to nikt szczególnie nie narzekał. Każdy wiedział, że ma stałą pracę i może utrzymać rodzinę. Pomagaliśmy sobie nawzajem i spędzaliśmy razem czas również po pracy. Organizowano spotkania i wspólne wyjazdy. Można powiedzieć, że byliśmy jak jedna wielka rodzina.
— Co najbardziej zapadło pani w pamięć z tamtych lat? — Przede wszystkim ludzie. Dużo się razem śmialiśmy, wspieraliśmy się i wiedzieliśmy, że możemy na sobie polegać. To były relacje, których dzisiaj często brakuje.
— Jak wyglądało codzienne życie mieszkańców Nidzicy? — Żyło się spokojniej. Po pracy wracało się do domu, zajmowało rodziną i spotykało z sąsiadami. Wieczorami ludzie spacerowali po mieście albo odwiedzali znajomych. Nie było tylu atrakcji co dziś, ale potrafiliśmy cieszyć się ze wspólnie spędzanego czasu. Chodziliśmy na zabawy taneczne, festyny i wydarzenia organizowane przez dom kultury. Dużą radość sprawiały nam także zwykłe spotkania przy herbacie z rodziną czy sąsiadami.
— Pamięta pani kolejki w sklepach? —Oczywiście. Zdarzało się długo czekać na różne produkty, bo nie wszystko było dostępne od ręki. Ludzie pomagali sobie jednak i przekazywali informacje, gdzie akurat coś „rzucili”. Jeżeli ktoś dowiedział się, że w sklepie pojawił się poszukiwany towar, szybko mówił o tym innym.
— Nidzica bardzo się od tamtego czasu zmieniła? — Bardzo. Powstały nowe osiedla, drogi i sklepy. Miasto jest większe i nowocześniejsze, ale dawniej miało swój wyjątkowy klimat. Mam wrażenie, że ludzie byli wtedy sobie bliżsi.
— Za czym najbardziej pani tęskni? — Za spokojem i życzliwością. Nie mieliśmy tyle co dzisiaj, ale bardziej cieszyliśmy się z małych rzeczy. Częściej byliśmy razem i mieliśmy dla siebie więcej czasu.
— Czego chciałaby pani życzyć młodemu pokoleniu? — Żeby doceniało ludzi wokół siebie, szanowało swoją pracę i pamiętało o historii miejsca, w którym żyje. To właśnie historia tworzy naszą tożsamość. Mam nadzieję, że moje wspomnienia pomogą młodym ludziom choć trochę wyobrazić sobie, jak wyglądało życie w Nidzicy kilkadziesiąt lat temu.
Weronika Lewandowska
Obserwuj nas na Google News
Wybierz formę na pasku. Stanosky otwiera się z boku, pokazuje cenę i robi z tego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek.