Upadek rosyjskiej rakiety na Lubelszczyźnie ujawnił problemy z systemem ostrzegania mieszkańców. Choć procedury zadziałały, w części powiatów alarmy nie zostały uruchomione. Wojewoda lubelski Krzysztof Komorski przyznał, że zawiódł przede wszystkim czas reakcji i czynnik ludzki. Teraz mają pojawić się zmiany, które usprawnią podejmowanie decyzji w sytuacjach kryzysowych. Rosyjska rakieta spadła na teren województwa lubelskiego, ale nie we wszystkich miejscach mieszkańcy usłyszeli syreny alarmowe. Sprawa wywołała falę pytań o skuteczność systemu ostrzegania ludności. Do sytuacji odniósł się wojewoda lubelski Krzysztof Komorski, który wskazał, że problemem nie były obowiązujące procedury, lecz sposób ich realizacji.
– Czynnik ludzki może być słabszym elementem powiadamiania o zagrożeniu – powiedział wojewoda. Jak tłumaczył, w sytuacjach kryzysowych znaczenie mogą mieć naturalne reakcje człowieka, takie jak chwila zawahania czy potrzeba dodatkowej konsultacji.
Według Komorskiego od momentu wykrycia zagrożenia do przekazania informacji powiatom minęło zbyt dużo czasu. Jego zdaniem system zadziałał, ale decyzje na pewnym etapie nie zostały podjęte wystarczająco szybko.
Nie wszędzie rozległy się alarmy
Wojewoda poinformował, że na terenie Lubelszczyzny syreny alarmowe uruchomiło siedem powiató
Źródło: WM.pl (Wolne Media / Grupa WM)
Ten artykuł to guz. Jeden klik i Stanosky robi z niego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek. Cena w żetonach stoi na kaflu.