Po serii ukraińskich ataków dronów na centra logistyczne platformy Wildberries w rosyjskich mediach społecznościowych pojawiły się dziesiątki emocjonalnych nagrań. Handlowcy liczą straty, oskarżają władze, a niektórzy otwarcie namawiają do wyprowadzki z regionów zagrożonych kolejnymi nalotami. Zdaniem ekspertów właśnie taki efekt chciała osiągnąć Ukraina.
Po ukraińskich atakach na centra logistyczne Wildberries Rosjanie publikują w sieci nagrania, w których liczą milionowe straty, przeklinają władze i zastanawiają się, jak odbudować swoje firmy.
"Ukraińcy szukają spektakularnych uderzeń, które przebiją się do świadomości zwykłych Rosjan. Chodzi o cele rozpoznawalne dla przeciętnego obywatela" - ocenia dla WP prof. Piotr Mickiewicz z Uniwersytetu Gdańskiego.
Ekspert uważa, że celem ataków jest pokazanie Rosjanom, iż wojna przestała być odległym konfliktem i zaczyna wpływać na ich codzienne życie.
Ukraina w ostatnich dniach dwukrotnie uderzyła w centra logistyczne największej rosyjskiej platformy handlowej Wildberries. 18 lipca drony zaatakowały magazyny w Kotowsku w obwodzie tambowskim i Elektrostali pod Moskwą. Cztery dni później celem były kolejne centra logistyczne - w Krasnodarze i Niewinnomyssku.
DLA CIEBIESzybki obiad za grosze. Porcja dla czterech osób
Szczególnie dotkliwe okazały się skutki pożaru w Krasnodarze, gdzie znajduje się jeden z głównych węzłów logistycznych zaopatrujących południową Rosję .
Według wstępnych szacunków rosyjskiej firmy analitycznej Data Insight, specjalizującej się w badaniach rynku e-commerce i logistyki, gdyby oba magazyny były w pełni zapełnione, a cały towar uległ zniszczeniu, straty sprzedawców mogłyby wynieść 100–120 mld rubli, czyli w przeliczeniu około 4,7–5,6 mld zł . Tylko w magazynie w Kraju Krasnodarskim towary w zniszczonych magazynach mogło przechowywać około tysiąca indywidualnych handlowców.
Wojna dociera do rosyjskich przedsiębiorców. "Minus dziewięć milionów"
Nagrania publikowane przez rosyjskich przedsiębiorców w mediach społecznościowych pokazują skalę emocji po atakach. Część z nich zebrał i udostępnił proukraiński kanał Exilenova Plus.Na jednym z nagrań właścicielka sklepu internetowego opowiada, że obudziła się i chwilę później dowiedziała się o pożarze magazynów.
Rosyjscy handlowcy, którzy ponieśli straty nagrali komentarze © Telegram | Exilenova Plus Niektórzy Rosjanie idą o krok dalej i zachęcają do opuszczenia regionów znajdujących się w zasięgu ukraińskich dronów. - Jeśli macie możliwość, wyjedźcie. Zabierzcie dzieci. Jedźcie na Syberię, do Irkucka, nawet do Chin. Trzeba znaleźć miejsce jak najdalej od tego wszystkiego. Jeśli potrzebujecie pomocy, chętnie wam pomogę - apeluje blogerka z Irkucka (na fot. to brunetka).
W innym nagraniu internetowy sprzedawca leżąc w łóżku nagrywa wideo, że z rozpaczy zamierza zostać blogerem lub modelem. Opowiada, że dopiero teraz uświadomił sobie skalę strat. - Chyba wcześniej nie traktowałam tych wszystkich informacji poważnie. Nie mogłem uwierzyć, że to naprawdę się dzieje. Dzisiaj coś mnie olśniło. (...) Nie mamy już towaru, wszystko się spaliło. Rozumiem, że mamy kredyty i długi, które trzeba spłacić. Na razie nie ma z czego, nie ma sprzedaży. Pomyślałem nawet, że może zostanę modelem. Jestem przystojny, tylko jeszcze nie wiem, jak to piękno promować - mówi.
"To element wojny psychologicznej"
Zdaniem prof. Piotra Mickiewicza, politologa z Zakładu Studiów Strategicznych i Bezpieczeństwa Uniwersytetu Gdańskiego, ataki na centra logistyczne mają znaczenie znacznie wykraczające poza same straty materialne.
Jak dodaje, celem jest pokazanie Rosjanom, że wojna nie jest już odległym konfliktem. - Ataki mają uświadomić Rosjanom, że ta wojna nie ma sensu, że nie jest to żadna operacja specjalna, lecz regularna wojna, która zaczyna wpływać na ich codzienne życie. Dotyka nie tylko wojska, ale również zwykłych przedsiębiorców i konsumentów - podkreśla.
Profesor zaznacza jednak, że nie spodziewa się masowych protestów w Rosji. Jego zdaniem państwo i aparat bezpieczeństwa wciąż skutecznie kontrolują społeczeństwo. Jednocześnie zwraca uwagę, że mieszkańcy największych miast, takich jak Moskwa czy Petersburg, częściej mają dostęp do alternatywnych źródeł informacji, podczas gdy prowincja pozostaje znacznie silniej pod wpływem kremlowskiej propagandy.
Rosyjski dziennikarz i bloger Iwan Jakowina porównał znaczenie magazynów Wildberries do roli przemysłu naftowego w rosyjskiej gospodarce. " Produkcja, transport, rafinacja i eksport ropy naftowej stanowią podstawę rosyjskiego biznesu. Oczywiście istnieją także Gazprom, producenci stali czy nawozów, ale przemysł naftowy pozostaje kręgosłupem rosyjskiej gospodarki" - ocenił Jakowina we wpisie na X.
Jego zdaniem podobną rolę dla tysięcy małych i średnich firm pełnią centra logistyczne Wildberries. Stały się one zapleczem rosyjskiego biznesu. "Kawiarnie zamawiają tam kawę i kubki, warsztaty samochodowe części oraz materiały eksploatacyjne, a salony kosmetyczne lakiery do paznokci, nożyczki i szampony" - tłumaczy.
"Uderzenie w takie magazyny to nie tylko problem jednej platformy handlowej. To cios w infrastrukturę, od której zależą tysiące przedsiębiorców - podkreślił rosyjski komentator.
Doświadczony dziennikarz Wirtualnej Polski, specjalizujący się w tematyce społecznej, politycznej i gospodarczej.
Czytaj cały artykuł u źródła — Wirtualna Polska — Wiadomości
Ten artykuł to guz. Jeden klik i Stanosky robi z niego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek. Cena w żetonach stoi na kaflu.