Kolejny magazyn Wildberries stanął w ogniu - we wtorek rano drony uderzyły w centrum w obwodzie leningradzkim. Wśród Rosjan zaczyna krążyć wersja, że za pożarami wcale nie stoją Ukraińcy, tylko konkurencja albo były mąż najbogatszej kobiety w kraju. - Rosjanie robią się podejrzliwi - mówi Wirtualnej Polsce Polak mieszkający w Rosji.
Wildberries jest pod ostrzałem od trzech tygodni. Pierwsze uderzenie w magazyny sieci Ukraińcy przeprowadzili 18 lipca, a od tamtej pory ataki na obiekty firmy stały się w Rosji niemal codziennością. Wtorkowy pożar w obwodzie leningradzkim to kolejny z serii - drony nadleciały w nocy i nad ranem.
Gubernator Aleksandr Drozdenko poinformował o zestrzeleniu 17 bezzałogowców, ale obrona nie zatrzymała wszystkich - uderzenie dosięgło Krasnego Boru, gdzie mieści się centrum magazynowe sieci. Rosyjskie źródła podają, że jedna osoba została ranna.
A przecież poprzedniego dnia, jak informowały ukraińskie kanały na Telegramie, ogień strawił centrum "Władimir-Worszynskoje" pod wsią Chriastowo. Z powierzchnią ponad 171 tys. metrów kwadratowych było to jedno z największych centrów sieci. Do ataków doszło też w nocy z soboty na niedzielę.
WIDEOWildberries znów w ogniu. Po tym ataku zniszczenia widać z kosmosu
Gigant w ogniu. Wildberries to nawet 45 proc. rosyjskiego rynku
Skala strat wynika z pozycji firmy. Wildberries odpowiada za 40 do 45 proc. rosyjskiego rynku e-commerce - wylicza Filip Rudnik z Ośrodka Studiów Wschodnich, analityk zajmujący się rosyjską gospodarką.
W pandemii spora część handlu - zwłaszcza w sektorze małych i średnich przedsiębiorstw - przeniosła się do internetu, a Wildberries błyskawicznie stało się na tym rynku numerem jeden. Rudnik nazywa firmę krwiobiegiem rosyjskiej gospodarki.
Jak wylicza Rudnik, ukraińskie uderzenia paraliżują działanie sieci — zniszczeniu uległo już ok. 25 proc. jej powierzchni magazynowej. Przedsiębiorcy tracą towar, który tam trzymali. - A co za tym idzie, tracą pieniądze - mówi ekspert.
Prezeska Wildberries Tatiana Kim zapewnia, że firma wypłaca rekompensaty. Straty są jednak na tyle duże, że spółka zaczęła negocjować z Kremlem dopłaty z budżetu.
Rudnik zwraca uwagę, że rosyjski sektor małych i średnich firm jest głęboko zadłużony. Bez rekompensat te przedsiębiorstwa pójdą na dno - a to już byłby poważny problem dla całej rosyjskiej gospodarki.
Szukanie wrażliwych punktów
Jak tłumaczy, Ukraińcy szukają czułych punktów na mapie rosyjskiej gospodarki. Poza uderzeniami z powietrza zakłócają żeglugę na Morzu Czarnym — koszty frachtu i ubezpieczeń rosną.
To się nie udaje. Nawet państwowe sondaże pokazują, że konsolidacja wokół władzy nie następuje - i to właśnie przyprawia Kreml o ból głowy. Pozostaje pytanie, czy Moskwa nie spróbuje wykorzystać płonących magazynów propagandowo.
Spiskowe teorie Rosjan
Do mieszkającego w Rosji Polaka dotarła Wirtualna Polska. Marek (imię zmienione) opowiada, że wśród Rosjan krąży teoria spiskowa: ataki to próba wyeliminowania konkurencji, bo w Ozonie, największym rywalu Wildberries, miałby siedzieć ukraiński "kret". Brzmi jak żart, ale w Rosji ma swoich zwolenników.
Marek tłumaczy, skąd bierze się ta wersja. Aleksandr Czaczawa, największy akcjonariusz Ozona, urodził się w Tbilisi - a Gruzini, jak mówi, nie mają powodów, by kochać Rosjan. Czaczawa kontroluje niespełna 35 proc. akcji, ale robi to przez spółkę zarejestrowaną poza Rosją.
Sam Marek przyznaje zresztą, że teoria ma słaby punkt. Ozon nie ma tak wielkich składów jak Wildberries, więc Ukraińcom po prostu trudniej je namierzyć i trafić. Nie trzeba szukać kreta, żeby wyjaśnić, dlaczego płoną magazyny jednej sieci, a nie drugiej.
W tych magazynach towar trzyma zresztą nie tylko Wildberries. Ale większość tego, co się tam pali, należy do sieci albo trafia do klientów przez jej platformę.
Na koniec Marek dorzuca jeszcze jedną wersję, którą Rosjanie powtarzają między sobą. Tatiana Kim, właścicielka Wildberries i najbogatsza Rosjanka - Forbes wycenia ją na ponad 8 mld dol. - rozwiodła się z mężem po głośnym konflikcie o firmę. Władisław Bakalczuk szukał wtedy wsparcia u Ramzana Kadyrowa, a spór skończył się we wrześniu 2024 r. śmiertelną strzelaniną w siedzibie spółki. Sąd oddał ostatecznie Kim całość udziałów. - Rosjanie szepczą, że on z tymi atakami też może mieć coś wspólnego - mówi Marek.
O te teorie Wirtualna Polska pyta Filipa Rudnika. Ekspert OSW nie wierzy w wersję o walce o rynek. - Ukraińcy wskazują, że magazyny Wildberries są dopuszczalnymi celami wojskowymi, ponieważ w tej sieci można kupić wyposażenie wojskowe i wiele elementów niezbędnych do prowadzenia działań wojennych - mówi.
Wyjaśnienie jest więc banalne: sieć sprzedaje to, czym walczy rosyjska armia. Ale im dłużej płoną magazyny, tym chętniej Rosjanie szukają winnych bliżej domu.
Zainteresowany problematyką bezpieczeństwa: wewnętrznego i międzynarodowego. Najczęściej pisze o mundurowych z wojska i policji oraz służbach specjalnych. Zajmował się problematyką przez siedem lat w "Fakcie" i "Super Expressie", a od 2021 r. w Wirtualnej Polsce. Współautor kilku książek. Zakochany w Juventusie ale to miłość bez przyszłości.
Czytaj cały artykuł u źródła — Wirtualna Polska — Wiadomości
Ten artykuł to guz. Jeden klik i Stanosky robi z niego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek. Cena w żetonach stoi na kaflu.