
Wojna o leżaki Fot. Mulevich/Shutterstock Poranny sprint i zajmowanie leżaków ręcznikami przed śniadaniem to zmora wakacji all inclusive. Frustracja podróżnych sięga jednak takiego poziomu, że niektórzy decydują się na niebezpieczne kroki. Zirytowany wojną o leżaki Brytyjczyk postanowił wymierzyć sprawiedliwość na własną rękę, używając specjalnego proszku.
Zwyczaj rezerwowania najlepszych miejsc przy basenie "na zapas" od lat budzi emocje w popularnych kurortach. Wielu wczasowiczów zostawia swoje ręczniki z samego rana, a następnie wraca do pokojów na kolejne godziny, uniemożliwiając innym zajęcie miejsca przy basenie. Frustracja tego typu zachowaniami może prowadzić do skrajnych sytuacji. Przekonał się o tym turysta, który padł ofiarą mściwego Brytyjczyka.
Prowokacja na all inclusive na Majorce wymknęła się spod kontroli
Jak podaje "The Sun", do zdarzenia doszło na Majorce, gdzie 31-letni Tom Caunce spędzał rodzinne wakacje. Przez kilka dni obserwował gości, którzy każdego ranka przed śniadaniem rezerwowali najlepsze miejsca przy basenie.
Zamiast zgłosić sprawę obsłudze, Brytyjczyk postanowił wziąć sprawy w swoje ręce. Pewnego ranka wtarł w jeden z ręczników proszek wywołujący swędzenie i obserwował rozwój sytuacji z odległości. Co więcej, proces wcierania proszku w ręcznik uwiecznił na nagraniu.
Po położeniu się na ręczniku poszkodowany turysta zaczął się drapać, a chwilę później wskoczył do basenu. Gdy wytarł się tym samym ręcznikiem raz jeszcze, podrażnienie skóry jeszcze się nasiliło.
Choć część internautów może uznać ten krok za zabawny, w sieci pojawiają się też głosy krytyki. Używanie substancji drażniących wobec nieświadomych osób wykracza raczej poza granice żartu.
Zamiast proszku – droga sądowa. Jak inaczej walczyć z leżakowym cwaniactwem?
Historia z proszkiem to tylko jeden z przykładów walki z rezerwacją miejsc. Turyści w kurortach coraz częściej stosują własne metody: przenoszą ręczniki, chowają je, wrzucają do basenu lub wieszają na drzewach.
Istnieją jednak również oficjalne sposoby radzenia sobie z problemem. Przykładem jest historia turysty z Niemiec , który po urlopie na greckiej wyspie Kos pozwał biuro podróży za brak reakcji obsługi na masowe rezerwowanie leżaków. Podczas swojego pobytu nie mógł dopchać się do żadnego wolnego leżaka, a jego dzieci musiały leżeć na ziemi. Sąd Rejonowy w Hanowerze uznał ofertę wyjazdu za "wadliwą" i przyznał rodzinie 986 euro (ponad 4200 zł) odszkodowania.
Niektóre obiekty regulują kwestię leżaków na własną rękę. Na fali walki z ręcznikowym szaleństwem, radykalne kroki podjął jeden z hoteli na Teneryfie . Administracja obiektu wprowadziła systemowe restrykcje: strefa basenowa została ogrodzona bramkami, a możliwość wejścia nad wodę została wstrzymana do godziny 8:00 rano. Nad przestrzeganiem zakazu czuwa ochroniarz.
Dla osób szukających pewnego spokoju alternatywą pozostaje wybór mniej zatłoczonych kierunków, takich jak chłodniejsza Dania , która pokazuje czym mogą być udane coolcations , czy spokojniejsze greckie wyspy w rodzaju Ikarii , gdzie problem walki o miejsce przy basenie praktycznie nie występuje.
Ten artykuł to guz. Jeden klik i Stanosky robi z niego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek. Cena w żetonach stoi na kaflu.