Antyukraińskie emocje stymulowane od początku wojny przez Rosję, a potem podtrzymywane i wzmacniane przez polityków przynoszą efekty. Atmosfera robi się coraz bardziej pogromowa, coraz częściej słyszymy o kolejnych aktach przemocy, a moi ukraińscy rozmówcy mówią wprost, że będzie tylko gorzej - pisze dla Wirtualnej Polski Tomasz Terlikowski.
Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.
Weekend upłynął mi w Przemyślu, gdzie uczestniczyłem w polsko-ukraińskim festiwalu literackim. I tu doświadczyłem, jak głęboko zmieniła się atmosfera w Polsce, bo organizatorzy i dziennikarze pytali mnie, dlaczego zdecydowałem się na uczestniczenie w festiwalu, a nawet czy nie miałem żadnych obaw. Na moich socialach też zaczęły pojawiać się wpisy z pytaniami, czy nie wstyd mi, że uczestniczę w takim spotkaniu i sugestie, że powinienem się wstydzić, że jestem "banderowską szmatą".
DLA CIEBIEJedna z najpiękniejszych plaż w Polsce. Tak wygląda z lotu ptaka
Ale największe wrażenie zrobiła na mnie rozmowa już po debacie, w której uczestniczyłem. Zaraz po zejściu ze sceny, po rozmowie o traumie, śmierci, o tym, co czuje matka, gdy dowiaduje się o śmierci dziecka, gdy zmierzaliśmy już w kierunku auta, minęło mnie z żoną dwóch osiłków na rowerach. - Co to za spotkanie? - zapytał jeden z nich. - Festiwal literacki - odpowiedział ktoś. - Mam nadzieję, że polski - powiedział mężczyzna. - Polsko-ukraiński - padła odpowiedź. Reakcji nie będę cytował, bo się do tego nie nadaje. - To nasza codzienność - powiedział mi jeden z organizatorów. A po chwili dodał: - To się może naprawdę skończyć eskalacją przemocy.
Kilkanaście godzin później - gdy czytałem doniesienia medialne - mogłem się przekonać, że to on miał rację, a my mieliśmy sporo szczęścia (a może po prostu było tam zbyt dużo ludzi, co pozbawiło "odwagi" "patriotycznych młodzieńców"), bo cała sprawa mogła się skończyć nie tylko na słowach. We Wrocławiu nieodpowiedni akcent i zwrócenie uwagi kilku mężczyznom skończyły się brutalnym pobiciem pary Ukraińców (w tym kobiety). Jeśli coś cieszy w całej tej sprawie, to fakt, że reakcja opinii publicznej (a przynajmniej znacznej jej części, bo jak zwykle nie zabrakło obrońców) była jednoznaczna, a służby już zatrzymały dwóch z trzech sprawców.
Tyle że to nie powinno przesłaniać faktu, że antyukraińska atmosfera pogromowa staje się coraz bardziej powszechna, że coraz częściej dokonywane są kolejne akty agresji (niekiedy werbalnej, jak wobec dziewczynek w Bielsku-Białej , a niekiedy fizycznej jak we Wrocławiu czy Warszawie). Nie da się nie dostrzec, że jawnie antyukraińskie - jak Konfederacja, a czasem wprost prorosyjskie, jak Korona Polska - formacje biorą już razem jedną czwartą wyborców, a wcześniej rozsądne geopolityczne partie jak PiS zaczynają się przesuwać w kierunku niechętnym Ukrainie. Militarna pomoc, która jeszcze niedawno była czymś oczywistym, dzisiaj także jest podważana, i to nie tylko w opiniach polityków, ale i wśród zwykłych Polaków.
Skąd bierze się ta zmiana?
Błędem byłoby utożsamienie jej tylko ze złymi decyzjami Wolodymyra Zełenskiego w sprawach historycznych i symbolicznych. One oczywiście stały się pewnym punktem symbolicznego przełomu, bo były dla niektórych usprawiedliwieniem możliwości swobodnej ekspresji nienawiści, ale to nie one są przyczyną tego zjawiska. Ono pojawiło się wcześniej, a związane jest z wytrwałą pracą rosyjskich służb prowadzoną od samego początku wojny, ze zmęczeniem wojną w Polsce, realnymi sporami i problemami, ale także ze zmianą etnicznej specyfiki naszego kraju, w którym pojawiła się spora, widoczna, samoświadoma grupa narodowa. Monoetniczne społeczeństwo z trudem radzi sobie z tą zmianą.
To wszystko, podlewane antyukraińską retoryką szukających po skrajnie prawej stronie partii, a także świadomą i ważną dla Polski polityką historyczną w odniesieniu do zbrodni wołyńskiej, odbudowało w kilka lat silnie antyukraińskie emocje. To jednak wciąż nie wyjaśnia aktów przemocy fizycznej i werbalnej. Ich wyjaśnienia trzeba szukać nie tylko w samych emocjach (choć one są zawsze istotne), ale także w rosnącej akceptacji rozmaitych form przemocy, głównie, choć nie tylko, werbalnej.
Politycy eskalujący słowną agresję, tacy jak Dariusz Matecki, oraz kampanie hejtu prowadzone przez farmy trolli z obu stron sceny politycznej ułatwiają działalność także rosyjskim trollom. Zaś poczucie bezkarności w sieci prowadzi do pisania innych rzeczy, których w realu nikt, by nie powiedział. A to wszystko - wcześniej czy później - prowadzi do zupełnie zwyczajnej przemocy fizycznej. Każdy, kto sięga po takie narzędzia, musi mieć tego świadomość.
Dokąd nas to może zaprowadzić? Wystarczy znać historię, żeby wiedzieć, że rozbudzanie silnych, etnicznych emocji, często motywowanych historycznie, w połączeniu ze zgodą na przemoc prowadzi zazwyczaj ku pogromom. Użycie przemocy może łatwo wymknąć się spod kontroli, ktoś może umrzeć (zostać zamordowanym) i to, co teraz wydaje się groźne, będzie tylko przygrywką. Wtedy to już nie będzie tylko rachunek krzywd symbolicznych, ale realne ofiary, i to w kraju, który miał być bezpieczny dla uciekających przed wojną.
Rosja, tego możemy być pewni, gra na taki scenariusz. Z jej perspektywy śmierć z ręki Polaka pierwszej ukraińskiej ofiary (albo śmierć w bójce motywowanej etnicznie, a nie kryminalnie, pierwszego Polaka z ręki Ukraińca) to będzie moment prawdziwego triumfu, zbierania owoców długotrwałej pracy.
A jeśli rzeczywiście - a przypomnijmy sobie wydarzenia sprzed kilku tygodni z Belfastu i zadajmy sobie pytanie, czy rzeczywiście w Polsce to niemożliwe - dojdzie do pierwszego pogromu, wyszukiwania po jakiejś bójce innych Ukraińców w jednym z polskich miast - to będzie to dla nich prawdziwy sukces. I to nie tylko dlatego, że zatruje to na kolejne lata nasze relacje, ale przede wszystkim dlatego, że bardzo utrudnia współpracę w walce z Rosją.
To właśnie dlatego każdy, kto szczuje przeciwko Ukraińcom, kto stosuje wobec nich przemoc werbalną - jest w istocie na usługach Kremla. Może o tym nie wiedzieć, a wtedy jest "pożytecznym idiotą", a może to robić absolutnie świadomie, oceny skutków jego działania to jednak nie zmienia. Jeśli ktoś może być z nich zadowolony, to jedynie Władimir Putin. Z polskim patriotyzmem sianie nienawiści wobec Ukraińców nie ma więc nic wspólnego, a jest to, co do zasady, wyraz służby imperializmowi postsowieckiemu, i trzeba to jasno powtarzać.
Newsy, wywiady, śledztwa i reportaże w Twojej skrzynce co tydzień - zawsze za darmo.
Filozof religii, pisarz i jeden z najbardziej wpływowych publicystów w Polsce. Gospodarz programów w RMF FM i RMF 24. Autor kilkudziesięciu książek, w tym głośnych tytułów: „Wygasanie. Zmierzch mojego Kościoła”, „Czy konserwatyzm ma przyszłość?” oraz „Jasna Góra. Biografia”. Znany z bezkompromisowej analizy kryzysu instytucjonalnego Kościoła oraz walki o transparentność i prawa ofiar nadużyć. W pracy łączy warsztat naukowy z ciętym komentarzem społecznym i politycznym.
Czytaj cały artykuł u źródła — Wirtualna Polska — Wiadomości
Wybierz formę na pasku. Stanosky otwiera się z boku, pokazuje cenę i robi z tego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek.