
Siedzą, czekają. Powszedni obrazek. Albo raczej: powszedni obrazek kiedyś. Bo teraz trzeba jednak nieco się wysilić, żeby znaleźć taką grupę. Nie mówię o czekających w kolejce przed lodziarnią albo do lekarza, nie mówię też o oczekujących na autobus czy tramwaj . Mówię o ludziach, którzy siedzą, czekając nie wiadomo na co. Którzy sami nie wiedzą i gdyby ich zapytać, nie umieliby odpowiedzieć, a nawet mogliby się zdenerwować, że ktoś pyta.
Wytracanie czasu. To właśnie próbują robić. Wytracać czas nie ot tak, po prostu, ale wytracać z godnością, może nawet pewnym namaszczeniem. Nie jak widownia, nie jak chór w greckiej tragedii, bo przecież z rzadka się odzywają. Ale jednak z godnością, z tą odrobiną napięcia, jakie powstaje zawsze, kiedy człowiek chce się wydać kimś nieco innym, jakby poważniejszym. Owszem, bywa, że między czekającymi trafi się gaduła, nawet taki – jak tutaj – który pomaga sobie rękami. Ale na ogół gadułów do czekania zaprasza się niechętnie. Czas przy nich niby szybciej schodzi, łatwiej go wytracić, człowiek nie zauważy, a już, proszę, doczekane i można iść do domu. Tyle że z gadułami siedzenie robi się jakieś takie niewygodne. Jakby się stało za czymś, a nie siedziało bez określonego celu. Albo nie, inaczej: jakby się czekało całym ciałem, ale nie głową. Bo głowa przy takim gadule zajęta, głowa przy nim jest jak pudło rezonansowe. Więc gaduła dobrze, jak na chwilę przysiądzie, ale jeszcze lepiej, jak w końcu sobie pójdzie.
Poszedł. Siedzą dalej w milczeniu, czekają. Kim są? Mogę zgadywać. Ale po ubiorze bardzo trudno dziś zgadnąć. I po twarzach również. Twarz różne rzeczy może powiedzieć: że ktoś jest zmęczony, że słońce go razi, że zapomniał się ogolić. Czasem twarz mówi: nie podchodź, a czasem przeciwnie, jakby zapraszała, żebyś podszedł. Bywa, że twarz wymyka się temu, który ją nosi, i zdradza coś, co on chciałby ukryć. Na przykład że czuje się samotny , że zrobił coś głupiego, że chce mu się płakać. No ale to nie w tej grupie. W tej grupie twarze przylegają ściśle do swoich nosicieli. Twarze czekają w takim samym skupieniu jak reszta ciała. I niewiele mówią. Nawet nie patrzą w twoją stronę, bo po co.
Siedzą, czekają, nie piją. To dziwne. Ręce mają puste, niczym nie zajęte, jeden tylko ćmi papierosa. No, ćmi to jest na wyrost powiedziane. Ćmić to palić powoli, nie zaciągając się mocno, palić tak, jakby się nie paliło. Ale dzisiejszych papierosów ćmić nie sposób. Jak ich nie palisz, same się palą i szybko dopalają. Kiedyś, owszem, produkowano takie, które potrafiły czekać razem z człowiekiem. Mogłeś unieść papierosa w dłoni i patrzeć, jak się żarzy, a nie wypala. Dziś we wszystkim pośpiech, więc i w paleniu. Ten jeden już trzeciego zapala, a tak jakby ledwie dwa razy się zaciągnął. Może nie palą, bo im z takim pośpiesznym paleniem nie po drodze?
Jak ktoś nadchodzi, to po prostu przechodzi – i tyle. Nie na niego czekają, więc niech idzie dalej. Kobieta pcha wózek, bardzo dobrze, niech sobie pcha i niech dziecko śpi, bo małe dziecko jest od spania. Pies biegnie, świetnie, byle nie chciał koło ławki, na której siedzą, nogi podnosić. Dwóch w średnim wieku, w marynarkach dopasowanych, pod krawatami, ze słuchawkami w uszach, coś cały czas mówią, tyle że nie do siebie. Niech idą, niech załatwiają sprawy, które mają do załatwienia. Starsza pani z reklamówką, z której wystają liście buraków i kalafior. Poradzi sobie, warzywa nie są ciężkie, chyba że ziemniaki. Nikt z siedzących zresztą tak uważnie nie lustruje, kto przechodzi i z czym. To ja się rozpraszam, ja się zastanawiam, ja się podnoszę i w takim pół przyklęku pytam: „Może pani pomóc?”. Odmawia. Większość starszych pań odmawia, nie chce, żeby obcy odprowadzał je do domu.
Siedzą, czekają. Trwają? Tego bym nie powiedział. A oni sami, czy powiedzieliby tak o sobie? Nie, w tym widoku nie ma nic trwałego. O co innego tutaj chodzi. Coś innego jest tu istotne. Nie są żadną metaforą, symbolem, nawet tego tu osiedla, na które przypadkowo zaszedłem. Ot, grupka mężczyzn w nieokreślonym wieku, raczej starszym niż średnim, ale w sumie nieokreślonym, i bez wyraźnej tożsamości. Przyjaciele? Koledzy? „Czy panowie są kolegami, czy przyjaciółmi?”. Nie, oczywiście, że tak nie zapytam. Wyszedłbym na głupka. Zresztą, jakie to ma znaczenie? To, co ich łączy, nie musi być nazwane. Wszystko musi mieć nazwę? Od dawna wiem, że nie.
Chcesz wiedzieć, kim są? Na co czekają? Usiądź w pobliżu i zaczekaj tak jak oni.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny. 30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy. Wspólnota, która myśli samodzielnie.
Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę
Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
29,90 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz
Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo
Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
TP Online: dostęp roczny online
Artykuł pochodzi z numeru Nr 32/2026
Inne artykuły tego autora
Ten artykuł to guz. Jeden klik i Stanosky robi z niego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek. Cena w żetonach stoi na kaflu.