![Dlaczego Litwa staje po stronie Ukrainy, gdy Polska mówi o Wołyniu? [NASZ WYWIAD]](https://etbqmwshkzabnrehgtcd.supabase.co/storage/v1/object/public/article-imports/wire/wire-dlaczego-litwa-staje-po-stronie-ukrainy-gdy-polska-mowi-o-wolyniu-nasz-wywi/b98d72befd2c6ae5.jpg)
O tym, dlaczego litewskie elity znacznie łatwiej identyfikują się z ukraińską niż polską polityką historyczną, jak na Litwie postrzegana jest II Rzeczpospolita, co Polacy mieszkający na Wileńszczyźnie wiedzą o zbrodni wołyńskiej oraz jakie miejsce Polska naprawdę zajmuje w polityce Wilna – rozmawiamy z Karolem Kaźmierczakiem, Polakiem mieszkającym na Litwie, publicystą i redaktorem portalu Kresy.pl.
Barbara Mikulska-Rola (B.M.-R.): Według relacji dotyczących prac w Parlamencie Europejskim to właśnie przedstawiciele państw bałtyckich, przede wszystkim Litwy, mieli najmocniej sprzeciwiać się polskiej inicjatywie potępienia kultu UPA. Dlaczego Litwa w tak fundamentalnej dla Polski sprawie staje po stronie stanowiska korzystnego dla Ukrainy, a nie Polski?
Karol Kaźmierczak (K.K.): Kompletnie mnie to nie zaskoczyło. Kilka lat temu portret Bandery pojawił się nawet w oficjalnym litewskim piśmie. Nastroje litewskiej elity politycznej są wybitnie proukraińskie. Każdy, kto przejdzie się po Wilnie, zauważy, że nadal ukraińskie flagi w wielu miejscach urzędowych wiszą. Wisiały na trybunie litewskiego parlamentu, wisiały na fasadzie Pałacu Prezydenta Litwy. Więc to nastawienie jest bardzo silne. Ono wynika oczywiście z panicznego lęku przed Rosją i z kalkulacji, że to Ukraina jest w tej chwili tym polem bitwy, które Rosję ściera. Oczywiście to jest jeden z powodów.
Ale jest też dużo głębsze podłoże. Po pierwsze, Litwini odnajdują się nieco poprzez swoją historiografię i swoją politykę historyczną, per analogiam, z Ukraińcami. Dla nich II Rzeczpospolita jest wrogiem i okupantem. Termin „okupacja Litwy Wschodniej”, „okupacja Wilna i Litwy Wschodniej” - bo Wileńszczyzna w nomenklaturze litewskiej najczęściej jest właśnie tak nazywana - jest zupełnie kluczowym elementem narracji litewskiej. I tak zresztą uczone są dzieci w szkołach. Ja sam widziałem te podręczniki, także w szkołach polskich, podkreślę, bo w tych szkołach obowiązuje ten sam kurs nauki historii. Oczywiście historia jest nauczana po litewsku, bo jest jednym z tych przedmiotów, które muszą być nauczane w języku litewskim.
Widziałem taki podręcznik, bodajże do piątej czy szóstej klasy, gdzie obok siebie były swastyka, godło Związku Radzieckiego i godło Polski. I było pytanie o to, które państwo w jakich czasach stawiało Litwie ultimatum i które okupowało Litwę . Więc to są tego rodzaju porównania.
Oni odnajdują się przede wszystkim w historii oporu antysowieckiego. Jest takie utożsamienie na przykład walki tak zwanych leśnych braci i powojennej UPA z panowaniem radzieckim. A jednocześnie jest ta sama tendencja do maskowania zaangażowania w kolaborację z III Rzeszą. Bo to jest przecież doświadczenie również nacjonalistów ukraińskich, tych, którzy później będą tworzyć UPA. UPA jako takie staje się siłą w polu dopiero wtedy, gdy następuje masowa dezercja ukraińskich Schutzmannów, czyli ukraińskich funkcjonariuszy oddziałów zmilitaryzowanej policji niemieckiej.
Analogicznie przecież było na Litwie. Partycypacja Litwinów zarówno w biurokracji na niższych szczeblach okupacyjnej administracji, jak i w różnego rodzaju niemieckiej policji pomocniczej była szeroka. Jest przecież również karta uczestnictwa w ludobójstwie. Litwini brali udział w organizowaniu gett, a następnie w ich likwidacji. Zresztą warto zauważyć, że do pogromów doszło jeszcze przed wkroczeniem Niemców. 22 czerwca 1941 roku wybucha wojna, Sowieci w popłochu się wycofują i jeszcze przed wejściem Niemców dochodzi do pogromów żydowskich organizowanych przez Litwinów .
Choć dla nas jeszcze ważniejszą sprawą jest zorganizowany udział w ludobójstwie Polaków w Ponarach , gdzie przecież również litewski oddział , pod niemiecką komendą, dokonywał masowych rozstrzeliwań. Więc tutaj mamy z jednej strony konstrukcję pozytywnych mitów w polityce historycznej, a z drugiej te ciemne karty, których oczywiście w oficjalnej polityce historycznej już się tak nie akcentuje. Ich relacja do Polaków i do polskości jest w gruncie rzeczy pod pewnymi względami podobna. Tym łatwiej jest im również identyfikować się z polityką historyczną, jaką uprawia Ukraina.
I faktycznie mogę z łatwością zauważyć, że w zasadzie w społeczeństwie litewskim - mówię tutaj o jego litewskiej części - zdecydowanie jest więcej zrozumienia dla strony ukraińskiej niż polskiej w tym konflikcie o historię, z którym mamy obecnie do czynienia. Nie mówię nawet o politykach, ale na przykład o komentarzach, które można przeczytać na portalach społecznościowych.
B.M-R.: A jak wygląda to wśród Polaków mieszkających na Litwie? Czy istnieje duża różnica między ich spojrzeniem na Wołyń i UPA a podejściem Litwinów?
K.K.: Wydaje mi się, że przede wszystkim jest niska wiedza na temat tych wydarzeń . Bo Polacy o polskiej historii uczą się głównie w organizacjach kulturalnych, nie w szkole. Powiedzieliśmy sobie, że kurs w szkole jest napisany przez Litwinów, nauczany z litewskiego podręcznika i jest taki sam. Oczywiście, jeżeli znajdzie się jakiś inicjatywny nauczyciel, który chce coś od siebie jeszcze dodać, to może w różny sposób pewne rzeczy korygować czy uzupełniać. Natomiast ogólnie ludzie na Litwie bardzo mało wiedzą na ten temat.
To nastawienie, o którym mówiłem, jest po prostu takim czystym odruchem poparcia dla Ukrainy. Coś tam wiemy, że UPA walczyła z Sowietami, a cała reszta nie jest już taka ważna. Nie ma takiej detalicznej wiedzy, można powiedzieć. Natomiast faktycznie u Polaków to się oczywiście różni. Polacy mają bardzo mocno wbudowaną świadomość sprzeciwu wobec okupacji . Przynajmniej w starszych pokoleniach na pewno bardzo dobra jest wiedza o litewskiej kolaboracji, o tym, jak to wyglądało, jest świadomość funkcjonowania Armii Krajowej.
Więc ta wiedza wśród Polaków na pewno jest inna również z tego względu, że oni rozpatrują to znów per analogiam - patrzą na UPA podobnie jak na lokalnych kolaborantów niemieckich, jako na jednostkę ludobójczą współpracującą z okupacją.
B.M.-R.: Czy Litwa traktuje sojusz z Polską przede wszystkim instrumentalnie - tam, gdzie wymaga tego jej własne bezpieczeństwo?
K.K.: Oczywiście, że tak. Ja nawet specjalnie się na to nie obrażam. Myślę, że zwykle państwa właśnie tak funkcjonują i Polacy powinni też w taki sposób prowadzić swoją politykę. To jest normalne. Zwykle sojusze traktuje się instrumentalnie, jako instrument realizacji jakichś swoich interesów.
Rzecz, myślę, jest czym innym. Polacy, a właściwie polskie elity polityczne - i można to powiedzieć o wielu stronach polskiego sporu politycznego - żyją w jakimś takim przeświadczeniu, a przynajmniej używają tego rodzaju retoryki, narracji o jakimś strategicznym partnerstwie. Moim zdaniem nic takiego nie funkcjonuje.
Litwa na pewno nie uważa Polski za swojego pierwszorzędnego sojusznika. Nie traktuje jej w ten sposób. Zdecydowanie w litewskiej polityce stawia się przede wszystkim na Stany Zjednoczone jako głównego gwaranta bezpieczeństwa i integralności terytorialnej Litwy. Na drugim miejscu, jeśli chodzi o Europę, główną rolę przyznaje się Niemcom.
Dlatego właśnie niemiecka brygada została zaproszona do bazy w Rudnikach, w rejonie zamieszkiwanym w największej proporcji przez Polaków, w rejonie solecznickim. Dlatego zaprasza się niemieckich inwestorów do stawiania fabryk zbrojeniowych. Rheinmetall będzie między innymi stawiać fabrykę amunicji artyleryjskiej.
Więc bardzo wyraźnie widać, na kogo Litwini się orientują. Ważnymi partnerami i sąsiadami są także państwa skandynawskie. Silny jest taki nurt litewskiej polityki zagranicznej, który można by nazwać bałtycko-skandynawskim - budowania jakiegoś formatu jednoczącego państwa bałtyckie i kraje skandynawskie. Łączy się to również z pewną aspiracją kulturową, z takim dążeniem do funkcjonowania społeczeństwa litewskiego w ramach świata skandynawskiego.
I w końcu - i to jest chyba najnowszy etap - także Ukraina jest priorytetyzowana wyżej niż Polska jako państwo, które najbardziej bezpośrednio zwalcza w tej chwili Rosję i ściera się z nią. Polska nie jest więc rozpatrywana przez Litwinów jako partner pierwszorzędny. Być może jest to trochę wbrew geopolityce, bo sama geografia wskazywałaby, że Polska powinna odgrywać dla Litwy większą rolę. Ale tak nie jest.
A nie jest tak dlatego, że same polskie elity nie potrafią tworzyć warunków, które uświadomiłyby Litwinom, jakie jest realne znaczenie Polski dla nich.
Karol Kaźmierczak - publicysta, redaktor portalu Kresy.pl i działacz społeczny związany ze Związkiem Polaków na Litwie.
Ten artykuł to guz. Jeden klik i Stanosky robi z niego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek. Cena w żetonach stoi na kaflu.