
Miał wrócić po trzech dniach. Zamiast tego przeszedł przez Powstanie Warszawskie, obóz w Pruszkowie, niemieckie obozy koncentracyjne i roboty przymusowe. W 82. rocznicę wybuchu zrywu Zbigniew Antoni Daab „Kapiszon” opowiada o wojnie widzianej oczami 15-letniego chłopca
Z tego artykułu dowiesz się:
Jak Zbigniew Daab został zaangażowany w działalność konspiracyjną.
Dlaczego Zbigniew musiał pożegnać się z matką przed wybuchem powstania.
Co przeżył Zbigniew Daab podczas Powstania Warszawskiego.
Jakie przesłanie Zbigniew Daab kieruje do młodego pokolenia.
Od przewiezienia ziemniaków do Szarych Szeregów
Gdy 1 sierpnia 1944 roku w stolicy wybuchło Powstanie Warszawskie , Zbigniew Antoni Daab ps. „Kapiszon” miał zaledwie 15 lat. Z okazji 82. rocznicy zrywu powracamy do jego historii – opowieści o młodzieńczej odwadze, cenie wolności i próbie przetrwania w piekielnych realiach wojny. Ta rozmowa to poruszający zapis losów nastolatka rzuconego w sam środek wielkiej historii.
Zbigniew Antoni Daab opowiada, że jego powstańcza historia zaczęła się od nauczycielki, która potrzebowała pomocy w przewiezieniu ziemniaków. – Były łapanki po zamachu na Kutscherę , więc ona się bała. Razem z kolegą zaoferowaliśmy, że załatwimy sprawę – mówi.
– Po dwóch tygodniach powiedziała, że powinna nam się odwdzięczyć, i zaprosiła nas na tajne nauczanie historii i geografii. Tam obserwował nas starszy kolega, który później zaproponował nam wstąpienie do „Zawiszaków”, organizacji młodzieżowej – słyszymy od „Kapiszona”.
Jako członek „Zawiszy”, czyli najmłodszej grupy wiekowej w konspiracyjnych Szarych Szeregach, Zbigniew Antoni Daab uczył się pracy z mapami i przechodził przygotowanie wojskowe . – Pokazali nam, jak rzucać granatami, jak kryć się przed wrogiem. Mieliśmy też naukę strzelania – wspomina.
„Macie iść”. Pożegnanie z matką
1 sierpnia 1944 roku o godz. 14.00 „Kapiszon” stawił się na zbiórce. – Tam usłyszeliśmy, że o godz. 17.00 wybuchnie powstanie. Powiedzieli nam, że mamy 15 minut, żeby iść do domu i pożegnać się z rodzicami, bo nie wiadomo, jak to będzie wyglądało – mówi Zbigniew Antoni Daab.
– Jak to chłopak, powiedziałem: „Co będę szedł żegnać się z matką, skoro uczyliście nas, że powstanie będzie trwało trzy dni?”. Odpowiedź dostałem po wojskowemu: „Macie iść!”. To był rozkaz, więc skuliliśmy uszy i posłusznie poszliśmy do domów – opowiada.
Wspomina, że jego mama nie wiedziała o konspiracyjnej działalności syna, dlatego wiadomość o powstaniu była dla niej zaskoczeniem. – Pytała, dlaczego jej nie powiedziałem. Odpowiedziałem, że składałem taką przysięgę . W pewnym momencie zobaczyłem, że ma mokre oczy. Powiedziałem jej, że to będzie trwało krótko. Odpowiedziała tylko: „Nie, synu”. Potem zdjęła ze ściany ryngraf (ozdobna metalowa tarcza w kształcie medalionu - red.) Matki Boskiej Ostrobramskiej, dała mi go i zaczęła płakać. Ja też. Później wyszedłem na umówione spotkanie przy ul. Pańskiej – wyznaje „Kapiszon”.
