
Jerzy Owsiak znów w akcji! Właśnie wystosował apel do festiwalowiczów, żeby ci nie zabierali ze sobą zwierząt na Pol'and'Rock Festival. No bo przecież, jak mówi Jurek, „Wasza dobra zabawa wcale nie oznacza dobrej zabawy Waszych zwierząt.” Tak, bo co może być gorszego niż pies w tłumie ludzi szalejących przy dźwiękach rocka? Może tylko kot, który wyjdzie z torby i zacznie przeprowadzać swoją własną, alternatywną wersję festiwalu na drzewie.
A co z tymi kuchenki turystycznymi? Owsiak radzi, by ich nie zabierać. Ciekawe, czy ma na myśli, że na festiwalu nie ma miejsca na kuchenne eksperymenty, czy po prostu nie chce, żeby ludzie zaczęli gotować sobie spaghetti podczas koncertu? Wyobrażam sobie tłum skaczący w rytm muzyki, a pośród tego wszystkiego ktoś gotuje zupę. „Dajcie mi chwile, muszę jeszcze przyprawić to o przyprawę szaleństwa!”
Oczywiście, nie zapominajmy o „nie bierz” wszystkich cennych rzeczy. Ciekawe, jak ta zasada ma się do festiwalu, gdzie wszyscy mają na sobie biżuterię przypominającą dyskotekowe kule. Może Owsiak ma na myśli, że zamiast cennych rzeczy lepiej wziąć ze sobą kalosze w kropki i czapkę z daszkiem? W końcu, festiwal to nie tylko muzyka, to przede wszystkim walka o przetrwanie w błocie!
Owsiak apeluje, aby festiwalowicze „rozłożyli sobie dzień”. A co to w ogóle znaczy? Czy musimy teraz planować nasze festiwalowe harmonogramy? „O godzinie 14:00 pod scena, o 14:05 selfie z panem w kapeluszu, a o 14:10 leżakowanie z drinkiem w ręku”? Może lepiej po prostu iść na festiwal z prostą filozofią: „Baw się dobrze, a reszta jakoś się ułoży”.
Jerzy, pamiętaj: festiwale to miejsca, gdzie chaos i szaleństwo idą w parze, a nie podręczniki przetrwania na frontach! Więc weźmy przykład z Twojego apelu i zamiast się martwić, niech każdy bawi się jak najcudowniej, bo w końcu, co może pójść źle, gdy w grę wchodzi muzyka, ludzie i… brak kuchenek turystycznych?
Ten artykuł to guz. Jeden klik i Stanosky robi z niego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek. Cena w żetonach stoi na kaflu.