
Tak pisał Douglas Adams: „Wszystko, co istnieje na świecie, kiedy się rodzimy, jest dla nas normalne i zwyczajne i stanowi naturalny element sposobu, w jaki funkcjonuje świat. Wszystko, co zostało wynalezione między naszym piętnastym a trzydziestym piątym rokiem życia, jest nowe, ekscytujące i rewolucyjne, i prawdopodobnie można zbudować na tym karierę. Wszystko, co zostanie wynalezione po naszym trzydziestym piątym roku życia, jest niezgodne z naturalnym porządkiem rzeczy”.
Te słowa przypominają mi się zawsze wtedy, gdy otaczająca mnie technologia sprawia, że krew zaczyna się we mnie gotować. Czy pomstując na Wielkie Gównowacenie, popełniam jedynie mało oryginalny grzech nostalgii? („Nostalgia to toksyczny impuls” – J. Hodgman). W końcu przecież jestem stary .
Pisałem już o tym, że tęsknota konserwatystów za „prostszymi czasami” to w rzeczywistości pragnienie, by znów stać się dzieckiem. Czasy, na które przypada nasze dzieciństwo wydają się prostsze dlatego, że było się dzieckiem, i jeżeli rodzice dobrze się spisywali, chronili nas w dużej mierze przed złożonością ich dorosłości po to, byśmy my sami mogli cieszyć się dzieciństwem .
Ołowiane dzieci. Zapomniana epidemia
Michał Jędryka
od 21,54 zł
Społeczeństwo zmęczenia i inne eseje
Byung-Chul Han
od 32,94 zł
Wielogłowa hydra. Żeglarze, niewolnicy, pospólstwo i ukryta historia rewolucyjnego Atlantyku
Marcus Rediker, Peter Linebaugh
od 33,54 zł
Duch nadziei i inne eseje
Byung-Chul Han
od 29,94 zł
Narodowy komunizm po polsku. „Partyzanci” Moczara
Paweł Machcewicz
od 47,94 zł
Skradziona duma. Strata, wstyd i triumf prawicy
Arlie Russell Hochschild
od 26,34 zł
Bezradne i romantyczne
Aleksandra Korczak
od 21,54 zł
Dług. Pierwsze pięć tysięcy lat
David Graeber
od 41,94 zł
Zmierzch magów
Daniel Muzyczuk
od 28,74 zł
I w tym momencie na scenę wkracza ogólnokrajowa ankieta poziomu rozwścieczenia klientów, „National Customer Rage Survey”. Od dekady raz na trzy lata bada reprezentatywną próbę tysiąca konsumentów, kontynuując projekt badawczy zapoczątkowany w 1976 r. Ankieta sonduje stosunek respondentów do przedsiębiorstw, z którymi mają do czynienia. Na podstawie wyników z 2025 r. można śmiało powiedzieć, że klienci są porządnie wkurzeni .
Mamy coraz więcej problemów z produktami i usługami, z których korzystamy. Problemy są coraz poważniejsze, a to z kolei coraz bardziej nas złości, wywołując uporczywy stres. Coraz częściej próbujemy mścić się na wkurzających nas firmach.
Nie jestem więc w tym poczuciu osamotniony, ja, zrzędliwy zgred, przypominający krzyczącego na chmury kreskówkowego dziadka, Abe’a Simpsona. Świat naprawdę schodzi na psy i gównowacieje.
Co zostało spieprzone
Najnowsza ankieta badająca poziom furii wśród klientów zainspirowała Heather Timmons z The Guardian do stworzenia nowej serii artykułów śledczych, w której przygląda się temu wszystkiemu, co zostało spieprzone . Pierwsza odsłona była bardzo dobra i spotkała się z szerokim odzewem wśród czytelników .
Rozmawiałem niedawno z Timmons o jej projekcie. Przyznała, że zalewa ją morze e-maili od czytelników, którym wydaje się, że świat jest teraz jakiś inny , i że wielu z nich przywołuje moją pracę poświęconą gównowaceniu. Timmons spytała, co poradziłbym jej czytelnikom. Odparłem, że moim zdaniem problemu nie da się rozwiązać z poziomu pojedynczego konsumenta, ponieważ nie chodzi o problem rynkowy, tylko polityczny, a zakupy to nie polityka .
Timmons przesłała mi później jeden taki email. W potoczysty i sugestywny sposób opisywał panującą obecnie ciężką, zgnuśniałą atmosferę. Osoba, która go nadesłała przyznaje, że kiedy razem ze swoją drugą połówką zdarza im się natrafić na tego typu bagno, często przywołują powieści z serii Mroczna wieża Stephena Kinga, cytując wyświechtaną kwestię z tego cyklu: „Świat poszedł dalej.”
Tutaj słowo ostrzeżenia: za chwilę pojawią się w tekście spoilery z Mrocznej wieży , dlatego jeżeli ktoś ma zamiar właśnie zasiąść do lektury tego napisanego kilkadziesiąt lat temu (choć bardzo dobrego) cyklu, łączącego w sobie dystopijny western i science fiction, i nie chce zepsuć sobie niespodzianki, poznając elementy fabuły, być może nie powinien czytać do końca tego tekstu. Spoiler alert!
Mam nadzieję, że nie zniechęciłem wszystkich czytelników. Nie? To lecimy dalej.
Ten tekst i wiele innych powstał dzięki naszym Darczyńcom.
Regularne wpłaty od Was dają nam poczucie bezpieczeństwa. Dzięki nim możemy planować.
Wspieraj nas
Wsparcie miesięczne
Płatność odnawialna. W każdym momencie możesz zrezygnować z płatności.
Wsparcie jednorazowe
W serii Mroczna wieża poruszamy się po upadłym świecie, w którym zewsząd otaczają nas zgliszcza i ruina. Zbutwiałe domy, zepsute maszyny, których nikt nie potrafi naprawić, dzieci i bydło rodzące się nagminnie ze śmiertelnymi wadami wrodzonymi. Świat w większości zmienił się w popękaną, jałową pustynię. Armia niszczycieli dowodzona przez demagoga Johna Farsona (który pozuje na „Dobrego Człowieka”) z niespiesznym uporem zdobywa ziemie, pustosząc ostatnie z utrzymujących się jeszcze bastionów cywilizacji i rekrutując młodych mężczyzn z podbitych terenów po to, by podnieśli rękę na swoich sąsiadów.
Ale nie zawsze tak było. Był czas, kiedy na świecie panowała nadzieja, cnoty i światło, kiedy maszyny działały, a żniwa przynosiły plony. Życie nie było usłane różami, nie obca była ludziom udręka i swary, ale życie było dobre .
I wtedy świat poszedł dalej.
Z nie do końca zrozumiałych przyczyn normalny cykl, w którym proces niszczenia ustępuje miejsca odnowie i na odwrót, stał się zjawiskiem jednokierunkowym i nieodwracalnym, i oto wszystko, co się rozpadło, złamało lub spłonęło nie dawało się już naprawić, zastąpić ani odzyskać. Straciliśmy naszą tajemniczą zdolność do zadawania kłamu drugiemu prawu termodynamiki, choć to absurd, który prawdopodobnie od zawsze należało traktować raczej jako pewną aberrację. Świat poszedł dalej.
Karmazynowy Król i jego opętani sługusi
Cykl Mroczna wieża to bardzo, bardzo, bardzo długi Bildungsroman, w którym co rusz pojawiają się dygresje, pozwalające czytelnikowi śledzić losy różnych postaci z całego ansamblu bohaterów i poznawać historie życia wielu spotykanych po drodze protagonistów. To przede wszystkim powieść przygodowa, jak to bywa w przypadku powieści drogi, jednak owo studium postaci i to, co wypływa przy okazji na powierzchnię na temat naszego i ich świata, wywołuje przytłaczające, wielowymiarowe, pełne niuansów poczucie straty i co gorsza, rozpaczy. Bo oto świat poszedł dalej i choć pomimo miłości, życzliwości i odwagi wielu ludzi na tym świecie, świata nie udało się uratować. Każdy beznadziejny dzień w życiu tych ludzi to zarazem najlepszy dzień reszty ich życia. Dalej jest już tylko gorzej.
Czytelnicy Timmons, którzy każdy kolejny przejaw deterioracji współczesnego życia, taki jak choćby godziny spędzane na linii obsługi klienta z powodu popełnianego przez dostawcę miesiąc w miesiąc błędu w rozliczeniu, witają słowami „świat poszedł dalej”, przywołują coś naprawdę przytłaczającego . Nie chodzi tu już tylko o poczucie rozkładu, to pieprzona apokalipsa.
Co prawda książki z cyklu Mroczna wieża prezentują całą serię ekscytujących przygód i przemyślane studium postaci, jednak to również powieść-zagadka. Raz po raz stajemy przed pytaniem: dlaczego świat poszedł dalej? Czy to przez Johna Farsona i jego armię? Czy przez Mężczyznę w Czerni, złego czarodzieja, którego bohater książki ściga, przemieszczając się w czasie i przestrzeni? Czy to może przez Karmazynowego Króla, siłę zła, której służy Mężczyzna w Czerni?
Cóż, i tak, i nie.
Gdzieś w połowie cyklu okazuje się, że Karmazynowy Król i jego źli sługusi dokonali oblężenia „promieni”, to jest rozległych, mistycznych linii, rozciągających się po całym wszechświecie, stanowiących źródło siły, która wypycha entropię, tworząc przestrzeń, w której da się coś naprawić, o coś dbać. Jak czytamy: „Wszystko służy promieniowi”. Promienie to siła, która organizuje wszechświat, odpowiedź na zagadkę, jak tak żałosne istoty jak my były w stanie tak długo odpierać bezwzględną entropię. Atakując promienie, czarne charaktery cyklu po prostu zdławiły tę siłę i tak oto świat poszedł dalej.
Po przeczytaniu wspomnianego e-maila, który przywołał Mroczną Wieżę , uderzyła mnie trafność tego porównania. Jak już wielokrotnie pisałem, od zawsze istnieli ugówniacze, którzy plądrowali nasze dane i pieniądze, traktując nas z jawną pogardą.
Tacy ugówniacze istnieli od zawsze, ale tamę ich zakusom stawiały zewnętrzne siły, które trzymały na wodzy ich niszczycielskie żądze. Trzymała ich w ryzach konkurencja, uregulowania prawne, poczucie sprawiedliwości i obowiązku wśród pracowników, a także ryzyko pojawienia się nowych produktów i usług, które mogłyby usunąć defekty umyślnie wprowadzone w ich produktach przez zgównowacenie.
Fundamentem, czyli ową Mroczną Wieżą, w której ogniskowały się wszystkie promienie, były organy i przepisy antymonopolowe, opierające się na przekonaniu, że nie można pozwolić żadnemu przedsiębiorstwu, ani „złemu” ani „dobremu”, na to, by rozrosło się na tyle, że nie da się go już kontrolować przez regulacje, a jego kierownictwo stanie się „autokratami handlu” .
Ci, którzy zaatakowali przepisy antymonopolowe, przypuścili później szturm na wszystkie formy mechanizmu kontroli i równowagi. To ci sami ludzie, którym zawdzięczamy „jednolitą władzę wykonawczą” i Projekt 2025, upadek rozliczalności, dzięki któremu najniegodziwsze jednostki dopuszczały się najpoważniejszych grzechów, jakie można sobie wyobrazić, a mimo to dorobiły się niebotycznych fortun. Owi burzyciele promieni domagali się królów. Mają to, czego chcieli.
Rządzący i rządzeni
Kolekcjonuję definicje „konserwatyzmu”. Jedna z moich ulubionych pochodzi z książki Corey’ego Robina, The Reactionary Mind . Robin zastanawia się, dlaczego mianem „ konserwatyzmu ” określamy tak wiele zasadniczo odmiennych, niemożliwych do pogodzenia ideologii: rozmaite etnonacjonalizmy, imperializm, finansjalizację, patriarchat, nacjonalizm chrześcijański, libertarianizm, białą supremację itd. Co wspólnego mają wszystkie te nurty myślowe?
Robin odpowiada: u podstaw wszystkich tych skądinąd odmiennych poglądów leży przekonanie, że niektórzy rodzą się po to, by rządzić, a inni po to, by nimi rządzono. Kiedy ludzie niższej kategorii zostają dopuszczeni do władzy, przez swoją miernotę kreują wybrakowany system rządów, przez co wszyscy cierpimy. Najlepiej dla wszystkich byłoby, gdyby każdy znał swoje miejsce i zdawał się na tych, którzy są od niego wyżej postawieni w społeczeństwie.
To dlatego konserwatyści mają obsesję na punkcie działań afirmatywnych, DEI i wszelkich form antyrasizmu. Dla nich jakiekolwiek przejawy dyskryminacji, które można zaobserwować wokół nas, są całkowicie naturalne i odzwierciedlają wrodzone defekty cechujące tych na samym dnie porządku społecznego. To dlatego zawsze, kiedy spadnie samolot, statek towarowy zderzy się z mostem, kiedy dochodzi do spektakularnego bankructwa jakiejś firmy, konserwatyści na wyścigi dążą do ujawnienia rasy, płci, wyznania i orientacji seksualnej kapitana/kapitanki, pilota/pilotki czy prezesa/prezeski.
Jeżeli osoba nadzorująca katastrofę ma tożsamość choćby w śladowym stopniu zbliżoną do marginalizowanej, trąbi się o tym na prawo i lewo dla potwierdzenia, że „pracownicy zatrudniani według klucza różnorodności”, awansowani na wyrost, powyżej własnych umiejętności, rujnują nasze społeczeństwo i zawalają nasze mosty. Naturalnie, jeżeli osoba odpowiedzialna to zamożny, dobrze urodzony, heteroseksualny biały facet, to dowód na to, że wypadki chodzą po ludziach – i na pewno nie świadczy o tym, że biali heteroseksualni kolesie jako klasa powinni zostać odsunięci od władzy.
Cnota według konserwatystów to „wszystko, czego zapragną ci, którzy urodzili się, by rządzić”. Stąd definicja Franka Wilhoita, zgodnie z którą konserwatyzm „składa się dokładnie z jednej tezy, mianowicie: muszą istnieć grupy wewnętrzne, które prawo chroni, ale nie wiąże, oraz grupy zewnętrzne, które prawo wiąże, ale nie chroni”. Skoro prezydent tak postępuje, to nie przestępstwo. To także nie przestępstwo, skoro postępuje tak mój szef albo monopolista, albo ICE. To nie przestępstwo, jeżeli postępuje tak IDF albo klasa Epsteina. „ Podatki są dla maluczkich ”.
Ludowa historia Stanów Zjednoczonych. Od roku 1492 do dziś
Howard Zinn
od 57,55 zł
Jak uniknąć tragedii? William Szekspir a świat współczesny
Maciej Gdula
od 28,74 zł
Odwagi! [o zaangażowaniu młodych]
Dominika Lasota
od 19,14 zł
Propagandysta, który przechytrzył Hitlera
Peter Pomerantsev
od 31,14 zł
Muskizm. Świat według Elona Muska
Ben Tarnoff, Quinn Slobodian
od 33,54 zł
Bez szacunku. Kryzys społeczny
Byung-Chul Han
od 23,94 zł
Naród obcych. Jak odbudować wspólny dom w XXI wieku
Ece Temelkuran
od 28,74 zł
Utracony kompas [o europejskiej lewicy]
Artur Troost
od 19,14 zł
Patrząc na kobiety, patrząc na wojnę
Wiktoria Amelina
od 35,94 zł
Na obrzeżach. Jak zmienia się Polska lokalna
Andrzej Andrysiak, Janusz Kucharski
od 23,94 zł
Mała historia znikania. Opowieść o Rzece
Daniel Petryczkiewicz
od 28,74 zł
Trumponomika [o ekonomii Donalda Trumpa]
Piotr Wójcik
od 19,14 zł
Zośka i Rudy. O miłości, przyjaźni i Polsce
Kornelia Sobczak
od 28,74 zł
07 zgłoś się. Milicyjny serial wszech czasów
Rafal Dajbor
od 28,74 zł
Atak na przepisy antymonopolowe stanowił jeden z elementów ataku na praworządność, czyli kampanii, która miała przywrócić wszystkich na właściwe miejsce. To jedna z prób ustanowienia nowej dziedzicznej arystokracji, a jak na każdą dziedziczną arystokrację przystało, nie może się ona obejść bez chłopów pańszczyźnianych (czyli nas ).
Baasskap, czyli rządy bossów
Ideologia ekonomizmu, zgodnie z którą społeczeństwem można rządzić jedynie wykorzystując mechanizmy rynkowe, w praktyce sprowadza się do tego, że „silni robią to, co robić mogą, a słabi znoszą to, co znosić muszą.” Wtrącając się w fuzje czy praktyki obowiązujące na rynku pracy albo działalność komercyjną „zakłócamy rynek”, co jest dosłownie działaniem wbrew naturze .
To dlatego Trump zlikwidował urzędy ochrony konsumentów, urzędy antymonopolowe, urzędy ochrony praw pracowniczych i urzędy ochrony środowiska. Nie jest przestępstwem, jeżeli to osoba u władzy okpi system, bez względu na to, ile osób okradnie, okaleczy czy zabije. Sam Trump wyjaśnił nam ze sceny podczas debaty w 2016 r., że takie oszustwa „dowodzą, że jestem bystry”.
To dlatego Elonowi Muskowi (niemalże) udało się zmusić wszystkich oszczędzających na emeryturę w Ameryce do tego, by ratowali jego biznes AI, który okazał się pochłaniającą pieniądze studnią bez dna, i jego nieudane przejęcie mediów społecznościowych: w końcu zasady, które chronią zwykłych inwestorów są przecież „dla maluczkich”. Jednak Musk popełnił jeden błąd: próbował zostawić na lodzie również bandę miliarderów. A w naszym społeczeństwie nie ma zgody tylko na jedną formę przemocy systemowej, a mianowicie na przemoc bilionerów wobec miliarderów .
Świat poszedł dalej. 50 lat rządów neoliberalnych osłabiło i przerwało promienie: praworządność, prawa konsumentów i pracowników, prawa obywatelskie, które emanowały z naszej Mrocznej Wieży – prawa antymonopolowego, dzięki któremu „autokraci handlu” nie mieli szans zaistnieć. Ludzie, którzy zaatakowali te promienie, kierowali się tą samą motywacją co Karmazynowy Król, John Farson i Mężczyzna w Czerni: byli gotowi zapłacić każdą cenę za świat, w którym dla takich jak oni nie będzie żadnych konsekwencji. Wiedzieli, że urodzili się, by rządzić, że reguły stworzono „dla maluczkich”, a łamanie tych reguł oznacza, „że są bystrzy”.
Chcieli „rządów bossów”. Czy też, zgodnie z oryginałem w języku afrykanerskim, „ baasskap ,” co oznacza „dominację społeczno-polityczno-gospodarczą mniejszościowej białej populacji w RPA”.
Nie dziwi zatem, że baasskap stał się fundamentem Muskizmu , ideologii, której uosobieniem jest Elon Musk, nawet jeżeli on sam nie jest w stanie jej wyartykułować.
Nieżyjący już David Graeber opisał w swojej książce Utopia regulaminów , jak neoliberalna deregulacja doprowadziła do powstania dokładnie takiego państwa, jakim straszono nas, gdyby nastał komunizm. Dzięki monopolom wszystkie sklepy były takie same i sprzedawały takie same towary. Dzięki zniesieniu ochrony pracowników i związków zawodowych nikomu nie wystarczało pieniędzy na życie. Dzięki bezkarności elit rządziły nami potwory, dopuszczające się na naszych oczach przestępstw, za sprawą których coraz lepiej prosperowały. Dzięki niekontrolowanej chciwości wykrwawialiśmy się na system ochrony zdrowia, jednak w godzinie potrzeby odmawiano nam leczenia. Wraz z likwidacją państwa opiekuńczego coraz więcej z nas musiało czekać w niekończących się kolejkach, by wypełniać absurdalnie długie formularze w trzech egzemplarzach . Dzięki charakterystycznej dla tego strasznego systemu niestabilności, coraz więcej z nas kończyło w więzieniu, a protestowanie stawało się coraz bardziej nielegalne.
Kafka jako usługa
Graeber zauważa, że wraz z rozwojem sieci z urzekającą łatwością ludzie mający władzę zaczęli nas przymuszać do wypełniania formularzy. Analogowe biurokracje, nakładając na nas koszty papierologii, nakładają je również na siebie, ponieważ przetwarzanie i prowadzenie ewidencji tych formularzy wymaga nie lada wysiłku, nawet jeżeli samo ich wypełnienie wymaga jeszcze większego wysiłku od nas.
Ta asymetria jest jeszcze bardziej widoczna w przypadku papierologii wirtualnej. Oczywiście stworzenie formularza online wymaga trochę pracy administratorskiej, trzeba napisać skrypty, które będą przetwarzać wyniki tego formularza, ale wystarczy zrobić to tylko raz. Autor formularza, wykonawszy minimalną pracę administracyjną, i tak może obarczyć całą resztę z nas ogromnym, powtarzalnym ciężarem biurokratycznym.
AI tylko pogorszyła sytuację. A wraz z nadejściem vibe codingu każdy sam, z pomocą promptów, może stworzyć sobie formularz i powiązany z nim wewnętrzny system przetwarzania i analityki, co przynosi ze sobą poważne moralne ryzyko. To, co można było dawniej osiągnąć, uzupełniając jeden krótki formularz, teraz wymaga dziesięciu obszernych formularzy, sporządzonych w ramach jednej organizacji przez różne osoby, przy czym każdy z tych formularzy zapytuje o różne wersje tych samych informacji. Wraz z AI zdemokratyzowaliśmy biurokrację. Oto KaaS, czyli Kafka jako usługa.
Co więcej, mając do czynienia z monopolem, człowiek nie ma wyjścia – musi wypełniać wszystko, co mu każą. A kiedy wewnętrzne skrypty zaprogramowane z pomocą vibe codingu dadzą ciała i zgubią albo błędnie zinterpretują nasze dane, nie pozostaje nic innego, jak zacisnąć zęby i odczekać swoje w niekończącej się kolejce na telefonie (wariant lepszy) albo dać się przerzucić na bota z obsługi klienta (wariant gorszy).
Oczywiście spokojnie da się stworzyć formularze internetowe, które są przemyślane, szybkie i szanują nasz czas , a także są właściwe przetwarzane. Problem polega na tym, że wdrożenie takich formularzy wymagałoby od ich autora wykonania pewnej intensywnej, umiarkowanie kosztownej pracy (jednorazowo), natomiast pominięcie tego kroku oznacza jedynie, że to my wszyscy musimy wykonywać intensywną czasochłonną pracę (w koło Macieju).
I tak oto znaleźliśmy się w sytuacji, kiedy na rządowych formularzach musimy wpisywać każdą podróż do USA od urodzenia, z uwzględnieniem numerów każdego lotu, a jeżeli potrzebna nam w tym pomoc, możemy jedynie porozmawiać z chatbotem , który niezależnie od zadanego mu pytania prześle nam emaila z przestarzałym PDF-em.
I tak właśnie kończymy w gigantycznych kolejkach do obsługi klienta, długich kolejkach do kasy i przy pustym okienku na lotnisku, gdzie nie ma nikogo, kto mógłby odpowiedzieć na nasze pytania, ki
Ten artykuł to guz. Jeden klik i Stanosky robi z niego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek. Cena w żetonach stoi na kaflu.