Artykuł opowiada o początkach pięcioletniej niewoli Gabriela Noury’ego. Jego koszmar rozpoczął się od sytuacji, w której Niemiec celował mu prosto w głowę, co zapoczątkowało długi okres uwięzienia.
Najpierw ukrył się przed bombardowaniem w piwnicy. Chwilę później patrzył w lufę niemieckiego rewolweru, a potem biegł w stronę francuskich czołgów, które – jak się okazało – także dostały się do niewoli. W trzecim odcinku cyklu „Diem Perdidi” Tomasz Bojanowski sięga do kolejnych zapisków Gabriela Noury’ego i pokazuje dzień, w którym francuski żołnierz uniknął śmierci, stracił wolność i rozpoczął marsz przez Belgię w głąb okupowanej Europy.
Niemiec mierzył mu prosto w głowę. Tak zaczęło się pięć lat niewoli Gabriela Noury’ego.
Data: Piątek, 2026-07-31 08:25:20
DIEM PERDIDI #3 Jeniec wojenny (17 maja 1940 – 19 maja 1945) 17 maja, w imieniny Julii (narzeczona Gabriela), po raz kolejny uniknąłem śmierci – najpierw w lesie Morman, a później na polach w Aulnoye. W wiosce Berlaimont zostało nas już tylko trzech francuskich żołnierzy: porucznik-major, mój kolega Raymond Milcent i ja. Ścigani przez bombardowania, schroniliśmy się w piwnicy jednego z domów. Słychać było, jak armaty niszczą budynek po budynku. Mówiliśmy sobie: „za chwilę nasza kolej”. Ukrywało się tam z nami również trzech lub czterech cywilów, którzy nie zdążyli uciec.
Nagle nastała cisza – bombardowanie ustało. Uff! Po pewnym czasie, słysząc hałas na zewnątrz, chciałem sprawdzić, co się dzieje i ostrożnie wyszedłem z piwnicy. Nagle stanąłem twarzą w twarz z Niemcem, który z rewolwerem w dłoni celował mi prosto w głowę!
Wtedy, skokiem, o jaki nigdy bym siebie nie podejrzewał, dosłownie zanurkowałem głową naprzód z powrotem do piwnicy, padając jak długi na ziemię pośród pozostałych! Kazano nam wychodzić po kolei. Wyszedłem pierwszy. Gdy trafiłem na ulicę, na chodniku naprzeciwko dostrzegłem niemieckiego żołnierza, który brał mnie na cel swojego karabinu. Myślałem, że wybiła moja ostatnia godzina! Na szczęście krótki rozkaz oficera powstrzymał gest żołnierza.
Uff! Wtedy zacząłem biec sam aż na koniec ulicy, ponieważ dostrzegłem przejeżdżającą kolumnę francuskich czołgów z trójkolorową kokardą. Gdy do nich dotarłem, przeżyłem bolesne rozczarowanie – oni również byli jeńcami! W nieświadomym odruchu, który mógł mnie drogo kosztować, chwyciłem manierkę wiszącą u pasa Niemca stojącego przy czołgu i wypiłem łyk... sznapsa, ku jego ogromnemu zdziwieniu. Nic mi jednak nie zrobił, stwierdził tylko: „Sie sind ein Gefangener!” („Jesteś jeńcem!”).
Porucznik-major i mój kolega wkrótce do mnie dołączyli. Stało się: byliśmy w niewoli. To naprawdę dziwne uczucie. Zgrupowani z wieloma innymi francuskimi żołnierzami, tworzyliśmy żałosną kolumnę – zgnębieni, z rozpaczą w duszy i całkowicie pozbawieni energii.
Maszerowaliśmy bez końca w stronę Belgii: przez Beaumont, Philippeville i Dinant (mimo smutku i rosnącego zmęczenia podziwiałem to ładne miasto nad brzegami Mozy). Później, po wyczerpujących marszach, dotarliśmy do Rochefort i Hadamar. Tam udzielono nam podstawowej pomocy medycznej. W moim przypadku opatrzono kilka ran od odłamków bomby na kolanie oraz liczne pęcherze na stopach – było bardzo gorąco, a maszerowałem w gumowych butach, więc możecie sobie wyobrazić mój stan!
W tym maju panowały takie upały, że podczas marszu szybko nabierało się do manierek wodę z kałuż, w których leżały martwe krowy. Nie myśląc o skażeniu, marzyło się tylko o ugaszeniu pragnienia, mimo że zapach był potworny. Wbrew temu, czego można się było spodziewać, traktowano nas – jak na razie – po ludzku, bez wyniosłości i nienawiści. Źródło: http://clemenceaudupetitmoulin.centerblog.net/6573379-diem-perdidi-3
Obóz jeniecki Stalag I B Hohenstein, Królikowo, obecnie obok Olsztynka, dawne Prusy Wschodnie, położony w województwie warmińsko-mazurskim, Polska.
Wybierz formę na pasku. Stanosky otwiera się z boku, pokazuje cenę i robi z tego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek.