1. RAK
  2. ›
  3. rak muzgu

Sekcje i wydania

  • rak muzgu
  • Polska (kraj)
  • Polska
  • Świat
  • Wojsko
  • InfluShit
  • Biznes
  • Rolnictwo
  • Black Mirror
  • Sport
  • Zdrowie
  • Dom i Kuchnia
  • Motoryzacja
  • Kultura
  • Rozrywka
  • Kuchnia
  • Prawo
  • Podroze
  • Pogoda
  • Dolnośląskie
  • Kujawsko-pomorskie
  • Lubelskie
  • Lubuskie
  • Łódzkie
  • Małopolskie
  • Mazowieckie
  • Opolskie
  • Podkarpackie
  • Podlaskie
  • Pomorskie
  • Śląskie
  • Świętokrzyskie
  • Warmińsko-mazurskie
  • Wielkopolskie
  • Zachodniopomorskie
    RAKGURUGURU
    Historia organów w Sępopolu ze śledztwem w tle

    Historia organów w Sępopolu ze śledztwem w tle

    0przeszczepów
    2351odsłon
    Warmińsko-mazurskie

    W niedzielę 26 lipca świętowałam imieniny Anny. Uroczystość rozpoczęła się jednak niecodziennie, ponieważ solenizantka zaprosiła mnie na mszę świętą do kościoła św. Michała Archanioła Sępopolu, a po liturgii na prezentację organów i koncert Marcina Mackiewicza, znanego polskiego organisty i pianisty z Ośrodka Chopinowskiego w Szafarni.

    Wcześniej Anna wspomniała mi, że tego dnia zabrzmi instrument po bardzo poważnych naprawach. Nie znałam wcześniej historii tych organów. A tu okazało się, że za tym instrumentem, w małym miasteczku na rubieżach Polski, kryje się piękna perełka do opowiedzenia. Jedna z historii, które najbardziej lubię - z pasją i determinacją. Historia pełna plot twistów, w której obecne są poszukiwania, wyjazdy do Niemiec, badanie starych dokumentów, błędnie niegdyś odczytane nazwisko, pomyłki historyczne, piszczałki uratowane przed złomowaniem i organista-pasjonat, który przez kilka miesięcy prowadził prawdziwe śledztwo dotyczące instrumentu, który był pod jego opieką. I tę właśnie opowieść o sępopolskich organach chciałabym zachować od niepamięci.

    Perypetie sępopolskiego instrumentu

    Organy w Sępopolu powstały w 1859 roku. Są to organy mechaniczne zarówno w trakturze, jak i rejestracji. Posiadają 2 manuały po 49 klawiszy i klawiaturę nożną 27 klawiszy. W sumie posiadają 1220 piszczałek. Jest to instrument średniej wielkości z 2 głosami języczkowymi i 2 głosami wielochórowymi (po jednym na każdy manuał). Zbudował je znakomity berliński organmistrz Carl August Buchholz, pracujący wtedy razem z synem. Zachowały się części mechanizmu, system powietrzny oraz cenne drewniane piszczałki basowe. To one właśnie dają instrumentowi ten najważniejszy, głęboki fundament. Przez kolejne dziesięciolecia organy były naprawiane i przerabiane. Instrument mocno ucierpiał w czasie wojny w wyniku barbarzyńskiego ich potraktowania przez Armię Czerwoną. Po wojnie zaś brakowało materiałów, pieniędzy i dostępu do dobrych elementów. Wstawiano więc piszczałki wykonane z tego, co udało się zdobyć. Pojawiły się piszczałki cynkowe zamiast cynowych, elementy niskiej jakości, rozwiązania prowizoryczne, a według relacji osób pracujących przy instrumencie nawet rury przypominające fragmenty instalacji rynnowej. Organista Marcin Mackiewicz ujął to podczas koncertu bardzo obrazowo. Przypomniał realia minionej epoki, w której zamiast czekolady sprzedawano wyroby czekoladopodobne. Podobnie działo się z organami. Instrument grał, lecz część jego głosów miała charakter zamienników. Wysokie rejestry stały się ostre, piskliwe i niespójne. Drewniane piszczałki zaatakowały szkodniki.

    Od pomysłu do wykonania

    Prac przy instrumencie podjął się organista Krzysztof Łuszczyk, który zaproponował radzie parafialnej uczczenie obchodzonej w 2026 roku rocznicy osiemdziesięciu lat pobytu księży salezjanów w Sępopolu - remontem organów i przywróceniem ich w pełni do używalności. Na co, na szczęście, otrzymał zgodę. Trudno jednak nazwać jego wysiłki zwykłą naprawą. Pomysłodawca projektu sam określił kilka miesięcy swoich działań jako „pracę detektywistyczną”. Trzeba było bowiem dziesięciu miesięcy badań i analiz, aby mieć pełną wiedzę jak ma wyglądać remont instrumentu. Pan Krzysztof musiał rozpoznać każdą jego warstwę. Ustalał, co pochodzi z warsztatu Buchholza, co dodano po wojnie, które części można uratować, a które trzeba usunąć. Oglądał piszczałki, analizował ich budowę, materiał, sposób wykonania i miejsce w całej konstrukcji. Pierwsze samodzielne prace organista podjął po Wielkanocy, które były kontynuowane do teraz. W rozmowie pan Krzysztof podkreślił jednak, że to nie koniec dzieła - „Jest jeszcze sporo do zrobienia od strony estetyki instrumentu. Należy przywrócić oryginalny kolor pulpitu, zmiany nakładek w klawiaturze z PCV na heban, wykonanie oznakowania manubriów (nazwy głosów), ponieważ obecnie są tymczasowe naklejki.” Warto wspomnieć, że pełną rekonstrukcję organów przez firmę organmistrzowską pan Krzysztof szacuje na około…pół miliona złotych. Tymczasem wydano na remont około 27500 zł, nie licząc wkładu pracy pana Krzysztofa, czyli około trzystu roboczogodzin.

    Kanossa czy Kamossa

    Najbardziej jednak zaskakująca okazała się historia szafy organowej, czyli drewnianej obudowy widocznej na chórze. W opracowaniach i materiałach internetowych przez lata powtarzano informację, że wykonała ją firma „Kanossa”. Tyle że takiej firmy nie udało się odnaleźć. Pewnej zimy jednak do księdza proboszcza napisał człowiek szukający śladów swojego praprzodka, pruskiego rzemieślnika. Był przekonany, że jego krewny mógł być budowniczym całych organów w Sępopolu. Korespondencja doprowadziła do nazwiska Ferdinand Kamossa. Wtedy zagadka zaczęła się wyjaśniać. „Kanossa” okazała się najprawdopodobniej błędnie odczytanym nazwiskiem „Kamossa”. Ferdinand Kamossa natomiast był znanym w całym regionie budowniczym fortepianów z Królewca. Szafa organowa w Sępopolu mogła być jednym z jego pierwszych większych dzieł. Przy okazji wyszło, że wielce prawdopodobnym jest, że i mój fortepian z Królewca, pochodzi z jego właśnie firmy. Ta informacja zmieniła spojrzenie na cały instrument. Okazało się, że za jego brzmienie odpowiada Buchholz. Drewnianą oprawę wykonał młody Kamossa. A po wielu latach dołączyły do niego piszczałki firmy Steinmeyer. W jednym instrumencie spotkały się więc trzy ważne nazwiska związane z niemieckim budownictwem instrumentów.

    Z benedyktyńską cierpliwością

    Krzysztof Łuszczyk usuwał więc cierpliwie kolejne ślady powojennych przeróbek. W pewnym miejscu na oryginalną konstrukcję naklejono deski z pojedynczym otworem w rzędzie. Po ich zestruganiu odsłonił się pierwotny układ zaprojektowany przez Buchholza. Dwa rzędy na dole, trzy u góry. Pozwoliło to odbudować wielochórowy głos Progressio. W organach taki głos składa się z kilku rzędów piszczałek brzmiących jednocześnie. Daje instrumentowi siłę, jasność i bogactwo alikwotów. Źle wykonany potrafi razić ostrym dźwiękiem. Dobrze zbudowany tworzy szerokie, mocne brzmienie, zachowując jego przejrzystość. Do odbudowy instrumentu wykorzystano prawie stuletnie piszczałki firmy Georga Friedricha Steinmeyera. Pochodziły one z likwidowanego kościoła Aniołów Stróżów w Norymberdze. Groziło im zezłomowanie. Sępopolskiemu organiście udało się dwukrotnie wybrać do Norymbergii, kupić najbardziej wartościowe głosy i przewieźć je samochodem typu kontener, pożyczonym od parafian - państwa Kucharskich, do Sępopola. Część piszczałek pasujących do koncepcji odnowionych organów, których nie było w Norymberdze, pan Krzysztof zakupił w lubelskiej firmie demontującej i sprowadzającej instrumenty do Polski z zachodu, które osobiście przywiózł własnym autem, przygotowując wcześniej odpowiednie skrzynie do transportu. Za takim zadaniem, jak widać, kryje się ogrom pracy. Trzeba było śledzić ogłoszenia, sprawdzać stan piszczałek, porównywać ceny, organizować transport i pilnować, aby zmieścić się w zebranej kwocie, która z nóg nie powalała, biorąc pod uwagę skromne możliwości finansowe maleńkiej sępopolskiej parafii. Krzysztof Łuszczyk liczył każdą złotówkę przekazaną przez parafian i darczyńców, aby wykonać jak najwięcej prac. Jednak efekt tych wysiłków okazał się spektakularny. Po koncercie ks. Marek Dzięgielewski, proboszcz parafii, podziękował za te starania bardzo konkretnie: „Wspominałem wyjazdy do Niemiec, parokrotnie do południowej Polski po piszczałki. Pan Krzysztof szukał najtańszych, ale wysokiej jakości, żeby się w tej kwocie zmieścić, żeby to był jak najlepszy instrument”. Proboszcz podziękował też wiernym: „Zostało mi jeszcze raz Państwu podziękować za każdy datek, Mistrzowi za piękny koncert, panu Krzysztofowi za cały trud”. Te słowa dobrze pokazują sposób prowadzenia całego przedsięwzięcia. W Sępopolu nie mieli wielkiego budżetu, ale zbieranie datków parafian, pomoc konkretnych osób, użyczone samochody, samodzielne wyprawy po piszczałki, długie poszukiwania i setki decyzji podejmowanych przy instrumencie, przyczyniły się do tego, że organy zostały uratowane.

    Cudowne brzmienie

    Marcin Mackiewicz znał sępopolskie organy sprzed rozpoczęcia tych prac. Grał na nich dwa lata wcześniej. Podczas niedzielnego koncertu wrócił do tamtej pierwszej wizyty: „Miałem okazję grać na nich dwa lata temu i powiem szczerze: kiedy pojawiłem się na próbie, to po prostu powaliło mnie ich cudowne brzmienie”. Jakkolwiek w prywatnej rozmowie po koncercie zaznaczył, że „instrument wymaga jeszcze doszlifowania brzmienia pod względem intonacji”. Dalej mówił o głębokich tonach, szerokiej gamie alikwotów oraz o dźwiękach „błyszczących, krystalicznych u góry”. W jego wypowiedzi słyszałam uznanie muzyka, który dobrze zna możliwości historycznych instrumentów i potrafi ocenić efekty wykonanych prac. Artysta szczególne słowa skierował do sępopolskiego organisty: „Wielki szacunek dla Krzysztofa Łuszczyka, którego mogę nazwać swoim przyjacielem po fachu, za podjęcie tego trudu”. Dziękował także parafianom: „Dzięki wspaniałej pracy, dzięki Państwa ofiarności słyszycie dzisiaj ten instrument w brzmieniu wspaniałym”. Koncert wykonany przez Marcina Mackiewicza pokazał pełnię możliwości organów. Zabrzmiały najcichsze głosy, subtelne flety, chorały prowadzone w różnych barwach, głębokie tony basowe oraz potężne brzmienie całego instrumentu, wypełniające wnętrze gotyckiego kościoła. Program prowadził od Jana Sebastiana Bacha, przez Mieczysława Surzyńskiego, po Louisa Vierne’a. Każdy z tych kompozytorów wymaga od instrumentu innego rodzaju brzmienia, co w swej grze - po mistrzowsku - pokazał zaproszony artysta.

    Wielki finał

    Siedząc w kościele, myślałam o parafiach, w których stoją stare organy. Czasami grają coraz słabiej. Czasami są naprawiane doraźnie. Czasami nikt już nie wie, kto je zbudował, które części są oryginalne i jaka historia kryje się pod warstwami późniejszych przeróbek. Historia z Sępopola pokazuje od czego można zacząć. Od człowieka, który zna instrument i chce poznać jego historię. Od dokładnych oględzin. Od archiwów, korespondencji i rozmów. Od sprawdzenia każdego nazwiska. Od zabezpieczenia starych piszczałek. Od szukania dobrych elementów w cenie możliwej do udźwignięcia. Od wspaniałomyślnej zbiórki prowadzonej z jasno określonym celem. W Sępopolu wszystko zaczęło się od organisty, który podjął się pracy wymagającej wiedzy, czasu i wyjątkowej cierpliwości. Potem dołączyli proboszcz, parafianie, darczyńcy i osoby pomagające w zakupach oraz transporcie. Efekt zabrzmiał 26 lipca podczas koncertu. Organy z 1859 roku znów mają szeroką paletę barw. Mogą służyć podczas liturgii, być wykorzystywane jako instrument koncertowy oraz przyciągać do Sępopola muzyków i słuchaczy zainteresowanych muzyką organową. Warto opowiadać tę historię, ponieważ może ona trafić do proboszcza, organisty albo parafianina, który codziennie spogląda na stary instrument stojący na kościelnym chórze i zastanawia się, czy można jeszcze przywrócić mu dawną wartość. W takiej sytuacji warto skontaktować się z panem Krzysztofem Łuszczykiem i przyjechać do Sępopola. Z pewnością udzieli potrzebnych wskazówek, opowie o kolejnych etapach prac i podzieli się doświadczeniem zdobytym także podczas wcześniejszych projektów związanych z rekonstrukcją zabytkowych instrumentów. W Sępopolu wszystko zaczęło się od decyzji, by dokładnie zbadać organy, odnaleźć ich historię, poszukać odpowiednich części i rozpocząć prace. Tak rozpoczęła się „detektywistyczna” opowieść, której finał zabrzmiał podczas niedzielnego koncertu.

    Zdzisława Kobylińska

    Obserwuj nas na Google News

    Stanosky odwala robotę

    Zrób z tego przeszczep

    Wybierz formę na pasku. Stanosky otwiera się z boku, pokazuje cenę i robi z tego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek.

    Przeszczep RAKa3 żet.dostajesz tekstFIKCJA