
Kanclerz Friedrich Merz jest krytykowany przez partyjnych kolegów Zdjęcie: Michael Kappeler/dpa/picture alliance Kanclerz Friedrich Merz dokonał roszady w partii. CDU ma nowego szefa frakcji (wspólnej z bawarską CSU) w parlamencie, rząd dwóch nowych ministrów, a Urząd Kanclerski – nową szefową. Zmiany te, zwłaszcza wymiana szefów resortów, są dla wielu zaskoczeniem. Także w jego własnej partii chadeckiej.
„Süddeutsche Zeitung” zwraca uwagę na fakt, że „dotąd w dużej mierze nieznana osoba”, szef CDU w Bremie Heiko Strohmann, odważył się na tak ostrą publiczną krytykę pod adresem kanclerza i przywódcy chadeków Friedricha Merza . „I nikt nie bronił Merza”, zaś w wywiadzie dla dziennika „Tagesspiegel” Strohmann dodał: „Partia nie funkcjonuje w ten sposób, że ktoś siedzi na czołowej pozycji, wygłasza monolog, a my potem bijemy brawo” – czytamy w SZ.
Merz nie jest jak szef firmy
Komentatorka Lisa Nienhaus uważa, że Strohmann trafia w sedno, jednak „to, co obecnie zarzuca się kanclerzowi, wcale nie jest czymś, na co szef dużej firmy mógłby sobie w ogóle pozwolić. Źle skoordynowane i samowolne zmiany kadrowe, rezygnacje, które wyciekają na zewnątrz, zanim są ustalone: wszystko to byłoby w zwykłej niemieckiej firmie postrzegane jako jeszcze większy problem niż w polityce. Firmy zazwyczaj komunikują się znacznie ostrożniej na zewnątrz niż politycy; tym bardziej wewnętrznie”, gdyż „prowadzenie firmy wbrew pracownikom to absolutny wyjątek”.
Zatem Merz wręcz jak najbardziej powinien prowadzić swoją partię jak firmę - pisze Nienhaus. „To, co Merz teraz przeżywa, jest natomiast doskonale znane w firmach: kierowanie i zarządzanie to nie to samo. U Merza te dwie kwestie obecnie znacznie się rozdzielają. Kieruje swoją partią, ale jej nie prowadzi. Bo to drugie oznaczałoby, że ludzie w większości za nim idą. Zamiast tego, osoby, które ledwie kto zna, odważają się w partii występować przeciwko niemu. Przez jakiś czas może to działać, ale jak długo? Dlatego nadszedł czas, aby Merz zapytał: Jeśli nie ja prowadzę, to kto zatem? I powinien przynajmniej spróbować zdobyć tych ludzi dla siebie” – komentuje autorka.
Merkel lepsza od Merza
W podobnym tonie wypowiada się „ Der Spiegel ”, podkreślając, że „tak jak Merz kieruje chadecją, tak w dzisiejszych czasach nie prowadzi się firmy”. Kto, jak Merz, dokonuje zmian kadrowych, powinien na czas zaangażować kluczowe strony zainteresowane i powinien komunikować swoje posunięcia w sposób zrozumiały i przejrzysty – podkreśla Roland Nelles, szef berlińskiego biura tygodnika. „Prawdziwą, długotrwałą lojalność lider powinien dobrze organizować, w polityce – tak jak wszędzie indziej w życiu. Wszystkie te podstawowe zasady wydają się być przez tego kanclerza, przynajmniej częściowo, lekceważone. Dlaczego Friedrich Merz popełnia takie błędy, pozostaje jego tajemnicą. (…) Może to wynika z braku doświadczenia, czyli z faktu, że w wieku 70 lat po raz pierwszy stoi na czele partii, ale jeszcze nie prowadził żadnej dużej administracji ani – co ciekawe – żadnej firmy. Może też działa tu tylko niekompetencja połączona z arogancją – a obie te cechy byłyby równie złe.
W każdym razie, coraz więcej osób zaczyna dostrzegać, że są solidne powody, dla których w walce o władzę między spadkobiercami Helmuta Kohla na przełomie tysiącleci przebiła się niejaka Angela Merkel, a nie Friedrich Merz” – konkluduje komentator.
Czy Merz przetrwa jako kanclerz?
Zdaniem dziennika „ Handelsblatt ”, wewnątrzpartyjna dyskusja „mogłaby być zwykłą przepychanką, gdyby nie to, że za pięć tygodni odbędą się historyczne wybory: ponad dwa miliony ludzi w Saksonii-Anhalt zdecydują, czy wolą być rządzeni przez CDU, czy może przez AfD ”. Gazeta przypomina, że sondaże wyraźnie wskazują na przewagę Alternatywy dla Niemiec. „Dodatkowo, badacze opinii publicznej oceniają, że działaniami ostatnich dni kanclerz wytworzył atmosferę przeciwną do ‘klimatu zmian'. W szeregach CDU już rozważa się, jak zminimalizować ewentualną porażkę w Saksonii-Anhalt ” – czytamy. W wieczór wyborczy, „jeśli rzeczywiście wydarzy się to, czego nikt nie chce, jakiekolwiek argumenty mające na celu uspokojenie sytuacji nie będą wystarczające, a wówczas Merz stanie przed pytaniem o fotel kanclerza: czy nadal może na nim zasiadać?” – konkluduje Daniel Delhaes.
„Autodestrukcyjna" debata w CDU
Natomiast „ Frankfurter Allgemeine Zeitung ” określa wewnątrzpartyjną burzę jako autodestrukcję, której oddają się „niektórzy członkowie CDU z tylnych rzędów i w regionalnych oddziałach” tak, „jakby miało nie być jutra”. Gazeta przypomina, że zaufany kanclerza Merza i dotychczasowy szef Urzędu Kanclerskiego, Thorsten Frei, „został wybrany na przewodniczącego frakcji z bardzo dobrym wynikiem, czego również chciał kanclerz”. FAZ przyznaje wprawdzie, że „zarządzanie rekonstrukcją gabinetu przez Merza z pewnością nie było arcydziełem”, jednak „arogancję, brak wyczucia stylu i nielojalność, które zarzucają mu jego wewnętrzni krytycy, widać raczej u nich samych”. Czy w „furii krytyki kanclerza nikogo nie obchodzą konsekwencje?”- zastanawia się komentator, Berthold Kohler. I zauważa, że byli zwolennicy kanclerza „z beztroską” szkodzą Merzowi i wizerunkowi partii.
Ten artykuł to guz. Jeden klik i Stanosky robi z niego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek. Cena w żetonach stoi na kaflu.