
Inwazyjne gatunki obce niszczą zasoby żywności, rybołówstwo i grunty, co może prowadzić do przymusowych migracji i przesiedleń ludzi.
Badacze wskazują, że mniej niż 5 proc. publikacji o gatunkach inwazyjnych analizuje skutki społeczne, choć koszty szkód rosną od 1970 r. w szybkim tempie.
Przykłady z Afryki i Oceanii pokazują realne skutki: spadki połowów, zamykanie farm i przeprowadzki rolników, a autorzy apelują do organizacji międzynarodowych o reakcję.
Inwazyjne gatunki obce (IGO) to organizmy spoza lokalnego ekosystemu, które szybko się rozprzestrzeniają i niszczą przyrodę. W Polsce przykładem takich gatunków mogą być nawłoć kanadyjska, barszcz Sosnowskiego czy norka amerykańska.
Naukowcy poświęcają wiele uwagi badaniom nad tym zagadnieniem, jednak mniej niż 5 proc. prac naukowych dotyczących gatunków inwazyjnych koncentruje się na ich społecznym lub ludzkim wpływie.
"W przypadku inwazyjnych gatunków obcych zbyt mało uwagi poświęcono związkowi między ich rozprzestrzenianiem się a przymusową migracją. Zamiast tego bardziej widoczne problemy, takie jak zmiana klimatu i klęski żywiołowe, często przyćmiewają wpływ inwazyjnych gatunków obcych na życie ludzi. Dzieje się tak pomimo ich bliskich powiązań. Niemniej jednak migracja stanowi coraz poważniejszy problem globalny" - powiedział dr Arne Witt z CABI (Centre for Agriculture and Bioscience International - międzyrządowa organizacja non-profit zajmująca się rozwojem i informacją, przede wszystkim kwestiami dot. rolnictwa i środowiska w krajach rozwijających się).
Ten artykuł to guz. Jeden klik i Stanosky robi z niego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek. Cena w żetonach stoi na kaflu.