Po katastrofie smoleńskiej w Polsce trwała dyskusja o odpowiedzialności, pamięci i sposobie mówienia o tragicznie zmarłym prezydencie. Gdy arcybiskup Sławoj Leszek Głódź zaapelował o przeprosiny wobec Lecha Kaczyńskiego, jego słowa nie były skierowane do satyryków. Mimo to postanowiłem odpowiedzieć. Mój tekst „Satyryk przeprasza” szybko podchwyciły media, które zawęziły całą historię właśnie do środowiska satyrycznego. Po szesnastu latach wracam do tamtych wydarzeń.
Katastrofa smoleńska zmieniła wszystko
Data 10 kwietnia 2010 na zawsze weszła do historii Polski i wiele zmieniła. To wtedy w katastrofie smoleńskiej zginęło 96. osób, w tym prezydent Lech Kaczyński z małżonką.
O ile katastrofa zjednoczyła w bólu wszystkich Polaków, konsekwencje wydarzenia oraz ludzkie postawy z tym związane, były różne. W przestrzeni publicznej pojawiły się m.in. niewybredne żarty, choć dodam – ze mną jako producentem dowcipów i karykatur, nie miały nic wspólnego.
Na Jasnej Górze arcybiskup zażądał przeprosin
26 sierpnia, 4 miesiące po katastrofie, na Jasnej Górze w Częstochowie homilię wygłosił jeden z najbardziej znanych hierarchów kościelnych, arcybiskup Sławoj Leszek Głódź . Było to podczas uroczystości święta Matki Bożej Jasnogórskiej. Powiedział wtedy m.in.:
„Do dziś nie padło słowo przepraszam wobec tragicznie zmarłego prezydenta, z którego szydzono i kpiono, upokarzano i pogardzano. (…) A może jeszcze nie wszystko stracone? Prośmy Maryję, przewodniczkę ludzkich dróg – niech skruszy chłód wielu serc wciąż nieprzyjaznych, niechętnych”.
Arcybiskup nie wymienił satyryków ani karykaturzystów. Mówił ogólnie o osobach, które wcześniej krytykowały Lecha Kaczyńskiego.
Nie czułem się adresatem tych słów. Nikt nie oczekiwał ode mnie przeprosin. Tym bardziej zainteresowało mnie, co się stanie, jeśli jako satyryk potraktuję ten apel dosłownie. Był to jednocześnie komentarz do sytuacji społecznej, mediów i samej roli satyry w polityce.
Moja odpowiedź była natychmiastowa i 27 sierpnia 2010 została opublikowana na Sadurski.com. Jej ilustracją były miniatury 15 rysunków satyrycznych z Kaczyńskim, opublikowanych wcześniej w serwisie satyrycznym na Onet.pl, który dwa razy w tygodniu publikował moje rysunki.
Lech Kaczyński 2010 – oświadczenie Szczepana Sadurskiego na Sadurski.com
„Przepraszam”. Mój tekst z sierpnia 2010 roku
„Drwić, szydzić – ja już przestałem. Pewnie nic to nie zmieni, ale przepraszam. Jako satyryk i chrześcijanin”.
Pełny tekst przeprosin Szczepana Sadurskiego pod tym artykułem.
Z apelu arcybiskupa powstała historia o satyryku
WP.pl, Fakt.pl, wPolityce.pl i szereg portali podchwyciło moją wypowiedź. Pojawiło się dużo artykułów i komentarzy, cytowano fragmenty Sadurskiego, także w social mediach. Co ciekawe, choć upłynęło od tego czasu 16 lat, 3 artykuły wciąż są obecne w sieci:
- Znany satyryk Szczepan Sadurski przeprasza Lecha Kaczyńskiego (wPolityce.pl)
- Satyryk przeprasza Lecha Kaczyńskiego (Fakt.pl)
- Satyryk przeprasza Lecha Kaczyńskiego (WP.pl)
Satyryk przeprasza – część artykułów z 2010 r.
Jedni się obrazili, inni zrozumieli żart
Na ile moja prowokacja satyryczna została właściwie zrozumiane przez innych? Oczywiście każdy zrozumiał je na swój sposób. Dlatego nawet dziś nie będę nikomu nic podpowiadał – niech każdy wyciągnie własny wniosek.
Jedni się na mnie obrazili, inni zrozumieli aluzję satyryka. Jedno jest pewne: od jednego z prawicowych portali dostałem propozycję współpracy, z której nie skorzystałem i nie dołączyłem do grupy prawicowych satyryków (nazwisk nie podam, bo każdy je pamięta), którzy przez kolejne lata prawicy u władzy, świetnie sobie radzili.
Google jeszcze przez kilka kolejnych lat, gdy każdy zaczynał wpisywać: Szczepan Sadurski, jako pierwszą podpowiedź dawało: Szczepan Sadurski przeprasza .
Czy satyryk powinien przepraszać polityków?
Czy potem rysowałem Kaczyńskich? Tylko Jarosława Kaczyńskiego , szczególnie w okresie kliku lat współpracy z ogólnopolskim dziennikiem „Trybuna” , który wśród kilkuset moich rysunków (głównie rubryka na stronie 2) wydrukował około 100 rysunków okładkowych, w tym z Jarosławem Kaczyńskim.
Czy satyryk powinien przepraszać polityków? I czy żart po latach przestaje być żartem? A może wraz ze śmiercią polityka zmienia się sposób, w jaki patrzymy na jego działalność? Każdy może odpowiedzieć sobie na to pytanie sam.
Łączy nas piłka – dzieli nas Kaczyński – jeden z wielu rysunków satyrycznych Szczepana Sadurskiego
Jak wyglądała satyra polityczna przed social mediami
Dwadzieścia lat temu satyra polityczna wyglądała zupełnie inaczej niż dziś. Facebook raczkował, nie było TikToka ani tysięcy politycznych memów publikowanych każdego dnia. Rysunki satyryczne jeszcze pojawiały się w gazetach, tygodnikach i portalach internetowych, a ich autorzy byli rozpoznawalni podobnie jak felietoniści.
Politycy wszystkich opcji stawali się bohaterami rysunków, programów telewizyjnych i felietonów. Istniało też większe przyzwolenie na ostrą satyrę, choć oczywiście nie brakowało osób obrażonych i oburzonych. Lech Kaczyński, podobnie jak Donald Tusk, Aleksander Kwaśniewski czy Janusz Palikot, był jedną z ważnych postaci polskiego życia publicznego, którą satyrycy komentowali na bieżąco, podobnie jak ich działania komentowali Polacy.
Lech Kaczyński: (c) Szczepan Sadurski / Polityka . Sadurski.com
Dziennik Trybuna, Sylwester 2021/2022. Okładka z rysunkiem Szczepana Sadurskiego
Pełny tekst tzw. przeprosin
„Arcybiskup mnie przekonał. Przepraszam ś.p. Lecha Kaczyńskiego, że z niego drwiłem. Czy przeproszą go też inni satyrycy, Szkło Kontaktowe, Janusz Palikot? (…)
Właśnie zrobiłem rachunek sumienia a propos ś.p. prezydenta. To oczywiste, byłem jednym z tych, którzy drwili z tego co robił, więc też i z niego samego jako osoby publicznej. Bo na tym polega zawód satyryka – na komentowaniu wydarzeń, zjawisk i osób, w tym polityków. Zresztą byłoby dziwne, aby satyryk ignorował pana prezydenta. Był obiektem do żartów i jeśli w Niebie podobnie jak ja, też zrobił sobie rachunek sumienia – dobrze wie, że solidnie sobie na to zasłużył. – napisał na swojej oficjalnej stronie internetowej Szczepan Sadurski.
Drwić, szydzić – ja już przestałem. Pewnie nic to nie zmieni, ale przepraszam. Jako satyryk i chrześcijanin. Jarosława Kaczyńskiego też z góry przepraszam, bo w jego przypadku nie zamierzam rezygnować. Podobnie, jak z satyry na wszystkich innych żyjących polityków, którzy swą działalnością zasługują, aby w satyryczny sposób komentować to, co robią”.
Czytaj cały artykuł u źródła — Sadurski.com