Naruszenie polskiej przestrzeni powietrznej przez niezidentyfikowany obiekt wywołało polityczną dyskusję. Przedstawiciele rządu podkreślają, że służby działały zgodnie z procedurami i były gotowe do reakcji, natomiast politycy opozycji domagają się dodatkowych wyjaśnień i pytają o decyzje podjęte w
Spis treści
Naruszenie polskiej przestrzeni powietrznej przez niezidentyfikowany obiekt wywołało polityczną dyskusję. Przedstawiciele rządu podkreślają, że służby działały zgodnie z procedurami i były gotowe do reakcji, natomiast politycy opozycji domagają się dodatkowych wyjaśnień i pytają o decyzje podjęte w trakcie incydentu.
Noc z środy na czwartek była jedną z najbardziej napiętych dla polskiej obrony powietrznej w ostatnim czasie. W trakcie zmasowanego rosyjskiego ataku rakietowego na zachodnią Ukrainę polskie systemy wykryły obiekt, który wleciał w przestrzeń powietrzną Polski.
Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych poinformowało, że wcześniej narodowe i sojusznicze systemy rozpoznania wykryły intensywną aktywność rosyjskiego lotnictwa dalekiego zasięgu. W związku z zagrożeniem podwyższono gotowość bojową polskich i sojuszniczych środków obrony powietrznej.
W powietrzu znalazły się m.in. dyżurne pary myśliwców oraz samolot wczesnego ostrzegania. Polskie radary obserwowały kilkanaście pocisków operujących nad zachodnią Ukrainą, z których część ze względu na kierunek lotu mogła stanowić zagrożenie dla Polski.
Najbliżej polskiej granicy jeden z obiektów znalazł się około godziny 3.29. Zbliżył się na odległość około 5 kilometrów, po czym zmienił kierunek i skierował się na wschód.
Kilka minut później doszło jednak do naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej.
– O godz. 3.40 w polskiej przestrzeni powietrznej wykryto niezidentyfikowany obiekt poruszający się w kierunku zachodnim. W celu jego rozpoznania i przechwycenia w rejon skierowano dyżurny myśliwiec F-16 – przekazało Dowództwo Operacyjne RSZ.
O godz. 3.46 obiekt zniknął ze wskazań radarów, zanim udało się go jednoznacznie zidentyfikować. W rejon ostatniego wskazania skierowano śmigłowiec Mi-24. Załoga odnalazła prawdopodobne miejsce upadku w terenie niezabudowanym w pobliżu miejscowości Tarnawa-Kolonia w województwie lubelskim.
Na miejscu pracują służby oraz wojsko. Teren został zabezpieczony, a prowadzone są działania mające ustalić dokładny rodzaj obiektu.
Tusk: wszystko wskazuje na rosyjski pocisk CH-101
W Lublinie zebrał się specjalny zespół koordynacyjny z udziałem premiera Donalda Tuska, wicepremiera i ministra obrony narodowej Władysława Kosiniaka-Kamysza, ministra spraw wewnętrznych i administracji Marcina Kierwińskiego oraz przedstawicieli służb.
Premier poinformował, że obecnie najbardziej prawdopodobna wersja zakłada, iż był to rosyjski pocisk CH-101.
– Jak na razie wszystko na to wskazuje, że mamy do czynienia z pociskiem balistycznym CH-101, rosyjskim, ale też nie wyprzedzamy efektów szczegółowego badania – powiedział Tusk.
Szef rządu podkreślił, że wojsko było przygotowane do zestrzelenia obiektu, gdyby ten kontynuował lot.
– Byliśmy gotowi do zestrzelenia tej rakiety w przypadku, gdyby kontynuowała swój lot – zaznaczył.
Według premiera pocisk spadł w miejscu niezabudowanym, dlatego nie doszło do ofiar ani zniszczeń. Podkreślił również, że służby zadziałały bardzo szybko.
MON: wszystkie systemy były gotowe
Minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz przekazał, że przygotowania do odparcia zagrożenia rozpoczęły się jeszcze przed północą.
– Uruchomiono zarówno krajowe, jak i sojusznicze służby związane z ochroną polskiej przestrzeni powietrznej – mówił.
W gotowości były m.in. polskie F-16, samoloty rozpoznawcze, śmigłowce Mi-24 oraz naziemne systemy obrony powietrznej.
Szef MON zaznaczył, że trwa identyfikacja obiektu i analiza wszystkich zabezpieczonych elementów.
– Największe prawdopodobieństwo jest takie, że to jest pocisk CH-101, których kilkadziesiąt wystrzelono tej nocy nad terytorium Ukrainy – powiedział, zastrzegając, że hipoteza wymaga potwierdzenia.
Podkreślił również znaczenie współpracy ze stroną ukraińską oraz sojusznikami NATO.
Prezydent na bieżąco informowany
Do sprawy odniósł się również prezydent Karol Nawrocki, który – jak przekazał szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Bartosz Grodecki – od wczesnych godzin porannych pozostaje w kontakcie z najważniejszymi przedstawicielami rządu i wojska.
Prezydent otrzymuje bieżące informacje dotyczące naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej i jest w stałym kontakcie z premierem Donaldem Tuskiem oraz wicepremierem, ministrem obrony narodowej Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem. BBN utrzymuje także kontakt z dowództwami Sił Zbrojnych RP oraz służbami zaangażowanymi w wyjaśnianie zdarzenia.
– Do Dyżurnej Służby Operacyjnej BBN spływają meldunki m.in. od Dowództwa Operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych oraz Rządowego Centrum Bezpieczeństwa – przekazał Grodecki.
Jak podkreślił, Biuro Bezpieczeństwa Narodowego oczekuje teraz „precyzyjnych i szczegółowych informacji dotyczących całego przebiegu zdarzenia”. Przedstawiciel BBN udał się również na miejsce, gdzie zlokalizowano prawdopodobne miejsce upadku obiektu w pobliżu Tarnawy-Kolonii na Lubelszczyźnie.
Sprawa wywołała polityczne reakcje
Incydent związany z naruszeniem polskiej przestrzeni powietrznej wywołał reakcję polityków opozycji. Zarówno Prawo i Sprawiedliwość, jak i Konfederacja domagają się szczegółowych informacji dotyczących przebiegu zdarzenia oraz działań podjętych przez służby.
Klub Prawa i Sprawiedliwości zapowiedział złożenie wniosku o uzupełnienie porządku obrad Sejmu o informację premiera Donalda Tuska w sprawie wydarzeń na Lubelszczyźnie. Szef klubu PiS Mariusz Błaszczak przekazał, że rząd powinien przedstawić pełne wyjaśnienia zarówno parlamentarzystom, jak i opinii publicznej.
– Polacy mają prawo wiedzieć: co spadło na terytorium Polski, dlaczego nie zneutralizowano obiektu, jeśli było to możliwe, oraz dlaczego mieszkańcy zostali pozostawieni bez rzetelnej informacji – napisał Błaszczak.
Jego zdaniem kwestie bezpieczeństwa państwa wymagają przejrzystej komunikacji i jasnych odpowiedzi ze strony władz. Podkreślił, że w sytuacji naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej nie może być miejsca na niepewność informacyjną.
Do sprawy odniósł się również poseł Konfederacji Grzegorz Płaczek, który skrytykował działania rządu i wojska. W swoim komentarzu zwrócił uwagę na czas, jaki upłynął od wykrycia obiektu do jego upadku na terenie województwa lubelskiego.
Polityk wskazywał, że obiekt został wykryty o godz. 3.40, a sześć minut później zniknął z radarów. Jego zdaniem konieczne jest wyjaśnienie, dlaczego nie doszło do jego neutralizacji.
– Przez 6 minut nad głowami Polaków leciał najprawdopodobniej pocisk, który ostatecznie spadł niezestrzelony – komentował Płaczek, oceniając, że sytuacja wymaga szczegółowej analizy.
Przedstawiciele opozycji podkreślają, że po zdarzeniu konieczne jest przedstawienie opinii publicznej pełnego przebiegu wydarzeń oraz informacji dotyczących procedur bezpieczeństwa.
Co wiadomo obecnie?
obiekt został wykryty nad ranem w polskiej przestrzeni powietrznej,
poderwano myśliwiec F-16,
miejsce upadku znaleziono koło Tarnawy-Kolonii,
nikt nie został poszkodowany,
trwają badania mające potwierdzić rodzaj obiektu,
według premiera najbardziej prawdopodobny jest rosyjski pocisk CH-101.
Źródło: WM.pl (Wolne Media / Grupa WM)
Wybierz formę na pasku. Stanosky otwiera się z boku, pokazuje cenę i robi z tego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek.