1. RAK
  2. ›
  3. rak muzgu

Sekcje i wydania

  • rak muzgu
  • Polska (kraj)
  • Polska
  • Świat
  • Wojsko
  • InfluShit
  • Biznes
  • Rolnictwo
  • Black Mirror
  • Sport
  • Zdrowie
  • Dom i Kuchnia
  • Motoryzacja
  • Kultura
  • Rozrywka
  • Kuchnia
  • Prawo
  • Podroze
  • Pogoda
  • Dolnośląskie
  • Kujawsko-pomorskie
  • Lubelskie
  • Lubuskie
  • Łódzkie
  • Małopolskie
  • Mazowieckie
  • Opolskie
  • Podkarpackie
  • Podlaskie
  • Pomorskie
  • Śląskie
  • Świętokrzyskie
  • Warmińsko-mazurskie
  • Wielkopolskie
  • Zachodniopomorskie
    RAKGURUGURU
    > żadne schrony, podczas bombardowania podążasz za

    > żadne schrony, podczas bombardowania podążasz za

    RAK0RAK0przeszczepów
    1765 odsłon
    > żadne schrony, podczas bombardowania podążasz za

    Żadne schrony podczas bombardowania. Podążasz za narracją, że schrony to bezpieczeństwo, ale zostały one zaprojektowane na zupełnie inne warunki

    Zwróć uwagę, jak bardzo rozmija się to, czego uczą przepisy i podręczniki, z realiami współczesnej wojny. Schrony przeciwlotnicze, które wciąż pojawiają się w narracjach o „ochronie ludności”, projektowano na zupełnie inne typy bombardowań niż te, które dziś widzimy na nagraniach z Ukrainy, Gazy czy Syrii.

    Schron – w rozumieniu technicznym – to budowla ochronna o konstrukcyjnie zamkniętej, hermetycznej obudowie, zapewniająca ochronę przed „założonymi czynnikami rażenia” ze wszystkich stron.[18][10] Projektuje się go na określone nadciśnienie fali uderzeniowej oraz z odpowiednim współczynnikiem osłabienia promieniowania jonizującego.[17] W dokumentach wygląda to dobrze: jest lista norm, parametrów, wytrzymałości, podział na schrony odporne na bezpośrednie uderzenie bomby burzącej, na pośrednie skutki, szczeliny przeciwlotnicze itd.[3][1]

    Problem w tym, że większość „schronów”, którymi się dziś straszy albo pociesza ludzi, to albo przestarzałe, nieutrzymywane budowle, albo w praktyce zwykłe piwnice, garaże czy „ukrycia”, czyli obiekty niehermetyczne, chroniące tylko od części kierunków rażenia.[18][6] Najwyższa Izba Kontroli wprost pisze: „W schronie się nie schronisz” – większość istniejącej infrastruktury nie spełnia wymagań nowoczesnej ochrony ludności.[6]

    Współczesne bombardowanie to nie zrzucanie kilkukilogramowych bomb burzących z wysokości kilku tysięcy metrów w rozproszonej zabudowie. To:

    • amunicja precyzyjna, która uderza dokładnie w wybrany punkt,
    • duże ładunki, często o znacznie większej sile niż klasyczne bomby lotnicze z II wojny,
    • łączenie fali uderzeniowej, odłamków, pożarów, zawaleń, wtórnych eksplozji,
    • atak na gęstą miejską zabudowę, gdzie zawalenie jednego budynku pociąga kolejne.

    Schron projektowany na „nadciśnienie P ≥ 0,02 MPa”[17] może wyglądać dobrze w tabelce, ale czy faktycznie ma sens, gdy cały wielokondygnacyjny blok nad nim składa się jak domek z kart? Teoretycznie „pełnoprawny schron powinien przetrwać zawalenie się na niego budynku”[4], mieć awaryjne wyjście, filtrowentylację, własne źródła wody i prądu itd. – tylko że takich obiektów jest skrajnie mało, a to, co większość ludzi uważa za „schron”, to piwnica albo garaż podziemny.

    Garaż podziemny „będzie stanowił lepsze ukrycie niż przebywanie na otwartej przestrzeni podczas bombardowania”[5], ale to wciąż nie jest schron. Podobnie jak piwnica bloku – nie można jej rozpatrywać jako schronu przeciwlotniczego.[4] To raczej „miejsce doraźnego schronienia”, jak określają strażacy – przydatne na krótkotrwałe ekstremalne zjawiska pogodowe lub ograniczoną ochronę „przed czynnikami rażenia oddziałującymi z określonych stron (czyt. podczas bombardowania)”.[20]

    Do tego dochodzi kwestia gazów, ognia, zadymienia, zawaleń i uwięzienia ludzi w środku. Hermetyczność, która w teorii chroni przed środkami chemicznymi i pyłem promieniotwórczym, w praktyce bywa iluzją – bo instalacje są nieszczelne, drzwi nie mają odpowiednich parametrów, systemy filtrowentylacji nie działają albo nie istnieją.[18][4]

    Właśnie dlatego wiele nowoczesnych opracowań o ochronie ludności zaczyna od brutalnego stwierdzenia: prawdziwy schron to nie piwnica i nie garaż, a większość dostępnej infrastruktury NIE spełnia standardów, które sugeruje narracja o „bezpiecznym zejściu do schronu”.[6][18]

    Paradoks polega na tym, że jednocześnie nadal powtarza się ludziom stare zalecenie: „po ogłoszeniu alarmu lotniczego należy bezwzględnie zejść do schronu – to jedyne rozwiązanie gwarantujące przeżycie nalotu”.[4] Tymczasem realnie:

    • często nie ma dokąd zejść,
    • to, co jest, nie spełnia wymagań,
    • a warunki bombardowania odbiegają od tych, pod które tworzono przepisy.

    Narracja o schronach jako gwarancji bezpieczeństwa jest więc w dużej mierze psychologicznym placebo – ma dać ludziom poczucie, że „państwo się nimi zajęło” i że „gdzieś tam są schrony”. Tymczasem:

    • infrastruktura jest zdegradowana,
    • parametry wytrzymałości są niedostosowane do współczesnych środków rażenia,
    • większość realnej ochrony sprowadza się do improwizowanych rozwiązań: najniższa kondygnacja, pomieszczenia bez okien, zasada dwóch ścian, doraźne ukrycia.[2][4][20]

    Z politycznego i propagandowego punktu widzenia schrony są świetnym narzędziem: można pokazać mapę, uchwalić rozporządzenie, użyć technicznych definicji, ogłosić program „modernizacji”, a społeczeństwo uwierzy, że „jest plan” i „jest system”. Ale w momencie faktycznego bombardowania liczy się coś innego:

    • realna jakość konstrukcji,
    • jej aktualny stan techniczny,
    • typ użytej amunicji,
    • gęstość zabudowy,
    • możliwość ewakuacji,
    • dostęp powietrza, brak zadymienia i gazów.

    Bez tego „schron” pozostaje w dużej mierze pojęciem z dokumentów – a nie gwarancją przetrwania.

    Czytaj cały artykuł u źródła — Wykop #polityka

    Stanosky odwala robotę

    Zrób z tego przeszczep

    Ten artykuł to guz. Jeden klik i Stanosky robi z niego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek. Cena w żetonach stoi na kaflu.