
"Mężu, mężu nie bądź głupi, niech ci żona loda kupi" - to zawołanie rodem z nadbałtyckich plaż może być trafne tak w dużym mieście. Zwłaszcza, kiedy upał na dworze sięga 40 stopni Celsjusza.
Lody jemy chętnie. Ale jakie? Lody lodom nie są równe. Bo mamy do wyboru takie produkowane przez wielkie firmy i te wytwarzane w małych lokalnych lodziarniach. Generalnie te lokalne są zazwyczaj lepsze. I nie jest to kwestia metafizyki, ale technologii. Duży koncern produkuje lody o dłuższym okresie przydatności do spożycia, używając do ich wytworzenia wielu tzw. emulgatorów i substancji dodatkowych.
Naturalne lepsze
Co to są emulgatory? To substancje ułatwiające łączenie składników, które w naturalnych warunkach się nie łączą - np. woda i tłuszcz. Rzemieślnicy też ich używają, tyle że stawiają na stabilizatory naturalne, np. lecytynę pozyskiwaną z żółtek jaj. W wielkich fabrykach zastępują ją substancje uzyskane chemicznie, np. mono- i diglicerydy kwasów tłuszczowych (E-471). Są one oczywiście przebadane i dopuszczone do spożycia w Unii Europejskiej, jednak naturalna lecytyna to nie jest.
Ale największy sekret tkwi w temperaturze! Otóż dobre lody wcale nie powinny być (zbyt) zimne. Koncernowe trafiają do marketów i sklepów głęboko zamrożone, czyli w temperaturze od minus 18 do minus 24 stopni Celsjusza. Lody rzemieślnicze po wytworzeniu mają temperaturę około minus 8-9 stopni Celsjusza i dzięki temu posiadają kremową konsystencję. Takie, świeże, mrożone, ale nie głęboko zamrożone zachowują najlepszy smak. Poza tym lody rzemieślnicze są mniej napowietrzone - to również sprzyja kremowej konsystencji.
Lawendowe albo dyniowe
I wreszcie to, co najważniejsze: mali wytwórcy chętniej eksperymentują ze smakami. Lodów lawendowych albo o smaku dyni z cynamonem czy koziego mleka raczej w koncernowej ofercie nie uświadczymy. I tutaj dobra wiadomość dla Bytomian: możemy zjeść bardzo dobrze rzemieślnicze lody wytwarzane w naszym mieście. Bytomskimi potentatami są: firma Kwapisz oraz Cukiernia Fiołków. Ale powstają kolejne małe rzemieślnicze lodziarnie, na przykład Gelato Spot przy pl. Akademickim 13.
W Bytomiu można zjeść również rzemieślnicze lody produkowane w innych śląskich miastach. Np. lody z Gelato Studio w Gliwicach sprzedawane są sezonowo (czyli właśnie teraz!) w pizzerni BianoNero przy ul. Szymały na Sójczym Wzgórzu. W naszym mieście za porcję lodów (najczęściej 80 lub 90 gramów) trzeba zapłacić od 7 do 9 złotych. Jedyny minus takiej kulinarnej ochłody to fakt, że lody są kaloryczne. W Stroszku przy ul. Stanisława Wojciechowskiego można kupić rzemieślnicze lody z ogólnopolskiej "manufaktury lodów prawdziwych" Szymona Sapiehy. Tam z kalorycznością się nie kryją. Przy każdych lodach wypisany jest ich skład z podziałem na tłuszcze nasycone, nienasycone, białko i węglowodany oraz ilość kalorii. I tak klasyczne lody pistacjowe mają w porcji 199 kalorii, ale ze śmietanki wiejskiej bez dodanego cukru tylko 104 kalorie.
Co sądzisz na ten temat?
Wybierz formę na pasku. Stanosky otwiera się z boku, pokazuje cenę i robi z tego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek.