
Rezygnacja z pługa to dla wielu rolników nie tylko zmiana w sposobie przygotowania stanowiska pod zasiew, ale początek wieloletniego procesu, który obejmuje zmianę podejścia do gleby, przebudowę innych elementów agrotechniki i podejścia do organizacji pracy w gospodarstwie.
Nie wszystkie elementy tego systemu zaczynają działać od razu, a pierwsze sezony bywają okresem prób, korekt i uczenia się nowych zależności. Czasami nie da się uniknąć kryzysów. Ocenianie uprawy bezorkowej na podstawie jednego pola, jednego sezonu lub pojedynczego niepowodzenia może jednak prowadzić do pochopnych wniosków.
Zmiana podejścia do uprawy gleby wymaga czasu i cierpliwości. Często dopiero po kilku latach ujawniają się korzyści z wdrożenia uprawy bezorkowej, takie jak poprawa struktury gleby i jej aktywności biologicznej, zwiększenie retencji wody, wzrost zawartości materii organicznej czy redukcja kosztów.
Przebudowa gleby nadal trwa
Paweł Kleszczyński z okolic Ostrowi Mazowieckiej (woj. mazowieckie) swoją przygodę z uprawą bezorkową zaczął 11 lat temu. Jak mówi rolnik, poszukiwał wówczas sposobu na poprawę struktury gleby, oszczędność wody i zmniejszenie skutków erozji wietrznej. Ponadto, jak szczerze przyznaje – orka nigdy nie była zabiegiem, który potrafił i lubił wykonywać.
Rolnik przez te lata musiał wiele się nauczyć – także na błędach. Jak wspomina, początkowo mylnie uznał, że uprawa bezorkowa oznacza „uproszczoną”, a pług wystarczy zastąpić kultywatorem. Przekonał się jednak, że nowy sposób przygotowania stanowiska wymaga weryfikacji całej agrotechniki. Bolesne w skutkach okazało się choćby wdrożenie bezorkowej uprawy w warunkach uproszczonego płodozmianu, co doprowadziło do nasilenia problemów z agrofagami, a w konsekwencji – do uszczerbku na plonach.
Ten artykuł to guz. Jeden klik i Stanosky robi z niego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek. Cena w żetonach stoi na kaflu.