![Informacja, o co chodzi w alarmie, trafiła tylko do syren. Ludziom została panika [ROZMOWA]](https://cdn.oko.press/cdn-cgi/image/trim=317;0;338;0,width=1200,quality=75/https://cdn.oko.press/2026/07/DZ260721_112647.jpg)
0:00
Co z tego, że alarm został odwołany. Ludzie usłyszeli syreny i nie rozumieli, co się dzieje. Nie wiedzieli, czy alarm nie zabrzmi ponownie. Mamy na takie zdarzenia strategię, tylko z niej nie skorzystaliśmy. Po nocnym alarmie na Lubelszczyźnie OKO.press rozmawia z Moniką Miłowską z sieci Mapuj Pomoc.
Agnieszka Jędrzejczyk
Agnieszka Jędrzejczyk, OKO.press: Zawyły syreny na Lubelszczyźnie i okazało się, że nie wiemy, co mamy robić. Książeczka od rządu gdzieś zapewne leżała na półce, ale o trzeciej w nocy trudno jej szukać. Tymczasem samo przełączenie się z trybu bezpieczeństwa w tryb alarmowy jest trudne. Zwłaszcza że wielu z nas uznało, że wojna w Ukrainie to w ogóle nie jest nasza sprawa. I to pewnie uśpiło czujność.
Ale informacja o tym, co się dzieje, była rzeczywiście niepełna i spóźniona.
Monika Miłowska, prezeska Fundacji To Proste i przewodnicząca Biura Sieci Mapuj Pomoc: Przeszliśmy właśnie przez sytuację kryzysową. Tym razem była to rakieta [spadła w okolicy miejscowości Tarnawa-Kolonia w woj. lubelskim- od aut.] – ale może to być też przecież powódź i wzbierająca woda. Na taką okoliczność mamy Strategię Komunikacji Kryzysowej , którą Rządowe Centrum Bezpieczeństwa dopracowało w tym roku. To bardzo dobra strategia. Tyle że nie zadziałała.
Ten artykuł to guz. Jeden klik i Stanosky robi z niego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek. Cena w żetonach stoi na kaflu.