Wracając pamięcią do pierwszych chwil Powstania Warszawskiego, bohater naszej rozmowy mówi, że już po drodze do bazy widział, jak sklepikarze zamykają okiennice, a dorożkarze znikają z ulic. – Ludzie już wiedzieli – stwierdza.
Oglądaj
„Wtedy stałem się żołnierzem Armii Krajowej”
Powstaniec mówi też o chwili złożenia przysięgi wojskowej. – Oficer zaprosił nas do pokoju. B yło nas tam może 15. Powtarzaliśmy za porucznikiem rotę przysięgi, a gdy skończyliśmy, otrzymaliśmy opaski. Wtedy stałem się żołnierzem Armii Krajowej. Piętnastoletni chłopak żołnierzem. To było niesamowite. To pobudzało takich młodych ludzi w tamtym czasie – wspomina.
– Dostałem przydział do jednego ze starszych kolegów , który obsługiwał RKM. Byłem jego pomocnikiem i nosiłem amunicję. Pamiętam, jak trzeciego albo czwartego dnia ustawiliśmy się na stanowisku na klatce schodowej, której okna wychodziły na ulicę. W pewnym momencie kolega krzyknął do mnie: „Zobacz, co tam się dzieje”. Spojrzałem i zobaczyłem czołg – Panterę – która kierowała lufę w naszą stronę – przywołuje wspomnienia „Kapiszon”.
– Krzyknął do mnie: „Zjeżdżamy!”. Zdążyliśmy zbiec na dół. Później był już tylko podmuch i zniszczony pokój, w którym byliśmy jeszcze chwilę wcześniej. To, że zauważył ten czołg, uratowało nam życie, bo czegoś takiego się nie spodziewaliśmy – dodaje.
Strach, Pantery i niewola
Zbigniew Antoni Daab na niemieckie czołgi natknął się jeszcze raz. – Wtedy naprawdę czułem ogromny strach. Zobaczyłem dwie Pantery jadące w naszą stronę. Był z nami sierżant „Osa”, który nas uspokoił. To był naprawdę odważny człowiek – opowiada.
– Miał broń przeciwpancerną i umiał się nią posługiwać. Stanął za winklem i gdy nadjeżdżał pierwszy czołg, odpalił, ale nie w czołg. Strzelił w słup teletechniczny , który się przełamał i runął. Dwóch Niemców zginęło na miejscu, a kolejni uciekli w krzaki – wspomina „Kapiszon”.
Po upadku Powstania Warszawskiego na Ochocie Zbigniew Antoni Daab został zatrzymany na Zieleniaku. 13 sierpnia 1944 roku trafił do obozu przejściowego Dulag 121 w Pruszkowie, a n astępnie został wywieziony do Niemiec – najpierw do KL Sachsenhausen (Oranienburg) i KL Buchenwald, a później skierowany na roboty przymusowe na terenie Saksonii. Po wyzwoleniu służył w Polskich Siłach Zbrojnych.
Przesłanie dla młodego pokolenia
Po 82 latach od Powstania Warszawskiego „Kapiszon”, pytany o przesłanie dla współczesnej młodzieży, odpowiada: – Młodym zawsze mówię, że przede wszystkim liczy się nauka. Nieraz podaję im za przykład naszych polskich astronautów. Mówię im, że oni też mogą to osiągnąć.
I dodaje: – Przypominam im też, żeby pamiętali, czym jest ojczyzna. Żeby znali swoją historię, wiedzieli, kim są i skąd pochodzą.
Rozmowa ze Zbigniewem Antonim Daabem to trzecia odsłona cyklu wywiadów, które Radio ZET przygotowało z okazji 82. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego . Pozostałe znajdziecie na naszym kanale w serwisie YouTube . Publikacja codziennie o 18.00.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET
Tu się dzieje
Ten artykuł to guz. Jeden klik i Stanosky robi z niego TWÓJ materiał — tekst, mem, rolkę albo kawałek. Cena w żetonach stoi na kaflu.