Zakaz palenia węglem sprzed 700 lat
Przepisy antysmogowe są znacznie starsze, niż mogłoby się wydawać. Brytyjska akademia nauk (The Royal Society) wyliczyła , że pierwsze odnotowane problemy ze smogiem pojawiły się w średniowiecznych chińskich i brytyjskich metropoliach, gdzie zaczęto na szeroką skalę korzystać z węgla. Pierwsze znane prawo antysmogowe pojawiło się w 1273 roku i zakazywało spalania węgla w Londynie. A pierwsza dobrze udokumentowane prawo karzące za spalanie węgla w Londynie przyjęto dokładnie 700 lat temu.
Pod koniec XIII wieku Londyn był jednym z największych miast Europy, zamieszkiwanym przez blisko 100 tys. mieszkańców. Miał gęstość zaludnienia zbliżoną do dzisiejszego Manhattanu. Z tą różnicą, że bez wieżowców pnących się po 300-400 metrów wzwyż i gęstej sieci metra pod ziemią, za to z mrowiem ludzi na ulicach oraz całym przemysłem i rzemiosłem w obrębie miasta. Było ciasno, tłoczno i duszno. Chociaż klimat średniowiecza sprzyjał, to i tak było chłodniej niż dziś. Rozrastające się miasto błyskawicznie wytrzebiło lasy wokół, a ceny drewna rosły niczym ceny ropy i gazu podczas walk w Zatoce Perskiej.
Kryzys energetyczny w Londynie stał się tak poważny, że kupcy, pomimo grasujących wokół Anglii piratów, zaczęli sprowadzać do miasta węgiel drogą morską z północy kraju (blisko 600 km). Początkowo sięgała po niego biedota i rzemieślnicy, ale wraz z dalszym wzrostem cen drewna, spalanie węgla upowszechniało się w całym społeczeństwie.
Nowe paliwo (coś pomiędzy węglem kamiennym i brunatnym) pyliło, dymiło, śmierdziało i emitowało znacznie więcej zanieczyszczeń, w tym tlenki siarki, od drewna. Problem smogu w Londynie stał się na tyle poważny, że królowie i parlament zaczęli zajmować się tematem. Powołano nawet komisję badającą przyczyny smogu i kontrolującą wprowadzanych zakazów. W 1306 roku Król Edward I wydał proklamację ograniczającą spalanie „sea coal” (czyli wspomnianego węgla, przewożonego drogą morską z północnej Anglii) w Londynie. Prawo umożliwiało nakładanie grzywien na spalających „węgiel morski”.
Obraz wygenerowany z wykorzystaniem AI, przedstawiający wyobrażenie ulic Londynu 70 i 700 lat temu.
Problem polegał jednak na tym, że gospodarka bardziej potrzebowała taniej energii niż czystego powietrza. Zakazy okazały się nieskuteczne. Londyn przez kolejne stulecia spalał coraz więcej węgla. Miasto rosło, przemysł się rozwijał, a smog stawał się częścią codzienności. W XVII i XVIII wieku londyńskie mgły zmieszane z dymem były już słynne w całej Europie. Traktowano je niemal jak element lokalnego krajobrazu.
Problem londyńskiego smogu wracał przez kolejne stulecia. W 1603 roku król Jakub I Stuart wydał tzw. „Proklamację przeciw dymowi”, zakazując spalania węgla w pobliżu parlamentu podczas jego obrad. Przepisy antysmogowe nadal były jednak łamane ze względów ekonomicznych.
Wielki smog i ustawa sprzed 70 lat
Chociaż przez setki lat smog był ogromnym problemem Londynu (podobnie jak i wielu innych miast świata), to dopiero głośna katastrofa z grudnia 1952 roku oraz zmiany technologiczne ruszyły sprawy naprzód. Wielki Smog Londyński powstał z połączenia zimnego powietrza, braku wiatru, mgły i gigantycznych ilości dymu z domowych kotłów węglowych i kominków opalanych drewnem. W jego efekcie miasto praktycznie stanęło. Widoczność spadła miejscami do kilkudziesięciu centymetrów. Ludzie dusili się na ulicach, transport przestawał działać, szpitale były przepełnione. Szacuje się, że z powodu tego jednego „epizodu smogowego” zmarło w Londynie od 4 do 14 tys. mieszkańców.
Pod wpływem mediów rząd powołał komisję mającą wyjaśnić sytuację. Efekty jej prac Brytyjczycy poznali dopiero dwa lata później – w listopadzie 1954 roku. Kolejne dwa lata zajęły politykom prace nad założeniami planu antysmogowego, a następnie ustawy o czystym powietrzu.
Ze względów ekonomicznych i zapewne patrząc na skuteczność poprzednich kilkuset lat podobnych przepisów, nie zakazano jednak używania kotłów węglowych, ale wprowadzono, a następnie poszerzano, strefy czystego powietrza, w których dozwolone było spalanie mniej emisyjnych paliw – np. koksu, antracytu i gazu. Zaczęto też promować ogrzewanie elektryczne.
Zwiększono produkcję gazu miejskiego (z procesów koksowania węgla), ale dopiero odkrycie złóż gazu ziemnego na Morzu Północnym w połowie lat 60. przyniosło przyśpieszenie tej transformacji. Czystsza od węgla alternatywa nareszcie zaczęła być konkurencyjna ekonomicznie względem węgla. Upowszechniać zaczęło się także centralne ogrzewanie mieszkań i całych budynków. Gaz zdominował brytyjski rynek ciepła w latach 80. i po pół wieku nadal jest absolutną podstawą. Kolejna transformacja, z gazu do elektryczności, dopiero się rozpoczęła.
Ile zajmie transformacja z gazu do prądu?
Kryzys energetyczny zmusił Londyńczyków do przejścia od drewna do węgla w ciągu blisko 100 lat. Kryzys środowiskowy następnie zmusił ich do przejścia od węgla do gazu w ciągu 40 lat. Teraz wyczerpanie złóż gazu, niepewność importu tego paliwa i kryzys klimatyczny zmusza ich do przejścia z gazu do prądu, ale tempo tej rewolucji będzie – ponownie – zależeć od ekonomii i kosztów alternatywnych źródeł ogrzewania. Same zakazy nie wytrzymują bowiem w zderzeniu z twardymi realiami gospodarczymi.
Brytyjczycy są dziś w sytuacji zupełnie innej niż w latach 50. Wówczas przejście z węgla na gaz oznaczało niemal same korzyści: mniej dymu, mniej sadzy, większy komfort, brak konieczności noszenia opału i czyszczenia pieców. Gaz był wygodniejszy, czystszy i często po prostu tańszy. Dla wielu mieszkańców była to oczywista poprawa jakości życia.
Transformacja z gazu do elektryczności jest znacznie trudniejsza. Gaz pozostaje paliwem stosunkowo wygodnym, infrastruktura już istnieje, a miliony brytyjskich domów są projektowane właśnie pod kotły gazowe. Problem polega na tym, że spalanie gazu nadal oznacza emisję CO2, tlenków azotu i uzależnienie od importu paliwa. Dlatego Londyn i cała Wielka Brytania próbują dziś przejść na pompy ciepła i elektryfikację ogrzewania.
Proces ten postępuje jednak znacznie wolniej, niż zakładali politycy. Obecnie około 70–75 proc. brytyjskich gospodarstw domowych nadal ogrzewanych jest gazem ziemnym. Pompy ciepła pozostają niszą – mają zaledwie pojedyncze procenty rynku. Jedną z głównych przyczyn są ceny energii.
W Wielkiej Brytanii energia elektryczna jest relatywnie droga względem gazu, przez co pompa ciepła, choć zwykle tańsza w użytkowaniu od kotła gazowego, w wielu przypadkach może się spłacać przez wiele lat, przez co chęć Brytyjczyków do kolejnej transformacji nie jest wcale większa niż w przypadku dwóch wcześniejszych transformacji ogrzewnictwa.
Dane z pomp ciepła przemówią za siebie?
Brytyjczycy uruchomili jednak portal społecznościowy, który zbierana dane na żywo z pomp ciepła wielu różnych producentów, w wielu różnych domach na terenie całej Wielkiej Brytanii i umożliwia podglądanie ich na żywo. Dane mają przemawiać same za siebie.
W projekcie bierze udział kilkaset gospodarstw domowych. Projekt ma dać Brytyjczykom (ale doświadczenia ze Szkocji będą też dobrą analogią do polskich realiów klimatycznych) dane do podjęcia świadomej decyzji o przejściu z gazu czy oleju opałowego na pompę ciepła. Heat Pump Monitor pokazuje wydajność każdej pompy ciepła objętej monitoringiem. Warto zajrzeć na stronę Heatpumpmonitor.org , aby wyrobić sobie własną opinię nt. ogrzewania domu czy mieszkania takim urządzeniem.
Redakcja WysokieNapiecie,pl także publikuje dane z ogrzewania naszego mieszkania-laboratorium pompą ciepła powietrze-powietrze (klimatyzacją). Znajdziecie je pod tagiem #WNLAB . Polecamy zwłaszcza nasze doświadczenia z najzimniejszego przełomu stycznia i lutego od 16 lat: Ogrzewaliśmy mieszkanie klimą przy -20˚C. Mamy rachunek za prąd .
Ten artykuł to guz. Jeden klik i Stanosky robi z niego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek. Cena w żetonach stoi na kaflu.