Żyję w kraju, w którym za j----ą subskrypcję AI płacę prawie 100 zł więcej, bo państwo musi jeszcze uszczknąć swoje. Rano czytam jakieś szczątkowe informacje o rakiecie, potem idę z---------ć 8 godzin z bolącym krzyżem, zastanawiając się, czy to nie mój ostatni miesiąc pracy, bo znowu gadają o redukcjach. Dostaję minimalną krajową, oczywiście już okrojoną o podatki. Tankuję auto za chore pieniądze, płacąc akcyzę, VAT i jeszcze parę innych danin. Idę do sklepu po kartofle, kawałek mięsa, masło i chleb, a przy kasie znowu dokładam się do wspólnej skarbonki, nie dostając wiele w zamian, bo nawet z usług konowała korzystam prywatnie. 15 minut za pół tysiąca złotych. Lepsze to niż czekanie rok w kolejce. Wieczorem człowiek próbuje nie zwariować, myśli nad sensem tego wszystkiego, kładzie się spać.
A rano budzi mnie SMS od RCB: „bądź przygotowany”.
Przygotowany na co, k---a? Na kolejne podatki? Na kolejne cięcia? Na to, że mam z minimalnej zbudować schron przeciwlotniczy? Na co dzień RCB potrafi zasypywać ludzi alertami o burzy, upale, oblodzeniu czy zaginięciu starszej osoby. Ale kiedy dzieje się coś, co faktycznie wywołuje niepokój, to alert przychodzi już po wszystkim. I to jeszcze w sumie ogólnikowy, niekoniecznie na temat. Badź czujny i przygotuj się, w razie gdyby kraj z kartonu który na każdym kroku cię dyma, zaczął się sypać ci na łeb.
Bo państwo od lat świetnie przygotowuje mnie tylko do jednego: do życia w permanentnym poczuciu, że płacę coraz więcej, dostaję coraz mniej i jeszcze mam być wdzięczny, że ostrzegli mnie SMS-em. Dzień po fakcie. Nie dziękuję. (╯°□°)╯︵ ┻━┻
polska
Ten artykuł to guz. Jeden klik i Stanosky robi z niego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek. Cena w żetonach stoi na kaflu.