Zaginiony pamiętnik, tajemniczy telefon, seryjny przestępca seksualny – w sprawie zabójstwa Iwony Cygan urwanych tropów i niewyjaśnionych wątków jest mnóstwo. Choć postępowanie w sądzie zakończyło się uniewinnieniem oskarżonych, to nie oznacza, że sprawę można uznać za zamkniętą. Przez lata policja typowała innych podejrzanych. Teraz może do tego wrócić.
Oskarżeni uniewinnieni
31 lipca 2026 r. Sąd Okręgowy w Rzeszowie uniewinnił wszystkich 17 oskarżonych w sprawie zabójstwa 17-letniej Iwony Cygan z małopolskiego Szczucina. Do zbrodni doszło w nocy z 13 na 14 sierpnia 1998 r. Nastolatka została brutalnie pobita, a potem uduszona drutem. Jej obnażone ciało znaleziono w odludnym miejscu nad Wisłą w pobliskiej Łęce Szczucińskiej.
Sprawców zabójstwa śledczy szukali przez wiele lat. Mimo kolejnych umorzeń policjanci nieustannie wracali do sprawy, a akta operacyjne o kryptonimie "Bestia" pęczniały z każdym rokiem. Morderca (lub mordercy) pozostawał nieuchwytny.
Przełom nastąpił w 2017 r. To wtedy doszło do pierwszych zatrzymań.
Prokuratura zabiera głos ws. ekstradycji Zbigniewa Ziobry
W czerwcu 2018 r. rozpoczął się proces, który trwał aż osiem lat . Na ławie oskarżonych zasiadło dwóch mieszkańców Szczucina Paweł K. ps. Młody Klapa i Józef K. Stary Klapa (to oni, według prokuratury, mieli bezpośrednio dokonać zbrodni razem z nieżyjącym już Robertem K. ps. Trabant), przyjaciółka Iwony Renata G. (zarzut: składanie fałszywych zeznań) oraz policjanci ze Szczucina i Dąbrowy Tarnowskiej (zdaniem prokuratury mieli mataczyć w sprawie).
Kulisy śledztwa i najważniejsze fakty dotyczące aktu oskarżenia Wirtualna Polska opisała w artykule "Finał sprawy zabójstwa Iwony Cygan. Oskarżeni uniewinnieni, blamaż prokuratury" .
Choć jest to dopiero wyrok I instancji (prokurator zapowiedział apelację), to sędzia sprawozdawca w trakcie odczytywania uzasadnienia wyroku wskazał na konkretne wątki i wersje śledcze, które nie zostały w pełni zbadane , a których wyjaśnienie mogłoby dać odpowiedź na pytanie: kto zabił Iwonę Cygan?
Opisujemy najważniejsze z nich.
Seryjny przestępca seksualny
Już na samym początku śledztwa w 1998 r. policjanci odkryli, że rok przed zabójstwem doszło do podobnego aktu przemocy na wałach wiślanych w Łęce Szczucińskiej, czyli miejscu, gdzie znaleziono zwłoki Iwony Cygan.
W 1997 r. pochodząca ze Śląska nastolatka przyjechała na wakacje do rodziny w Szczucinie. Któregoś dnia wybrała się na wały wiślane z przypadkowo poznanym młodym mężczyzną. Tam została przez niego zaatakowana. Napastnik związał jej ręce i próbował zgwałcić. Krzyki dziewczyny usłyszeli przechodzący nieopodal ludzie. Spłoszony mężczyzna uciekł.
W notatce policyjnej sporządzonej 17 sierpnia 1998 r. czytamy, że w rejonie napadu znaleziono rower należący do 21-letniego J.Sz. z wioski oddalonej ok. 5 km od Szczucina. Poszkodowana zgłosiła sprawę na policję, ale "z uwagi na niezłożenie wniosku o ściganie sprawcy przez matkę nieletniej, sprawa została umorzona".
Po zabójstwie Iwony Cygan śledczy postanowili zweryfikować, czy J.Sz. może mieć jakiś związek z jej śmiercią. Podczas przesłuchania mężczyzna przekonywał, że poza plotkami, nie ma żadnej konkretnej wiedzy na ten temat.
"Osobiście nigdy nie poznałem Iwony Cygan i nigdy z nią nie rozmawiałem. Natomiast widywałem ją w barze »U Trabanta« w towarzystwie młodych osób – dziewczyn i chłopaków z terenu Szczucina" – zeznawał w komendzie w Dąbrowie Tarnowskiej J.Sz.
"Nie wiem, czy Iwona Cygan miała chłopaka, nie wiem też, kto mógł być nią zainteresowany. Nie posiadam żadnych informacji mogących mieć związek z tym zabójstwem. Z uwagi na upływ czasu nie pamiętam już, co robiłem 13 sierpnia. Wieczory zwykle spędzam w swoim domu" – zaznaczył. 9 września 1998 r. policjanci przeszukali dom J.Sz. Nie znaleźli jednak niczego, co mogłoby go powiązać z zabójstwem Iwony. Funkcjonariusze zabezpieczyli jedynie drewnianą pałkę, która potencjalnie mogła być użyta w trakcie dokonywania zbrodni, ale badania nie wykazały na niej śladów krwi. J.Sz. wyjaśnił, że pałka służy mu do samoobrony, ale do tej pory nie miał okazji jej wykorzystać.
Ostatecznie śledczy porzucili ten wątek.
Niespodziewanie temat powrócił osiem lat później, kiedy sprawą zabójstwa Iwony Cygan zajmowała się już Prokuratura Krajowa i krakowskie Archiwum X. Wirtualna Polska dysponuje kopią dokumentu, który Prokuratura Okręgowa w Tarnowie przesłała 18 kwietnia 2016 r. do nadzorującego śledztwo prok. Piotra Krupińskiego.
Czytamy w nim, że tarnowscy śledczy prowadzą śledztwo w sprawie próby gwałtu na Magdalenie H. [personalia zostały zmienione – red.], do której doszło w październiku 2013 r. Napastnik zaciągnął kobietę z głównej drogi w wysokie trawy, przewrócił, wykręcił ręce do tyłu i próbował zakneblować swetrem. W końcu skrępował jej ręce sznurówką, a następnie ściągnął spodnie do kostek. Kiedy na moment ją zostawił, kobieta zdołała uciec.
Jako sprawcę śledczy wytypowali – na podstawie badań DNA i rozpoznania głosu przez ofiarę – właśnie J.Sz. Okazało się, że od 2014 r. odbywał karę 6 lat pozbawienia wolności za podobne przestępstwo – czyli próbę gwałtu. Było to więc już trzecie takie przestępstwo, o którym wiedziały organy ścigania (dwa z nich zostały potwierdzone przed sądem).
Śledczy z Tarnowa, analizując sprawę Magdaleny H., zwrócili uwagę na "modus operandi" J.Sz.
"Wszystkie te elementy, a w szczególności: wiązanie rąk z tyłu, kneblowanie, zakładanie elementów odzieży na głowę, wreszcie ściągnięcie spodni do kostek, wykazują zbieżność ze sposobem działania sprawcy (sprawców) w sprawie zabójstwa Iwony Cygan" – czytamy w piśmie przesłanym do prok. Krupińskiego. W maju 2016 r. na wniosek Prokuratury Krajowej poddano J.Sz. badaniom wariograficznym w związku z zabójstwem Iwony Cygan. W sprawozdaniu z badań – które widziała WP – czytamy, że zarejestrowane reakcje "dają podstawy do przyjęcia wysokiego stopnia prawdopodobieństwa, że wymieniony bezpośrednio uczestniczył w tej zbrodni wspólnie z innymi osobami, które osłania".
Jak twierdzą nasi informatorzy – należy jednak podchodzić z dystansem do tych kategorycznych wniosków ze względu na osobę biegłego, który je przeprowadzał, a który znany jest z kontrowersyjnych metod, podważanych przez większość ekspertów od badań poligraficznych w Polsce.
Prokuratura zdecydowała się pobrać DNA od J.Sz. i porównać go z materiałem genetycznym zabezpieczonym na włosie znalezionym na miejscu zbrodni, który nie należał do Iwony Cygan, a mógł pochodzić od sprawcy. Wynik okazał się negatywny.
Ostatecznie prok. Piotr Krupiński porzucił ten wątek. Pół roku później przedstawił zarzuty Pawłowi K. ps. Młody Klapa (uniewinnionemu nieprawomocnie w zeszłym tygodniu przez sąd w Rzeszowie). Natomiast, jak ustaliło Radio Kraków, J.Sz. w 2019 r. został skazany na karę łączną 10 lat pozbawienia wolności. Opuścił już zakład karny, ponieważ na poczet kary zaliczono mu m.in. okres tymczasowego aresztowania.
Sędzia Mariusz Sztorc odczytując uzasadnienie wyroku uniewinniającego oskarżonych, wskazał na tropy, do których powinna wrócić policja i prokuratura. Sąd Okręgowy w Rzeszowie, 31 lipca 2021 r. © PAP | Darek Delmanowicz Sekretny kochanek
Przez lata sprawa zabójstwa Iwony Cygan trafiała do różnych jednostek policji i różnych prokuratur. Zanim została przejęta w 2016 r. przez Prokuraturę Krajową i Archiwum X (czyli jednostki, które odpowiadały za akt oskarżenia), była prowadzona od 2013 r. przez Prokuraturę Okręgową w Tarnowie i Wydział Dochodzeniowo-Śledczy KWP w Krakowie.
Po przeanalizowaniu akt dochodzeniowcy postawili następującą hipotezę: Iwona Cygan dobrowolnie wybrała się na wały wiślane i tam spotkała się z kochankiem. Między nimi doszło jednak do kłótni, która zakończyła się zabójstwem nastolatki.
Ich zdaniem za taką wersją wydarzeń przemawiało kilka faktów. Przede wszystkim oględziny miejsca zbrodni. Technicy, którzy zabezpieczali dowody na wałach, odnotowali, że tuż przy zwłokach znajdował się świeżo wygnieciony fragment trawy o wymiarach dwa metry na półtora metra. Według policjantów z Krakowa to mógł być ślad po kocu, na którym siedziała para.
Tę wersję uprawdopodobniało to, że na miejscu zbrodni (w tym m.in. na odzieży 17-latki) zabezpieczono nitki i włókna koloru "biskupiego", które – zdaniem biegłych z Laboratorium Kryminalistycznego KWP w Krakowie – mają strukturę charakterystyczną dla dzianiny, z której produkuje się np. koce. Ponadto ubrania Iwony Cygan były stosunkowo mało ubrudzone błotem i trawą, co również może sugerować, że początkowo nie leżała bezpośrednio na ziemi.
Wnioski wysnute przez dochodzeniowców potwierdził też policjant z Dąbrowy Tarnowskiej, który był na miejscu zbrodni 14 sierpnia 1998 r. Przed sądem zeznawał:
"Było tam takie miejsce wygniecione w trawie, gdzie znajdowały się dziesiątki, jeśli nie setki małych włókien koloru purpury biskupiej. Zebranie ich wszystkich zajęłoby pewne ze trzy dni. Rozmawiałem potem z prokuratorem na temat tych włókien oraz ich ilości i doszliśmy do wniosku, że mogły pochodzić z jakiegoś koca". Do tego doszły kolejne elementy, które składały się na tę hipotezę. Technicy kryminalistyczni nie odnotowali na miejscu zbrodni śladów opon, a to mogło oznaczać, że Iwona przyszła tam pieszo.
Śledczy zwrócili też uwagę na opinię dotyczącą gumy do żucia zabezpieczonej w miejscu odnalezienia zwłok. Biegli znaleźli na niej nie tylko ślady DNA 17-latki, ale też szczątkowe DNA innej osoby. To mogło świadczyć o tym, że dziewczyna z kimś się całowała.
Następny ważny wątek, który zdaniem policjantów z dochodzeniówki został słabo zbadany w tej sprawie, dotyczył życia intymnego nastolatki. Jej zwłoki, w momencie odnalezienia były obnażone, ale z sekcji wynikało, że nie została zgwałcona.
Równocześnie biegli stwierdzili, że kilka tygodni wcześniej Iwona przeszła inicjację seksualną (rozpatrywano teorię, że mogło to nastąpić w efekcie przestępstwa). Ani przyjaciółki, ani rodzina nie wiedzieli jednak o jakimkolwiek partnerze dziewczyny. Jeśli istniał, Iwona nikomu o tym nie powiedziała. Nikt nie wiedział też, żeby kiedykolwiek uprawiała seks, a jak zeznawały przyjaciółki, był to w tamtym okresie temat rozmów.
"Ustalenie tego faktu [szczegółów życia intymnego - red.] jest kluczowe dla postępowania, gdyż jest to jedyny całkowicie niezbadany obszar życia Iwony, a tym samym może mieć on duże znaczenie dla zaistnienia czynu przestępczego, którego Iwona stała się ofiarą, a także może tłumaczyć motyw postępowania sprawcy" - czytamy w notatce z marca 2016 r. sporządzonej przez funkcjonariuszkę Wydziału Dochodzeniowo-Śledczego.
Kto tańczył z Iwoną?
Po kilku miesiącach śledztwa dochodzeniowcy z Krakowa wytypowali podejrzanego: S.Ż., policjanta pracującego wówczas w Wydziale Ruchu Drogowego komendy w Dąbrowie Tarnowskiej, ale na co dzień mieszkającego w Szczucinie.
W sierpniu 1998 r. mężczyzna miał 28 lat, był żonaty, choć małżeństwo się rozpadało. Uchodził za kobieciarza i nie krył się z tym. Już w trakcie pierwszego śledztwa rodzina zamordowanej podejrzewała, że mógł być zamieszany w morderstwo.
Aneta, starsza siostra Iwony Cygan, zeznała, że w niedzielę przed zabójstwem (9 sierpnia 1998 r.) Iwona bawiła się na dyskotece w "Zajeździe Leśnym", z której wróciła bardzo późno. Na drugi dzień – według relacji rodziny – była zamyślona i smutna. Później Aneta dowiedziała się, że tego wieczoru Iwona miała długo tańczyć właśnie z policjantem S.Ż. Tak przynajmniej przekazała jej jedna z dziennikarek, która z kolei miała to usłyszeć od barmanki z "Zajazdu Leśnego".
"Iwona z tamtego dancingu wróciła późno do domu, to nawet mogła być godzina 2:00 w nocy. Taka sytuacja wcześniej nie miała miejsca, tego jestem pewna. Pamiętam, że powiedziała do mnie, że ktoś, nie mówiła kto, zamówił do ich stolika drogi alkohol" – zeznawała Aneta. "Po tej nocy przebywała w domu, ale jej zachowanie wskazywało, że coś się wydarzyło, była przygnębiona, płakała, ale nie powiedziała, co jest przyczyną" – dodała.
Podejrzenia rodziny nasiliły się, kiedy jasnowidz Krzysztof Jackowski wskazał, że w śmierć Iwony była zaangażowana kobieta o takim samym imieniu jak M.F., czyli żona policjanta S.Ż.
Mąż Anety, próbując zdobyć kolejne informacje, przeprowadził nawet prowokację i zadzwonił do tej kobiety.
W czerwcu 2008 r. Aneta opowiadała śledczym:
"Mąż nie przedstawił się, tylko powiedział, że wszystko widział, wie, kto zabił Iwonę i zażądał pieniędzy w zamian za milczenie. Po jego słowach nastąpiła długa cisza, a potem pani M.F. bardzo spokojnie powiedziała: »Gdzie mamy się spotkać i ile pieniędzy?«. Mój mąż nie był przygotowany na taką odpowiedź, po prostu zgłupiał i od razu się rozłączył".
Mąż Anety opisał to tak:
"Na pewno odniosłem wrażenie, że ta kobieta ma jakiś związek z morderstwem. Zresztą to wrażenie konfrontowałem potem w czasie przypadkowych spotkań z nią w Szczucinie. Zawsze zachowywała się dziwnie, unikała spojrzeń, na widok mojej żony czy teściów zmieniała kierunek trasy, unikała nawet przypadkowego spotkania czy kontaktu wzrokowego".
Z dokumentów, które widziała WP, wynika, że funkcjonariusz S.Ż. przewijał się w materiałach operacyjnych już w pierwszych miesiącach po zabójstwie, jako osoba, która bardzo interesowała się tą sprawą, choć jako policjant "drogówki" nie miał z nią formalnie żadnego związku.
Były szef Wydziału Dochodzeniowo-Śledczego w Dąbrowie Tarnowskiej przyznał potem przed sądem, że pracujący z nim w tej samej komendzie S.Ż. znajdował się w kręgu podejrzanych i kilkukrotnie rozmawiał z nim na temat zabójstwa.
" Przypominam sobie, iż mówił do mnie, że on znał Iwonę Cygan i z nią tańczył, nie wiem, czy na tym dancingu. O charakterze tej znajomości i jej przebiegu nic więcej mi nie powiedział. Nie przypominam sobie też, aby S.Ż. mówił do mnie, co robił w noc zabójstwa" – tłumaczył funkcjonariusz przed Sądem Okręgowym w Rzeszowie.
Sprzeczne zeznania
S.Ż. i jego żona M.F. zgodnie przekonywali, że nie mają żadnego związku z morderstwem Iwony Cygan.
W trakcie składania zeznań w 2009 r. S.Ż. nie krył, że w tamtym czasie spotykał się w tajemnicy przed żoną z wieloma młodymi kobietami – najmłodsza miała mieć dwadzieścia lat, najstarsza dwadzieścia kilka – i utrzymywał z nimi kontakty seksualne. Stanowczo jednak zaznaczył, że nie należała do nich Iwona Cygan. Co prawda znał ją z widzenia – ale, jak twierdził – nigdy z nią nie rozmawiał.
S.Ż. nie był w stanie przedstawić żadnego alibi. Nie pamiętał, co robił w noc morderstwa. Nie mógł sobie też przypomnieć, czy był na pogrzebie Iwony.
Policjant nie pamiętał, co robił w nocy 13 sierpnia, ale jego żona już tak. M.F. przekonywała śledczych, że w wieczór, kiedy doszło do morderstwa, pojechała około godziny 23:00 z mężem i ich kolegą K. Sz. na dyskotekę w Fiuku, miejscowości obok Dąbrowy Tarnowskiej, gdzie bawili się do 3:00 w nocy.
Jej zeznaniom zaprzeczył jednak S.Ż. Zeznawał:
"W okresie, kiedy miało miejsce zdarzenie, mój związek z M.F. przeżywał kryzys. Nie chodziliśmy razem po imprezach […] Nigdy nie byłem na dyskotece z K. Sz. (…) Wiem, gdzie jest dyskoteka we Fiuku, byłem tam na interwencji, natomiast nigdy nie byłem uczestnikiem tejże dyskoteki. Na pewno nigdy tam nie byłem z M.F., jestem tego pewien". Słowom żony policjanta zaprzeczył też K. Sz. twierdząc, że nigdy nie był z nimi na wspomnianej dyskotece.
Dopiero we wrześniu 2020 r., po publikacjach ujawniających, że jego nazwisko pojawiało się w śledztwie, policjant S.Ż. zeznał przed sądem, że w noc zabójstwa Iwony Cygan był jednak razem z żoną na dyskotece we Fiuku. Na pytanie, dlaczego twierdził, że taka sytuacja nie miała miejsca, odpowiedział: "Nie wiem, ale teraz po upływie czasu jestem pewien, że jednak z nią tam byłem".
Z kolei w trakcie kolejnego przesłuchania przed sądem w 2022 r. przyznał, że tydzień przed zabójstwem Iwony faktycznie był na dyskotece w "Zajeździe Leśnym" i jest taka możliwość, że tańczył z nią , bo "tańczyli w kółku z innymi osobami".
Policjanci z Krakowa odnotowali jeszcze jeden fakt, który potencjalnie mógł łączyć S.Ż. i M.F. ze sprawą. Kobieta, która mieszkała niedaleko wałów, zeznała, że w wieczór morderstwa, około 22:20, siedziała na ganku i widziała, jak drogą przed jej domem przejechał z dużą prędkością czerwony Fiat 126p, popularnie zwany "maluchem". Właśnie taki samochód mieli S.Ż. i M.F.
Już w kwietniu 2009 r. policjant został poddany badaniom wariograficznym. Nie wypadły dla niego korzystnie. Biegli uznali, że "mógł utrzymywać kontakty intymne z Iwoną Cygan" oraz że "może ukrywać jakieś informacje przed organami ścigania związane z osobą Iwony Cygan lub z okolicznościami jej śmierci".
Śledczy pobrali też DNA od S.Ż. i porównali je z materiałem genetycznym z włosa zabezpieczonego na miejscu zbrodni. Wynik okazał się jednak negatywny.
Niezależnie od tego, dochodzeniowcy chcieli podążyć tym tropem. Na ich drodze stanęła polityka. Kiedy w październiku 2015 r. władzę przejęła Zjednoczona Prawica, doszło do czystek w prokuraturach w całym kraju. W ich wyniku szefem nowo utworzonego wydziału Prokuratury Krajowej w Krakowie (dokładnie: Małopolskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji w Krakowie) został prok. Piotr Krupiński, który przejął śledztwo w sprawie Iwony Cygan, jednocześnie odsuwając od niego funkcjonariuszy Wydziału Dochodzeniowo-Śledczego.
Sprawa trafiła do krakowskiego Archiwum X, które ukierunkowało śledztwo na "Młodego Klapę", "Starego Klapę" i "Trabanta" jako potencjalnych sprawców. Wątek policjanta S.Ż. i jego żony został porzucony.
Iwona Cygan © Policja Tajemniczy telefon
W kolejnym wątku do wyjaśnienia, poruszonym w Sądzie Okręgowym w Rzeszowie przez sędziego Mariusza Sztorca, pojawia się Sz.K. To wspomniany już mąż Anety, siostry Iwony Cygan.
W chwili morderstwa mężczyzna miał 19 lat. Z Anetą, ówcześnie swoją dziewczyną, w wieczór zabójstwa - podobnie jak Iwona - byli w "Zajeździe Leśnym". Wyszli stamtąd po Iwonie i przespacerowali się do rynku, gdzie chłopak zostawił swój rower. Sz.K. podwiózł nim Anetę do domu i pojechał do siebie. Twierdził, że dotarł tam około 23:30.
Przez następny tydzień nie przyjeżdżał jednak do domu rodziny Cyganów, nie spotykał się z Anetą, nie dzwonił ani nie brał udziału w poszukiwaniach Iwony.
We wrześniu 2019 r. zeznawał przed sądem:
"Nie czułem się na tyle odważny, by zaraz po tej tragedii iść do domu Iwony. Aneta to była moja dziewczyna, ale to były początki znajomości, jej rodzice byli dla mnie tacy obcy… Mówię szczerze. Nie chciałem się wtedy spotkać z Anetą, bo nie umiałbym z nią rozmawiać. Pewnie źle zrobiłem, powinienem być, ale nie byłem".
Mężczyzna zaznaczał też, że praktycznie nie miał żadnego kontaktu z Iwoną, a ich relacja ograniczała się do pozdrowień . Policjanci szybko porzucili ten wątek.
Mój informator, znający dobrze kulisy śledztwa, zwraca jednak uwagę:
– Sz.K. zeznał, że kiedy odwiózł Anetę do domu, dopiero zbierało się na burzę. To oznacza, że u rodziny Cyganów musiał być około godziny 22.30. Jego dom stał 3 kilometry dalej, czyli przejazd powinien mu zająć około dziesięciu minut. Dlaczego więc dojechał około 23.30? – Dziwne jest też to, że tak się zaszył w domu po zabójstwie. Twierdzi, że były to początki jego znajomości z Anetą i jej rodzice byli dla niego "obcy", a przecież spotykał się z siostrą Iwony od dwóch lat, co sam przyznaje w zeznaniach. To się nie klei – dodaje.
Aneta zeznała, że w dniu zabójstwa Iwona rozmawiała ze swoją przyjaciółką Renatą. Rozmowa odbyła się przez telefon stacjonarny około 19:00. To samo powiedziała mama Iwony. Obie mówiły potem, że Iwona nie chciała nigdzie wychodzić, ale została "wywabiona" przez Renatę. W domyśle: miała ją wystawić oskarżonym później o zabójstwo "Młodemu Klapie", "Staremu Klapie" i "Trabantowi".
Temat wieczornej rozmowy telefonicznej Renaty z Iwoną był przytaczany wielokrotnie – zarówno w śledztwie, jak i w wypowiedziach medialnych rodziny.
Tymczasem z zabezpieczonych
Czytaj cały artykuł u źródła — Wirtualna Polska — Wiadomości
Wybierz formę na pasku. Stanosky otwiera się z boku, pokazuje cenę i robi z tego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek.