Nie będę pisał o finale Mundialu, w którym po raz pierwszy w dziejach futbolu zagrały reprezentacje krajów mówiących po hiszpańsku. Zdarzały się wcześniej ze dwa razy finały latynoamerykańskie, ale grały w nich reprezentacje państw dwóch różnych języków: portugalskiego (Brazylia) i hiszpańskiego (Urugwaj). Było tak dwa razy i... zawsze wygrywali ci, których oficjalnym językiem jest mowa Pablo Picasso, Salvadora Dali, Miguela de Cervantesa i - fakt jest faktem - generała Franco. Nie chcę też pisać o meczu o trzecie miejsce, którego nie chciały oba kraje, których zespoły w nim walczyły.
A potem zaserwowały nam dziesięć goli, co jest nie tylko rekordem tego Mundialu, ale w ogóle pojedynków o trzecie miejsce. Dla przykładu, gdy Biało-Czerwoni walczyli o podium piłkarskich mistrzostw świata grali w meczu, gdzie padł tylko jeden gol (wygrana z Brazylią 1-0 w roku 1974 w ówczesnej Niemieckiej Republice Federalnej) oraz w spotkaniu, gdzie padło ich aż pięć (3-2 z Francją
Wybierz formę na pasku. Stanosky otwiera się z boku, pokazuje cenę i robi z tego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek.