
Wielka ambicja i walka do samego końca nie wystarczyły do tego, by piłkarze bytomskiej Polonii wywieźli z Łodzi choćby jeden punkt. W piątkowym meczu z ŁKS przegrali 1:2. - Wracamy do Bytomia z podniesionym czołem - komentował trener Niebiesko-Czerwonych, Konrad Gerega.
Przed pojedynkiem sporo mówiło się o kontekstach. Przypomnijmy wszakże, że rezerwy ŁKS był przez ostatnie dwa sezony prowadził właśnie Konrad Gerega, a w szeregach naszej ekipy mamy kilku zawodników z przeszłością w klubie z Łodzi. Wystarczy wymienić Mateusza Wzięcha, Macieja Wolskiego czy też Jana Łabędzkiego.
Co ciekawe wynik spotkania został ustalony wciągu zaledwie trzech końcowych minut pierwszej odsłony. W 44. minucie świetnym uderzeniem popisał się Mikołaj Łabojko, a piłka odbiła się jeszcze od jednego z defensorów gospodarzy, po czym zatrzepotała w siatce. Nasi prowadzili zatem 1:0, ale jak się potem okazało były to miłe złego początki. Gospodarze odpowiedzieli bowiem w następnej akcji. Do naszej bramki trafił Kacper Nowakowski, a kilkanaście sekund później Fabian Piasecki zrobił to samo i to gospodarze schodzili do szatni z jednobramkowym prowadzeniem.
Mieliśmy swoje szanse
Nie minęły trzy minuty po zmianie stron, a piłka ponownie znalazła się w naszej siatce. Ostatecznie arbiter Grzegorz Kawałko nie uznał bramki, ale trzeba było mieć się na baczności. Polonia miała swoje okazje i szanse na wyrównanie. Choćby w 67. minucie, kiedy to Michalski miękko wrzucił piłkę w pole karne, gdzie głową uderzył Wzięch. Wszyscy wstrzymali oddech, ale nasz ofensywny pomocnik trafił w spojenie słupka z poprzeczką. Z kolei w 84. minucie po dobrym zagraniu Patryka Stefańskiego uderzył Jakub Szymański, ale przestrzelił, a minutę później po strzale Macieja Wolskiego piłkę z linii bramkowej wybił jeden z łódzkich obrońców.
Z podniesionym czołem
Po ostatnim gwizdku sędziego trener Gerega powiedział: - Gospodarze nie byli dla nas gościnni, choć przez 40 minut powinniśmy być bardzo zadowoleni z tego, jak funkcjonował zespół. Zdobyliśmy bramkę na którą bardzo ciężko pracowaliśmy. Piłka nożna to gra momentów i akurat popełniliśmy w nich dwa błędy. Zajrzał nam trochę strach w oczy po golu na 1:1 i później straciliśmy bramkę na 2:1. Trochę wybiło nas to z rytmu i długo do niego wracaliśmy. W drugą połowę weszliśmy nerwowo, gospodarze zrobili dwie zmiany i wprowadzili dwóch wysokich zawodników. Mieliśmy przez to problemy przy stałych fragmentach gry. W końcówce mieliśmy kilka sytuacji i szkoda, że nie udało nam się ich wykorzystać. Myślę, że powinniśmy być zadowoleni ze swojego występu, ale wygrywa ten, kto strzela więcej bramek. Z podniesionym czołem wracamy do Bytomia i pracujemy dalej. Mam taką zasadę, żeby nie bujać się od ściany do ściany, tylko chcę zachować balans. Pomimo błędów uważam, że rozegraliśmy dobre spotkanie.
Kolejne już 7 sierpnia u siebie z Pogonią Siedlce.
Co sądzisz na ten temat?
Wybierz formę na pasku. Stanosky otwiera się z boku, pokazuje cenę i robi z tego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek.