Czy wyniki tej ewaluacji mówią coś istotnego naszemu środowisku akademickiemu? Moim zdaniem tak. Przede wszystkim to, że ministerstwo nie dysponuje narzędziem sprawdzającym jakość badań naukowych w odniesieniu do realnego, światowego i krajowego dyskursu naukowego – pisze w komentarzu dla FA prof. Przemysław Wiszewski z Uniwersytetu Wrocławskiego. Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego ogłosiło wyniki ewaluacji jakości działalności naukowej za lata 2022–2025. Nie kryłem swojego sceptycyzmu co do sensu przeprowadzania oceny według zasad ustalonych co prawda przez ministra Jarosława Gowina, ale kreatywnie zmodyfikowanych przez ministra Przemysława Czarnka. Wpływ tego ostatniego na procedurę oceny i system punktowania osiągnięć publikacyjnych nie został odwrócony przez nowe kierownictwo resortu. Podkreślałem, że w rezultacie otrzymamy wyniki, które – podobnie jak ewaluacja sprzed czterech lat – nie dadzą nam realnego obrazu jakości badań naukowych prowadzonych w dyscyplinach na poszczególnych uczelniach i w instytutach. Uważam, że się nie pomyliłem. Dobrym tego przykładem jest moja własna dyscyplina – historia. Z jednej strony licząca wielu pracowników dyscyplina z dużej uczelni otrzymuje kategorię B+. Taką samą jak Instytut Historii PAN. I to pomimo licznych publikacji o międzynarodowym wpływie i pozyskiwania środków na badania w uznanych konkursach grantowych przez naukowców z obu jednostek. Z drugiej strony mała, ledwie kilkunastoosobowa dyscyplina w niewielkiej uczelni otrzymuje kategorię A. Pomimo braku w ewaluowanym okresie jakiejkolwiek monografii lub pracy zbiorowej wydanej w uznanym wydawnictwie zagranicznym i jednym (sic!) projekcie pozyskanym w konkursie grantowym w ciągu czterech lat. Nie dyskryminuję tej uczelni, przeciwnie, doceniam wysiłek i zmotywowanie pracowników i ich wpływ na lokalne środowisko. Ale nie mam wątpliwości, na podstawie dorobku prezentowanego w uczelnianym systemie zarządzania informacją naukową, że wpływ tego zespołu badaczy na naukę jest nieproporcjonalnie mniejszy niż wspomnianych wyżej, których jakość badań oceniono na B+. I to nie w zakresie liczb, lecz jakości dorobku. Co więc mierzy nam prezentowany zestaw „kategorii jakości badań naukowych”? Przede wszystkim sprawność lokalnych menadżerów uczelni i jednostek PAN: na ile byli w stanie odpowiednio zachęcać swoich podwładnych do wpisywania się w zasady wskazywane przez ministerstwo i w jakim stopniu odpowiednio kierowali procesem przygotowywania danych na użytek systemu ewaluacji. W jakiejś mierze wskaźniki obrazują też zmotywowanie samych pracowników do działania w zgodzie z wymaganiami resortu. Ale jakość badań naukowych? Tu jestem bezradny. Absurdalna punktacja czasopism, oderwanie oceny od funkcjonowania badań w dyskursie naukowym, możliwość ręcznego sterowania wynikami przez ministra i Komisję Ewaluacji Nauki (mam nadzieję, że tym razem go nie było, ale gorzkie wspomnienia poprzedniej edycji oceny nie zostawiają wiele złudzeń) – wszystko to czyni całą procedurę mocno problematyczną. Mówiąc najprościej, jest to obraz nauki, na jaki stać polską klasę polityczną. Tym obrazem zadaje ona kłam i wzmaga dumę. Tu i tam. Interesującym w tym kontekście jest spojrzenie na wyniki dziesięciu uczelni, które zwyciężyły w konkursie IDUB. Przypomnijmy, w październiku 2019 roku ogłoszono listę 10 uczelni, które w kolejnych latach miały otrzymywać dodatkowe 10% subwencji (z 2020 r.) na realizację programów zgłoszonych w konkursie. Programy te miały budować fundamenty pod przekształcenie jednostek w uczelnie badawcze, w których wyraźnie zdefiniowane zostałyby obszary doskonałości naukowej. Przekładając to na język wskaźników ewaluacyjnych: w okresie oceny uczelnie te dostawały znaczny zastrzyk finansowy, który miał wspierać prowadzenie badań. To wsparcie powinno znaleźć odbicie w wynikach jakości badań ustalanych według hierarchii określonej przez MNiSW. Czyli uczelnie te powinny radykalnie, a przynajmniej znacząco, zwiększyć liczbę swoich dyscyplin z kategorią A+, ewentualnie A i zredukować liczbę dyscyplin B+. Sprawdźmy tę sugestię. Radykalny wzrost dyscyplin z kategorią A+ osiągnęła tylko Akademia Górniczo-Hutnicza w Krakowie – miała jedną, teraz ma 7. Pewien wzrost odnotowały Politechnika Warszawska (2/3), Uniwersytet Jagielloński (5/6), Uniwersytet Mikołaja Kopernika (4/5) oraz Uniwersytet Warszawski (8/9). Stabilnie wypadł Uniwersytet Wrocławski (3/3, choć należy odnotować, że żadna z wcześniejszych dyscyplin A+ nie powtórzyła tego wyniku w bieżącej ewaluacji) i Gdański Uniwersytet Medyczny – którego żadna dyscyplina nie miała kategorii A+ w 2022 i nie ma jej także obecnie. Pozostałe uczelnie IDUB – Politechnika Gdańska (6/4), Politechnika Śląska (2/1), Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu (4/2) – zmniejszyły liczbę dyscyplin z kategorią A+ (dane za portalem RADon i komunikatem MNiSW ). A jak wypadły wyniki uczelni IDUB w kategorii B+. Radykalnie zmniejszyła się liczba dyscyplin z tą kategorią w przypadku AGH (6/2). Ponadto pewne zmniejszenie odnotowały UJ (11/8) i UMK w Toruniu (13/10). Stabilnie wypadła Politechnika Gdańska (2/2).Wszystkie pozostałe uczelnie zwiększyły liczbę dyscyplin z kategorią B+, w tym ponad dwukrotnie Politechnika Śląska (3/7) i Politechnika Warszawska (3/7), dwukrotnie UW (4/8) i blisko dwukrotnie UAM 8/15). Dodajmy, że spadek liczby dyscyplin z kategorią A odnotowało sześć z dziesięciu uczelni: AGH (10/8), GUMed (1/0), Politechnika Śląska (7/4), Politechnika Warszawska (10/6), UW (12/9), UWr (11/8). Takie porównanie można kwestionować, bo wyniki ewaluacji z 2022 roku widzimy dziś według stanu po odwołaniach. I porównujemy z nimi obecne wyniki jeszcze przed odwołaniami. Ale zaraz – przecież odwołania to tylko naprawienie błędów i wprowadzenie właściwej miary. Czyli obecnie błędy nie powinny się powtórzyć. Zwłaszcza w przypadku uczelni IDUB, dodatkowo finansowanych, należałoby oczekiwać co najmniej utrzymania poziomu przyznanej przez ministra oceny jakości badań naukowych. Ba, możemy zaobserwować dużo gorsze zdarzenie – pojawienie się dyscyplin z kategorią B w dwóch uczelniach IDUB (Uniwersytet Wrocławski, Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu). Kategoria B nie pozwala dopuścić uczelni do konkursu IDUB, który przecież właśnie się toczy. Jak to możliwe, że mając dodatkowe dofinansowanie i skupiając się na jakości badań naukowych, uczelnie odnotowują spadek jakości tych badań? Znów, nie jest to uwaga pod adresem pracowników, którzy realizują swoje strategie badawcze i publikacyjne. To otwarte pytanie do osób nadzorujących w ministerstwie program IDUB i jego realizację. Zwłaszcza wobec faktu, że wszystkie uczelnie przeszły – jak informowano – pozytywnie ocenę śródokresową. W świetle wyników obecnej oceny jakości badań mamy tylko jedną uczelnię, która naprawdę wykorzystała daną jej okazję – AGH w Krakowie. Mamy uczelnie, które nieznacznie poprawiły swoją pozycję w obszarach – jak rozumiem – dla nich kluczowych. Ale jednocześnie obserwujemy bardzo niepokojące zjawiska erozji jakości – ministerialnej! – badań finansowanych ministerialnym projektem. Czy wyniki tej oceny mówią coś istotnego naszemu środowisku akademickiemu? Moim zdaniem tak. Po pierwsze, że MNiSW nie dysponuje narzędziem sprawdzającym jakość badań naukowych w odniesieniu do realnego, światowego i krajowego dyskursu naukowego. Po drugie, że nie wykazało należytej troski o kalibrację użytego do pomiaru narzędzia, choćby w zakresie analizy porównywalnych liczbowo dyscyplin. Po trzecie, że nie nadzoruje należycie największego programu projakościowego, który jest realizowany w sytuacji krytycznego niedoboru środków na badania naukowe. Czy wyniki tej oceny mówią coś istotnego polskiemu społeczeństwu? Nie. Bo przecież w świetle liczb przyznanych kategorii nauka w Polsce ma się świetnie. Mamy 106 kategorii A+, czyli w tylu przypadkach prowadzi się badania na światowym poziomie. W 392 przypadkach odnotowano prowadzenie badań kategorii A, a więc świetnych, o znaczeniu międzynarodowym. Aż 607 przypadków zasłużyło na kategorię B+, czyli poziom badań na tyle wysoki, by można było kształcić młodych badaczy – doktorantów. Tylko 120 zespołów otrzymało kategorię B, czyli mocno przeciętny poziom i brak uprawnień do naboru doktorantów, a zaledwie 16 – kategorię C, czyli niezadowalający poziom badań. Podsumowując, 1105 zespołów badawczych prowadzi uznane międzynarodowo badania, zaledwie 136 zespołów powinno się poprawić. Jesteśmy krajem-imperium w badaniach naukowych. Każdy znający udział Polski w światowym dyskursie naukowym, a nawet słuchający wiecznych utyskiwań na jakość polskiego szkolnictwa wyższego i nauki w kontekście ich udziału w życiu kraju, może się tylko żachnąć na te dane. Ale to nie ma żadnego znaczenia. Tak skonstruowany system oceny nie służy wykorzystaniu zebranych informacji do działań wspierających rozwój nauki, społeczeństwa, gospodarki. Służy przetrwaniu systemu. I nie ma nad tym cienia refleksji wśród decydentów. Przemysław Wiszewski Ministerstwo podało wyniki ewaluacji za lata 2022–2025
Wybierz formę na pasku. Stanosky otwiera się z boku, pokazuje cenę i robi z tego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek.